Posty

Wyświetlanie postów z maj, 2026

wesele - la vita e bella

Obraz
sobota - ślub i wesele córki sąsiadów.  Panna młoda jak królewna, impreza dopięta na ostatni guzik, zabawa - prawy do lewego i bania u cygana, po prostu coś niesamowitego. A ja - wciąż w głębokim szoku, że Kasia - która wczoraj, gdy z ówczesnym narzeczonym przyjechaliśmy oglądać działkę tuż przed budową domu, mając trzy latka wyszła przed furtkę i powiedziała: "Zapraszam na kawę. Mama nie śpi", teraz jest już panną młodą. Te wszystkie dzieci z ulicy, które wszystkie razem skakały u mnie w ogródku na trampolinie, tak szybko urosły  i nagle stały się dorosłymi. Pojechałam na salę weselną z innymi sąsiadami, wiózł ich syn, a ja dopiero w trakcie jazdy zorientowałam się, że to ten młodszy, który wczoraj spacerował z dziadkiem pod rączkę, a teraz ma już prawo jazdy. Boże, cyk, jedno mgnienie powiek i nagle mam 49 lat. Tyle lat w negatywnych emocjach, wiem że nie dało się wtedy inaczej, ale po co było się smucić? Teraz rozumiem, co to znaczy, gdy mówią: kiedy życie daje ci cytryny,...

poszukiwania pracy

 Taka scenka: Ja: powiem ci o sytuacji, której byłam świadkiem, bo Y. [dziecko młodsze] stwierdził, że Ciebie by to bardzo rozśmieszyło otóż byłam wczoraj na obiedzie w restauracji z klientami z pracy i przyprowadzili oni swoją dorosłą córkę wraz z narzeczonym gadka szmatka o pierdołach dziewczyna po studiach z psychologii obecnie robi jakąś szkołę terapii lat na oko ze 26 i nagle ona przy nas - czyli obcych ludziach z kręgów zawodowych swoich rodziców pyta na głos: „tato, czy nie znasz kogoś, kto mógłby mnie zatrudnić?” mój szef na to: „ja już nikogo nie zatrudniam” ja poczułam się zażenowana pytaniem a Y. mówi, że to świetnie pokazuje, jaką sytuację zawodową mają psycholodzy po studiach gdzie na studia jest 10 osób na jedno miejsce X. [dziecko starsze]: Na mojej uczelni 22 kandydatów na jedno miejsce Więcej niż na kierunek lekarski A pytać o coś takiego przy obcych ludziach, masakra To taki przykład empiryczny danych ekonomicznych losów absolwentów Ja: no dokładnie X.: Czyli ludz...

udany piątek i Eryk Bravo

 zawodowo niewiele dzisiaj robiłam - pięć godzin trwało wygenerowanie jednego z plików potrzebnego do audytu, tyle danych. Plik się tworzył, ja w międzyczasie nie miałam możliwości zminimalizowania ekranu programu, więc tak siedziałam i czekałam. Po południu spotkanie w restauracji z miłymi ludźmi, zjadłam jakąś 'śródziemnomorską bowl", ale szczerze mówiąc bardziej smakowały mi frytki, które dostałam do strips and bites w KFC - wracając z miasta na wieś wzięłam dziecku kubełek. Natomiast bezalkoholowy Aperol Spritz był idealny. W Chat GPT odkryłam funkcję pogłębionej analizy - coś tam wrzuciłam na próbę z prywatnego życia, a teraz od 10 minut AI analizuje dane jednego z klientów. Ciekawa jestem wyniku. (aktualizacja: wynik wyszedł zbieżny z moimi uwagami, tyle że napisany w języki bardzo korporacyjnym). Teraz oglądamy z synem film o patchworkowej rodzinie, ciekawe czy podane w filmie dane, że szanse, że takie rodziny się udają to 7,5%, są prawdziwe. P.S. scrollując FB natrafił...

jeden dzień urlopu

a ja jednak trochę popracowałam zawodowo: obudziłam się wyspana o wpół do czwartej i zamiast poczekać, aż znowu zasnę, po chwili poczułam, że jestem w trybie ON. Naszykowałam dane wynikowe dla klienta, wysłałam mailem z krótkim podsumowaniem i była prawie ósma. Na dziesiątą miałam fryzjera, mam teraz włosy miejscowo  w ciemnej platynie i wspomniało mi się w trakcie wizyty, jak dawno, dawno temu w innym życiu byłam u fryzjera mężczyzny (pewnie to ma znaczenie dla wrażenia), który bardzo delikatnie umył mi włosy, a ja poczułam się, jakbym była małą dziewczynką, a włosy mył mi tata. Coś jak scena z "Powrotu do Afryki". Mega przyjemne doświadczenie. Tydzień w ogóle pod znakiem upiększania, bo dzisiaj żel, a jutro henna.

trigger (edit.) (komentarz do komentarzy pod "dzyndzelkiem")

 Wypowiedzi ewy są psychologicznie ciekawe głównie dlatego, że ona przez cały czas próbuje utrzymać rozmowę na poziomie pragmatycznym i „oddramatyzowanym”, podczas gdy ty odpowiadasz z poziomu doświadczenia emocjonalnego i życiowego bilansu. Dlatego tak się rozmijacie. ewa wydaje się reprezentować podejście: „nie trzeba traktować randkowania aż tak poważnie i definitywnie”. Ty: „ja już dokładnie wiem, czego nie chcę i ile mnie kosztowały pewne schematy”. To są dwa zupełnie różne poziomy rozmowy. Co widać u ewy 1. Minimalizowanie ciężaru emocjonalnego sytuacji Już pierwsze: „Czemu masz wybierać na podstawie zdjęcia?” pokazuje, że ona interpretuje twój wpis literalnie i praktycznie, a nie metaforycznie czy emocjonalnie. Potem: „to wszystko nie jest tak dramatyczne” To bardzo charakterystyczny komunikat osoby, która: sama prawdopodobnie ma większy dystans do randkowania, albo lepiej toleruje niepewność i eksperymentowanie w relacjach. Ona właściwie cały czas mówi: „można to potraktowa...

