wróciłam

 na jogę.

Dopiero teraz widzę, jak nałóg L. zaczynał rozpieprzać moje życie.

Całe szczęście, nie zdążyliśmy zamieszkać razem, bo pewnie wyszłabym z tego jako osoba współuzależniona.

Albo bym nie umiała wyjść.

Zaczęłam lepiej zasypiać i rzadziej wybudzam się w nocy.

Zaczęłam z powrotem jeść w sposób bardziej jakościowy.

Przestałam mieć zmienne nastroje.

Lepiej koncentruję się w pracy.

W umyśle spokój.

Na jodze, zamiast co trochę zerkać na telefon, czy on dzwoni, tak się zatraciłam, że wydawało mi się, że trzy razy zrobiłam psa z głową w dole i już był koniec.

Nowa jakość życia.

A niby nic się w nim nie zmieniło.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

matki boskiej pieniężnej

trochę o progeniturze plus weekend edit.

ło kryste panie