28/11
Obejrzałam dokument "Minimalizm: czas na mniej" i mną dosłownie wstrząsnęło.
Myślę, że przez ostatnie kilka lat usunęłam co najmniej kilka tysięcy rzeczy z domu, z kuchni, sypialni, pokojów dziecięcych, łazienki, ostatnio biura (w biurze uzyskałam dwie i pół szafy wolnej przestrzeni), a nadal mam w nim mnóstwo pierdoletów, których nigdy nie używam, jak na przykład cały skład piwnicy i garażu, nietykanych nigdy, miliony śrubek, (jeszcze po eks - więc pytam: jak ma przyjść nowe, skoro mam w piwnicy rzeczy eks?) sznurków, pudełek, do których nie zaglądałam od lat. Skoro nie zaglądam, po co to trzymam?
Zatem misja: odgracanie piwnicy. Na pierwszy ogień poszła stara, plastikowa choinka (po kilkunastu latach jej posiadania nabyłam mniejszą), zajęła osiem wielkich worów na plastik. Samo jej pakowanie do worów zajęło synowi 32 minuty. Miejsca w piwnicy zwolniło się dramatycznie dużo. Z ulgą wywiozłam na PSZOK. Czego mogę, to się tego pozbędę, choć jak patrzę na te rzeczy, to chyba mam początki syllogomanii, bo ciężko mi się z nimi rozstać.