Wyłączyłam komentarze na blogu
Wyłączyłam komentarze na blogu.
Nie dlatego, że nie potrafię przyjąć krytyki, ani że nie lubię ludzi. Po prostu nie czuję potrzeby dialogu w tej przestrzeni.
Na co dzień rozmawiam dużo. Często o sprawach trudnych. Przekazuję informacje, które nie zawsze są przyjemne. Tłumaczę, wyjaśniam, odpieram negatywne komentarze. Czasem mam wrażenie, że połowę dnia spędzam na regulowaniu cudzych emocji. To jest część mojej pracy i wykonuję ją rzetelnie, ale nie potrzebuję jej w wersji dodatkowej po godzinach.
Blog nie jest dla mnie forum dyskusyjnym. Jest miejscem zapisu. Czasem bardzo prywatnego. Piszę o sprawach, które mnie dotykają, poruszają, czasem bolą. Otwieram się na tyle, na ile uznaję za stosowne. I to mi wystarcza.
Nie mam potrzeby, by osoby, które same niczego nie odsłaniają, komentowały moje odsłonięcie. Nie czuję w tym symetrii.
Rzadko komentuję inne blogi. Jeśli coś mnie naprawdę poruszy — napiszę. Jeśli nie — czytam w ciszy. Cisza nie jest dla mnie brakiem zainteresowania. Czasem jest uważnością. Czasem zwykłym przyjęciem czyjejś opowieści bez potrzeby dodawania siebie.
Wyłączenie komentarzy to nie manifest i nie obraza na świat. To ustawienie proporcji.
Wystarczająco dużo rozmawiam w życiu zawodowym.
Tutaj chcę po prostu pisać.