Posty

brzozy już gubią liście

 i spadają z nich te suche płatki, które wiatr roznosi mi po całym podwórku i które dostają się nawet na dywaniki w samochodzie. Z dziećmi obejrzałam Konfiturę, który teraz pokazuje na Youtube filmiki z łapania surroniarzy. Do dzisiaj "surron" był to termin mi nieznany, jest to elektryczny motocykl, który wymaga prawa jazdy, OC, rejstracji i poruszania się po drogach publicznych; a jak to na Konfiturę przystało - wyłapał, że jest masa dzieciaków, które jeżdżą na tym nielegalnie. Bardzo pouczający odcinek, obejrzałam z zainteresowaniem. Potem zajęłam się otoczeniem - ostatnie przęsło mam pomalowane, uporządkowane wejście do domu, skoszoną trawę. Rodzina kosów razem z podrosłymi pisklętami o poranku grzebie w trawniku to u mnie, to u sąsiada. Kosmos zabrał mi dwa złote łańcuszki (za cholerę nie umiem sobie przypomnieć, gdzie je schowałam), natomiast w zamian w pewnym schowku znalazłam zabunkrowane 110 euro... 

"technologia kosmiczna"

 myślę sobie za każdym razem, gdy obserwuję, jak odkurzacz-robot podjeżdża do stacji ładującej. Posprzątałam sobie za łóżkiem i tym samym otworzyłam sezon na decluttering, po polsku: "odgracanie". W zamiarze przejść codziennie po domu i wyrzucić kilka nieużywanych rzeczy, na bok kładąc sentymenty. Odgracanie przeprowadzałam już ze dwa lata temu, pozbyłam się mnóstwa szpargałów, a i tak ciągle jest ich za dużo. Przyroda jednak sama też potrafi zagubić przedmioty: szukałam dzisiaj dwóch łańcuszków; choć przejrzałam wszystkie miejsca, które przyszły mi do głowy, przepadły jak kamień w wodę.  Wcześniej spontanicznie pojechałam do galerii handlowej, w efekcie mam na sobie nowe kolczyki i w szafie nową bluzę, a dzieci dostały fastfood w ramach obiadu.  Zawodowo mam zrobione 2/3 dodatkowych prac lipcowych, czuję spokój, tym większy, że jedna z gadatliwych koleżanek jest na urlopie i w biurze panuje wspaniała cisza. 

przestało padać

 więc wzięłam się za prace ogrodowe: obcięłam przekwitłe firletki i skosiłam trawniki. Jutro chciałabym trochę poplewić, może synom uda się złożyć wetykulator, to może spróbowałabym przejechać nim trawnik reprezentacyjny, czyli ten przed domem. Do tego mamy zaproszenie na grilla do babci dzieci, więc weekend zapowiada się udany.  Odstawiłam zupełnie pieczywo (choć uwielbiam bułki z pestkami dyni i chleb "całe ziarno" z Biedronki) i nagle okazało się, że w ciągu dziesięciu dni spadło mi dwa kilo, z powrotem mam płaski brzuch i jakoś przestałam zatrzymywać wodę. Mam nadzieję, że jeszcze chwila moment i będę z powrotem widzieć piątkę z przodu na pomiarze wagi.  Kiedy dzisiaj szykowałam obiad, zadzwonił "pan pyta o działkę w Laskowie" - tak zapisałam sobie kierowcę lawety z końcówki czerwca, który podstępnie wyciągnął ode mnie numer telefonu i próbował zapełnić pustkę w życiu umawiając się ze mną na zapoznawczą kawę. Ja nadal nie chcę z nim na tę kawę iść, zresztą już w...

cząstka wiedzy

  Dzisiaj zawodowo dokształciłam się w pewnym temacie, który u jednego z klientów wypłynął z 5 lat temu i widzę, że działałam w błędzie - aczkolwiek byłam tego nieświadoma. Hm. Człowiek jednak całe życie się uczy. Nic to, w tym roku mam jeszcze czas na pracową naprawę tego zagadnienia, wiem już, co mam do poprawy i postaram się to zrobić niebawem. Nie wchodzę w szczegóły - raz, że nie jest to nic związanego z "modnymi" tematami jak na przykład kredyty, podróże i psychologa, dwa - dla każdej osoby spoza zawodu jedno wielkie nieznane przez nieznane, rzecz dotyczy sposobu ujęcia leasingu osobno dla celów podatkowych, osobno dla celów bilansowych, zapisy mam w porządku, ale do podatku wyliczenia złe, może na przełomie lipca i sierpnia spróbuję do tego podejść praktycznie i zrobić poprawki. Wczoraj rzecz się stała niesamowita, mój tato drugi raz w tym miesiącu mnie pochwalił: "wyszedł Ci obiad". Ha ha, cieszę się, zwłaszcza że nie ma już wstawek w rodzaju "kobieta w...

