Posty

Wyświetlanie postów z maj, 2026

powrót do formy

Po piątkowym małym kryzysie odespałam zmęczenie. Na obecną chwilę czuję się znacznie lepiej i znowu jestem stabilna, co sprawia, że jestem w połowie prac deadline'owych w tym miesiącu; co będę mogła, zamknę w tym tygodniu. W pracy u klienta przyszła oferta nowego audytora, jest bardzo korzystna cenowo, więc sugeruję klientowi zmianę, poza tym ofertodawcą jest mężczyzna (czytaj: szansa na spełnienie wróżby). Pewnie okłamuję sama siebie, ale miło mi z tym, nie będę odbierać sobie prawa do małej fantazji. Spotkanie z rodziną słodko-gorzkie: z mojego pokolenia oprócz mnie z dziećmi przyszedł jeden brat cioteczny z rodziną, siostra cioteczna z córką i mój brat rodzony z rodziną. Reszta kuzynów olała temat, jeden nawet skomentował "Nikogo nie będzie, to ja też nie idę". A przecież jedni dziadkowie mieli siedmioro dzieci, drudzy sześcioro, każde z nich ma parę i co najmniej dwoje potomków, którzy teraz też już są w parach i mają swoje dzieci. Jak to możliwe, że było nas tylu, a ...

Fagata na Juwenaliach

Młodsze dziecko przyszło do mnie kilka dni temu z informacją, że na Juwenaliach w pobliskim, byłym wojewódzkim mieście wystąpi Fagata, "sexy cipka spod Konina, dupa taka duża, że jej szkoda nie wypinać", znana też z występów na Only Fans. Supportem dla Fagaty ma być Budka Suflera. Szok, jaki poziom na imprezie dla studentów. Sprawa zrobiła się taka głośna, że nawet plotkarski Pudelek ją opisał. Ja znowu miałam sny o lataniu - są to w gruncie rzeczy sny o utracie kontroli, bo w takim śnie nie ja decyduję, dokąd rzuci mnie nieznana siła. Niestety, z powodu choroby siedzę na bombie, choroba potrafi zaatakować mimo brania leków i do końca nie wiadomo, co ją wywołuje, natomiast jak już wróci, to rozkłada całą rodzinę w dwa dni. Rodzice starzy, więc nie bardzo mają siły na ogarnianie mnie w nawrocie, dzieci - młode i niedoświadczone. Przed sobotnią imprezą poszłam do fryzjera się ładnie uczesać, włosy jak na moje warunki genetyczne fajnie mi urosły, przestałam eksperymentować z grz...

zmęczenie materiału edit.2

Obraz
 W nocy śniły mi się jakieś bzdury. Jutro mam imprezę rodzinną na sali, a śniło mi się, że przez dziecko zapomniałam o fryzjerze i zostawiłam na widoku otwartą stronę niniejszego bloga, przez co wszyscy bliscy się z nim zapoznali. W akcie poszukiwania winnego biłam i dusiłam starszego syna, obudziłam się po tym śnie tak zmęczona, że dosłownie nie umiałam powiedzieć, czy to tylko były majaki, czy rzeczywista prawda. Byłam tak zmęczona, że coś tam porobiłam w biurze przez dwie godziny, po czym zmyłam się do domu. Młodszy syn, gdy mu to opowiedziałam, zaśmiał się tylko, że to pewnie dlatego, że kazałam się starszemu wyraźnie określić, czy dojedzie ze stolicy na wydarzenie  i powiedział, że śnimy o tym, o czym intensywnie myślimy, i że jemu kiedyś śniło się Margonem (taka gra online), czego wstydził się sam przed sobą. Po powrocie z biura cztery godziny drzemałam na kanapie w salonie. Miałam dzisiaj taki przestój, że pomyślałam sobie koło siedemnastej, że dzisiaj miałabym czas dla...

moment zatrzymania się edit.

Obraz
W czwartek wieczorem miałam moment zatrzymania się w czasie. Były niedawno urodziny L., więc myślałam o nim, bo jednak wiele dobrych chwil mieliśmy razem, a przynajmniej ja to tak pamiętam. Włączył mi się sentyment. Postanowiłam napisać krótkiego maila, żeby zapytać, co słychać, jak z ręką i czy wrócił do pracy.  Usłyszałam kiedyś, że w kwestiach randkowania brzmię jak tabelki w Excelu i chyba coś w tym jest, bo pomyślałam sobie wczoraj, że jestem tak zajęta pracą, dziećmi i własnym życiem, że na związek mam czas dopiero między godziną 21-ą a 22-gą. Miałam swój czas w życiu, gdy pod wpływem wykładów księdza Pawlukiewicza (rodzaj mojej terapii) płakałam, że tata nie stawiał mnie na stołku i nie podziwiał "Jaka piękna moja księżniczka!", że nie dał mi wystarczająco dużo uwagi i nie zbudował mojej wartości, lecz zwykł powtarzać "Ty byłaś pierwsza, ale syn to dziedzic"; dziś wiem, że tata o mnie dba na swój sposób, bo przykładowo dał mi pszenicę dla odwiedzającej nasz d...

