Droga częściej wędrowana
Jechałam do pracy i nagle w głowie błyskawicznie ułożył mi się plan pracy na ostatni tydzień kwietnia. Czuję, że podołam obowiązkom. Rano obudziłam się bez budzika po piątej, zeszłam do salonu na kawę. Koło siódmej wyszłam boso do ogrodu, chyba był przymrozek chociaż trawa nie była siwa, bo stopy z zimna mi niemal odpadły. Weekend bardzo spokojny, choć w sumie w trakcie poświęciłam niemal całą dniówkę na zagadnienia zawodowe. Trochę prac z chwastami w ogrodzie. Oczywiście joga w niedzielny poranek. A teraz do roboty!