kiełkowanie i dyssymulacja

  Trawa po podlewaniu wykiełkowała w ostatnim bastionie, dokładnie tym, który ze dwa lata temu opryskując chwasty na ścieżce z kostki brukowej potraktowałam round upem. W tym tygodniu codziennie ma padać, więc chyba nie będę musiała podlewać (ulga dla portfela). Jedyne prace ogrodowe, które do końca wakacji mam w planach, to koszenie. No, chyba że mi się w głowie coś usra uroi. W pracy jak w pracy, coś tam z audytorem popycham do przodu, więcej zajmuję się sprawami bieżącymi, trochę luzu, trochę nerwów, dzisiaj nawet poczułam ścisk żołądka w oczekiwaniu na rozmowę z audytorem, co dało mi do zrozumienia, że lepiej koncentrować się na jednym źródle problemów (praca), niż mieć ich więcej. Z piątkowej rozmowy z L. wynikało, że dzisiaj ma umówioną wizytę do lekarza medycyny pracy. Jestem ciekawa wyniku, ale nie chcę do niego dzwonić dzisiaj. Może wyślę mu maila, ale też nie dziś - po powrocie po latach Mandaryny i Wiśniewskiego Internet został zalany falą memów, co robić, gdy najdzie c...

spotkanie trzech pokoleń

  Ogród ma się lepiej, zostało tylko jeszcze jedno miejsce, w którym trawa jeszcze nie wykiełkowała. Podlewam trawniki dwa razy dziennie, więc spodziewam się milionów za wodę, ale jestem myśli, że warto ponieść ten koszt. Krzewy - jak myślę - przyjęły się, nawet hortensja przeżyła. Ja - jak nie ja - zamiast kupować jak zwykle ciuchy, kupiłam sobie wertykulator i mam zamiar go używać już wkrótce. We wtorek wpadłam na pomysł, by na sobotę zaprosić dziadków dzieci na obiad. Młodsze dziecko ugotowało rosół, ja zrobiłam karkówkę w sosie pieczarkowym i kotlety schabowe, karkówka wyszla obłędnie,a kotlety tak sobie (mięso było twarde). Do tego bezalkoholowe wino, Rozmowa toczyła się na różne tematy, między innymi zeszła na problem dzietności. Ja, nie bacząc na obecność ojca eksmęża, wyraziłam zdanie, że chciałam mieć trzecie dziecko, ale mąż mnie zostawił i nie było z kim go wychowywać, więc plan się nie zrealizował, i pewnie są młode kobiety teraz w Polsce z tym samym problemem. Ot, jede...

Wspomnienie z portalu randkowego - uwaga długie (z pewnego forum)

 Wspomnienie z portalu randkowego - uwaga długie (z pewnego forum)  Dzień dobry. To mój pierwszy post tutaj, więc witam wszystkich serdecznie. Od jakiegoś czasu przeglądam to forum i widzę, że sporo jest wpisów dotyczących portali randkowych. I od razu przypominają mi się moje przygody na jednym z takich portali. Było to w czasach, kiedy niepodzielnie królowała Sympatia, a Tinder był portalem jeszcze niszowym. Jestem starsza od większości was  i wtedy szukałam partnera w wieku 45 plus. Można by pomyśleć, że ludzie w tym wieku są dojrzali i dorośli, ale okazuje się, że problemy na portalu były identyczne jak te, opisywane przez 25 latków. Jakiś czas wcześniej miałam już mały epizod na innym portalu i poznałam zasady panujące w takich miejscach, więc wiedziałam , czego mogę się spodziewać. Przydarzył mi się wypadek i miałam uszkodzone kolano. Rehabilitacja była dosyć długa, a ja byłam uziemiona w domu. Pomyślałam, że to świetna okazja, żeby zalogować się na tej Sympatii. Mi...