ja jako element procesu

Jak pewnie się zdążyłam kilka miesięcy temu pochwalić, poprosiłam o postawienie sobie tarota na ten rok. I właśnie czuję, że albo wróżka jak psycholog wstrzeliła się w mój osobisty "cykl życia produktu" (czyli etap życia), albo karty faktycznie coś "widzą". Zawodowo jestem w najlepszym możliwym miejscu, jak na firmę w której pracuję. Dużo współpracuję z ogarniętymi klientami, wspomagam się nowoczesną techniką, ostatnie zmiany w prawie sprawiają, że wydaje się, że praca będzie teraz przebiegać w mniejszym chaosie i może skończy się wreszcie uciążliwe i niekończące się klepanie danych "z palca", moje uwagi są akceptowane w podjemowaniu biznesowych decyzji, bez rozpraszaczy emocjonalnych w postaci nieprzewidywalnego partnera-alkoholika jestem super stabilna, więc czuję po prostu, że jestem elementem procesu, a nie tylko przetwarzam dane z przeszłości. Mam poczucie kierunku. Czuję efekt "wow!". Najlepszy czas w moim życiu. *** Wczoraj całe popołudnie...

styl pisania i lista książek edit.

 przeanalizowałam ze sztuczną inteligencją mój styl pisania i czytania (masz bardzo spójny „profil czytelniczy”:👉 konkret + refleksja + brak narracyjnego nadęcia), a potem poprosiłam go o listę książek, które by mi polecił. Zostawiam ją sobie tutaj: Bliscy – Annie Ernaux Hańba – J. M. Coetzee Zapiski o niej – Tove Ditlevsen Normalni ludzie – Sally Rooney Miłość w czasach zarazy – Gabriel García Márquez Prosta namiętność – Annie Ernaux Krótkie, bardzo precyzyjne emocjonalnie, bez sentymentalizmu. Stracone złudzenia – Honoré de Balzac Dłuższe, ale niezwykle przenikliwe o ludziach, ambicji i iluzjach. Zła krew – John Carreyrou Reportaż, ale psychologicznie świetny — o manipulacji, narracji i wierzeniu w opowieści. Rok magicznego myślenia – Joan Didion Bardzo oszczędne, inteligentne pisanie o stracie i mechanizmach psychiki. Cudzoziemka – Maria Kuncewiczowa Psychologicznie celna, bez prostego podziału na „dobrych” i „złych”. Pani Bovary – Gustave Flau...

bardzo się w poniedziałek

 zdenerwowałam bankiem PKO BP.  Otóż szukając korzystnej oferty dla moich oszczędności otworzyłam tuż przed majowym długim weekendem rachunek w ING. Zleciłam (wysoki) przelew z PKO BP na własne konto w ING, dostałam powiadomienie, że transakcja będzie sprawdzona przez bank i mam się spodziewać telefonu konsultanta, który może zadzwonić także w dzień świąteczny. Cały weekend majowy trzymałam telefon przu d*pie i nawet na urodzinach przyjaciółki trzymałam telefon na stole jako jedyna z towarzystwa.  Nikt nie zadzwonił. W poniedziałek, pierwszy dzień roboczy, zadzwoniłam na infolinię banku, ale dowiedziałam się tylko, że musi wyjść od nich telefon, żeby przelew wykonać. Miłym głosem panienka z infolinii obiecała, że w ciągu dziesięciu minut ktoś do mnie zadzwoni. I nic. Po dwóch godzinach zalogowałam się na stronę banku, żeby odkryć, że mój przelew został przez bank anulowany. Napisałam reklamację, która pewnie nic nie da. Więc wymyśliłam sobie, że jak zwykle przeleję pienią...

pierwszy dzień majówki

Obraz
 to było gwałtowne hamowanie po rozpędzonych tygodniach. Byłam w piątek po samopołudniowych nasadzeniach tak zmęczona, że odmówiłam dziecku przygotowanie głównego posiłku dnia i poleciłam odgrzanie sobie gotowej mrożonki. Na szczęście dziecko nie odmówiło współpracy w zakresie samowyżywienia. W sobotę czułam się lepiej. Popołudnie i wieczór spędziłam u przyjaciółki na jej urodzinach, byłam jedyną osobą spoza grona rodziny. Znamy się jednak tak długo ze wszystkimi, że żaden poruszony temat nie był niezręczny. Dziecko zaś spędziło pół soboty z kolegą, głównie na przeżywaniu meczu lokalnej drużyny o Puchar Polski. W nocy obudziłam się po drugiej, znowu pozornie wyspana, porobiłam kilkanaście ujęć księżyca, z których udały mi się raptem dwa. Noc, jak na maj, była wyjątkowo ciepła. Zdjęcie zrobiłam teleobiektywem, który dostałam od eksmęża w czasach, gdy jeszcze kochał. Nie jest najlepszej jakości, ale było robione "z ręki", bez statywu i specjalnych ustawień. Syn ocenił zdjęcie j...

w majówkę edit.

 weszłam na pełnej adrenalinie wywołaną wysokim natężeniem pracy zawodowej w ostatnim czasie. W czwartek zasnęłam zaraz po dziewiątej wieczorem, by obudzić się kompletnie wyspana koło trzeciej rano, kiedy to moje dziecko dopiero kładło się spać. Zeszłam do salonu, siadłam przy kawie i włączonym tv. Czekałam, aż na dworze zrobi się ciepło, by wyjść do ogrodu sadzić barwinki.  W głowie tłum myśli o pracy, weszłam nawet na pracowego maila, by  napisać i zaprogramować wysłanie wiadomości od razu rano w poniedziałek (uznałam, że to będzie przesada wysyłać maila do dostawcy klienta w dzień wolny od pracy). Do ogrodu wyszłam dopiero przed jedenastą. Pracowałam z przerwami ponad trzy godziny, posadziłam czterdzieści sadzonek, było trudno, bo sadziłam je w miejscu ze żwirkiem na agrowłókninie, musiałam więc odgarniać żwir z miejsca nasadzenia i ciąć materiał. Dłonie z wysiłku aż mi się po pracy trzęsły, widocznie mam w nich słabe mięśnie. Mam nadzieję, że w tym trudnym miejscu roś...