sobota w łóżku edit.
Sobotę spędzam pod kołdrą z powodu kataru, który urodził się we mnie wczoraj. Łykam paracetamol i witaminę C. Na niedzielę kupiłam sobie bilet na "Hamneta", ale pójdę tylko wtedy, jeśli katar przejdzie.
***
W zeszłym tygodniu obchodziłam urodziny, życzenia telefonicznie złożył nawet eksmąż. Zadzwonił też eksteść życząc przede wszystkim zdrowia, "bo zdrowie najważniejsze, sama wiesz, bo miałaś problemy". Pomyślałam sobie, że przecież skutki zdrowotne wywołane zachowaniem jego syna odczuwam cały czas i leki będę brać do końca życia, ale nic nie powiedziałam, wiadomo przecież, że teść jako ojciec zawsze stanie po stronie dziecka. Potem przypomniałam sobie, że w czasie ani jednego pobytu w szpitalu teściowie nigdy nie mnie odwiedzili. Jednak - nie dam się przytłoczeniu myśleniem o przeszłości. Urodziny uczciłam pójściem na pedicure. Co do przeszłych problemów - oni niech lepiej myślą, że to już za mną bezpowrotnie, niż żeby wiedzieli, że to po prostu remisja.
***
W piątek minęło siedem tygodni od zerwania. L. w urodziny się nie odezwał, podświadomie na to czekałam (znak, że byłam ważna), ale w sumie po mojej odpowiedzi na jego ostatnią wiadomość nic dziwnego.