milion myśli

 pojawia się w mojej głowie, gdy tylko opada dzienny kurz. Mój eksmąż kilka lat temu posprzedawał wszystkie mieszkania, które przypadły mu w podziale majątku dorobkowego i wybudował dom. Przekonałam samą siebie, że to znaczy, że on dojrzał do myśli, że mieszkanie na przedmieściach w otoczeniu własnego ogrodu to znakomity pomysł, że dojrzał do sadzenia wychodzących ponoć zmody tuj i modnych teraz laurowiśni, że polubił życie zdala od miejskiego zgiełku (bo przecież mnie za czasów mamutów wielokrotnie powtarzał, że ogród w Laskowie najchętniej by wybetonował), a tu wspólne dziecko wyprowadziło mnie z błędnego myślenia twierdząc, że "tata sadzi krzewy, bo Jola chce". Tak samo mega oszczędny, wręcz skąpy, sprawił sobie w kuchni najkosztowniejszą w użytku indukcję, bo - jak powiedział dziecku wywracając oczami - "tamta chciała". Czyli kobiety nadal motorem postępu, siłą rozwojową,  a nie że każdy się zmienia. W środę wieczorem zadzwoniłam do L. zapytać, jak z powrotem do...

uaktywnił się były mąż

  Uaktywnił się były mąż jakiś czas temu i zaobserwował mnie na Instagramie, a weekend przysłał na Facebooku zaproszenie mojej mamie. Z nim to sprawa tak stara już, że mamuty go nie pamiętają, nie to co świeżyzna z L., o którym myśli w chwilach wolnych nawracają i muszę je prostować przypominając sobie, że postać którą kochałam, właściwie wcale nie istniała. Dziecko młodsze stwierdziło, że tata "tak umie w Instagrama, że pewnie nawet nie wie, że wyświetlają się powiadomienia o dokonanych obserwacjach", a moja mama nie zaakceptowała zaproszenia. Ja tymczasem modliłam się dzisiaj pół dnia, by panowie z firmy komunalnej zabrali WSZYSTKIE 20 worków z bioodpadami, a w porze wieczornej nabyłam 50-metrowy wąż ogrodowy - jedyny kran zewnętrzny mam z tyłu domu, a potrzebuję podlewać zasiewy trawy przed domem. Stary wąż nie sięga. Po pracy byłam na pazurkach, mam teraz - jak kto woli - rodzaj frencha w kolorach LGBT albo wakacyjnych neonach, każdy paznokieć z paseczkiem w innym kolorze...

prace na finiszu

 Jestem mega zmęczona, ale i usatysfakcjonowana, bo prace w miejscu po tujach i kalinach na finiszu. Nie wspomniałam, że kazałam też wyciąć sprzed płotu dwa karłowate drzewka kaliny, by sąsiad, który ma działkę na końcu ślepej ulicy, miał lepszy wjazd? Trawnik zgrabiony z odpadów i przy okazji z wyschłego mchu, dziury zasypane, posadzone nowe rośliny i dosiana trawa, powstałą grządkę wysypałam grubą korą sosnową. Zostało jeszcze do obrobienia z półtora metra kwadratowego, ale to w następnym tygodniu i rękoma synów (mam nadzieję), bo trzeba przenieść ciężkie elementy, a i kory brakło. Dziecko warszawskie przyjechało ze studiów do domu, decyzja o podróży podjęta spontanicznie, mimo to cieszę się jak kwoka, która wszystkie pisklęta ma pod skrzydłami. 

światłowód

 Trzeciego dnia po usunięciu tuj z korzeniami zajechał do mnie mój tato na niezaplanowaną inspekcję. Chyba prace mu się spodobały, bo się uśmiechał i nie skrytykował. W jego wykonaniu brak krytyki to najwyższy stopień pochwały. Nie wszystko jednak idzie dobrze, bo okazało się, że kabel od internetu został przez montera miejscowo zainstalowany w ziemi bez osłonki i niestety uległ przerwaniu. Awarię natychmiast zgłosiłam, czekam na fachowca i zastanawiam się, czy i ile będę musiała za to zapłacić Zaczęłam sprzątać na miejscu cięć, codziennie po godzinie, gdyż jest to czas, po którym na twarzy robię się buraczkowa. Powoli myślę o nasadzeniach w tych miejscach, jednak nauczona doświadczeniem wiem, że nie chcę zbytniego zagęszczenia roślin, niech i one mają dosyć przestrzeni. No i najpierw niech monter naprawi światłowód. Wczoraj wieczorem była burza, przed burzą powietrze było bardzo gęste. Za to po burzy przypilnowałam moment, wyszłam na balkon i moim oczom ukazała się tęcza, najwięks...

porządki w ogrodzie, czyli spodobałam się na brudno

  Obudziłam się przed budzikiem, jak się okazało na szczęście w samą porę, bo telefon miałam rozładowany. Kawka, jakieś Internety do kawki i przed siódmą przyjechały majstry do ogrodu, choć jeszcze wczoraj bałam się dzwonić, czy będą – ze względu na niemiłosierne upały. Ale minikoparka do wykopywania korzeni była umówiona, więc ekipa się stawiła. Od prac zrobionych serce rośnie – ogród wizualnie się powiększył, a ja się bardzo, bardzo cieszę, że pomysł wycięcia za wielkich już rozmiarami tuj wpadł mi do głowy i nie było większych problemów z realizacją. Teraz czekam, aż temperatury zelżeją i zabieram się za wyrównywanie dziur po korzeniach ściętych krzewów, a potem – na co jeszcze bardziej się cieszę – biorę się za nowe nasadzenia, tym razem chcę, by to były rośliny tak posadzone, by zawsze coś kolorowo kwitło. Żartowałam do sąsiadów, że muszę teraz tak wszystko zaplanować, by mieli ładny widok z okna salonu. Minikoparka przyjechała na lawecie, z operatorem koparki pogadałam trochę...

piekło

  na zewnątrz przedsionek piekła, tak gorąco. Ponoć już o szóstej rano było trzydzieści stopni ciepła. Po dwudziestu minutach jogi w klimatyzowanym studiu myślałam, że umrę niebawem. Po powrocie z praktyki siedziałam ponad dwadzieścia minut w wannie w zimnej wodzie, tę metodę schładzania ciała powtórzyłam po dosłownie pięciu minutach wywieszania prania na tarasie. W tujach spostrzegłam jakiegoś motyla-samobójcę. Żar taki, że mdleją rośliny od lat rosnące w gruncie. Obdzwoniłam rodziców, by tacie nie przyszło dzisiaj do głowy spacerowanie z psami; oraz do teścia. Z teściem gadka-szmatka, zeszło na jakość życia w dojrzałym wieku, wyraziłam opinię, że jego syn nie mógł w lepszym czasie mnie opuścić i że siostra teściowej wiedziała dobrze, co robi rozwodząc się po pięciu latach małżeństwa i pozostając singielką resztę życia, co teść zbył milczeniem. Weekend spokojny, przepiwniczony (czyli z powodu ostrego upału przesiedziany w czterech ścianach). W ciągu trzech dni w sumie z osiem godz...

praca hybrydowa

  Gdzieś od półtora miesiąca pracuję w systemie pracy hybrydowej. Pierwszego takiego tygodnia dosłownie zachłysnęłam się spokojem i ciszą. Coś tam sobie w domowym biurze dłubię, a przy okazji zupełnie nie mam wrażenia, że się męczę. Jak to określił syn, „całkowity focus na zadaniach”, zero rozmów pozapracowych, nie słucham głośnego myślenia koleżanki nad tym, że coś tam jej nie wychodzi, nie słyszę dyskusji o życiu szefa z nią, nie słucham narzekania na kolejne afery z lokalnymi politykami. Bardzo mi to odpowiada i jest to kolejny krok do podniesienia mojej jakości życia. Ze spraw społeczeństwa obserwuję przetaczającą się przez media dyskusję o „pladze” samotności i małej liczbie urodzeń. Samotność określa się jako zabijającą, tymczasem ja chciałabym sprecyzowania samego terminu. Jestem singlem, a samotna się nie czuję. 15 lat temu esej „Sama, nie znaczy samotna” napisała psycholog Katarzyna Miller. Dookoła mnie tyle przyjaznych osób. Może zdecydowałabym się na trzecie dziecko, ale...

prace nad ogrodem i wychodzenie z własnej bańki

  Kilka tygodni temu poprosiłam sąsiada o zgodę na pomalowanie betonowego ogrodzenia (sąsiad je stawiał w granicy na swój koszt, więc co najmniej brzydko by było malować bez tej prośby). Zgoda została udzielona, minął okres deszczy, ogrodzenie ma nowy kolor. A przy okazji zgadałam się na temat wycięcia czterech tuj od frontu. Sąsiad zgodził się w tym zakresie udzielić pomocy (obsługa piły), ale zanim do pracy doszło, zagadałam sympatycznego pana Mareczka i jutro już będą prowadzone prace w tym kierunku, z wykopywaniem korzeni minikoparką włącznie. Ostatnio lubię wieczorem posiedzieć chociaż z godzinkę, dwie na tarasie, z widokiem na ogród i brzozy poza nim. Myśle wtedy czasem, że dość dużo czasu straciłam piwnicząc w domu na życiu na czekanie, a przecież ono dzieje się TERAZ. Żal to strata czasu. Dużo rozmawiam z dzieckiem, ono wciąż mi przypomina, że jeszcze wiele lat (mam nadzieję) przede mną, oby w dobrej kondycji i z pozytywnym nastawieniem. Czasem dyskutujemy o wychodzeniu z w...