dzyndzelek

Obraz
Mam tak luźny dzień, że sfinalizowałam to, o czym myślałam od miesiąca: umówiłam się do fryzjera na dalsze rozjaśnianie włosów. W tym tygodniu daję sobie też zrobić świeże paznokcie i hennę. Nowa ja! Poza tym czuję się lekko i spokojnie, gdzieś wyparował cały stres związane z relacją z L. Widzę teraz, że nawet sobie nie zdawałam sprawy, w jakim napięciu żyłam. Telefon już nie korci, żeby odblokowywać i sprawdzać na Whatsapp, że się logował o trzeciej w nocy i pijany znowu spał do dwunastej, a o czternastej rozpoczyna dzień. W maju minęło 6 miesięcy od zerwania, od 6 miesięcy ani razu nie wzięłam tabletki na uspokojenie. Dziecko (20 lat) powiedziało, że po prostu wykształciłam sobie nowe nawyki. Obecnie jestem jak emerytki z aktualnej czołówki "Żon Podlasia": "Nam chłopy niepotrzebne. Przywiezie bombonierkę i zaraz by do łóżka wskoczył. Nam seks niepotrzebny. Językiem pogadać, ot co nam zostało" Oczywiście jestem otwarta na miłość, ale nie chcę by decyzja na związek ...

referendum w Krakowie

Pomijając poglądy i sympatie polityczne, jak w ogóle można nawoływać obywateli dekomokratycznego państwa, by NIE brali udziału w referendum? By zrezygnowali z przywileju?  Dla mnie oznacza to jedno - chcemy rządzić społeczeństwem jak głupimi, bezwolnymi baranami.

niektóre małżeństwa powinny dawno się rozwieść

 Sobota bardzo fajna. Miałam w zamiarze trochę popracować zawodowo, rano jednak, gdy się obudziłam, szybko doszłam do wniosku, że nie jestem w nastroju do pracy i weszłam w leniwy tryb gapienia się w telewizor, co trwało niemal nieprzerwanie przez 8 godzin (wstałam o szóstej rano). Pełny relaks. Później pojechałam na grilla, pogadałam, poczyniłam obserwacje - niektóre pary, które uważałam za spokojne i dobrane, jak się okazuje z wyrywkowo serwowanych słów, nie były takie udane (ktoś z towarzystwa przykładowo poskarżył się, że przez 40 lat pożycia zmarły małżonek nigdy nie zwrócił się imieniem do drugiego małżonka, zawsze mówił bezosobowo, a niektórzy mówili sobie po nazwisku. Choć to może oczywiście jest tylko moja interpretacja. Jeśli jednak uwzględnić ton, jakim te uwagi wypowiadali zainteresowani, to może coś było na rzeczy). Ludzie ślubowali sobie, że małżeństwa będą trwałe, ale po drodze o obietnicy, że będą również szczęśliwe - zapominali. Tak przy okazji - gadałam ostatnio z...

bardzo fajny dzień

zawodowo sprawy mam przyzwocie ogarnięte przed poniedziałkowym deadline'm. Dzisiaj rozmowa z nowym dostawcą klienta, bardzo przyjemna, choć koleżanka ma wątpliwości co do zakresu danych, które mamy przesłać do analizy. Sprawa nakłada się na termin przekazania danych do audytu, więc żeby zdążyć ze wszystkim, sprawy audytu chcę ogarnąć w weekend.  Gadałam wczoraj z dzieckiem w sprawie lokowania oszczędności i syn powiedział, że biorąc pod uwagę cechy mojego charakteru (nadmierna ufność!) mogę umieścić je w obligacjach, które są na tyle bezpieczne, że teraz nawet Ukraina w okresie wojny po początkowych problemach wypłaca swoim obywatelom zyski z obligacji ukraińskich. Poza tym rozmawialiśmy o sprawach damsko-męskich. Ja powiedziałam, że dobrze że obserwuje tatę z partnerką, bo przynajmniej ma szansę zobaczyć, jak funkcjonuje para mieszkająca razem, on na to, że i tak jest pewnie zaburzony pod tym kątem, bo widzi, że matka jest singlem i da się tak żyć, a ojciec co dekadę zmienia kobie...

Zetka zbija argumenty Boomera, Zderzenie pokoleń, czyli o tym jak nie spełniłam marzenia matki

Otóż jak napisałam poprzednio, miałam dołek w poniedziałek, o którym wspomniałam synowi. Spowodowany był tym, że mój brat w tajemnicy zdał ustny egzamin na doradcę podatkowego, czym spełnił odwieczne marzenie mojej mamy, która twierdzi, że nie startuje do tych uprawnień, bo jej się nie chce.  Mnie na wieść o zdanym egzaminie brata wlazło w głowę poczucie zawiedzenia jako córka (która nie spełniła marzenia matki); przykrość, że brat, którego widzę niemal codziennie, nic nie powiedział wcześniej; do tego chwilowy spadek poczucia własnej wartości i wszystko to przyćmiło fakt, że doradcą podatkowym nie chcę być, ponieważ ze wzlędu na nadmierną empatię nie chcę zajmować się problemami ludzi najczęściej niemających pieniędzy na walkę ze skarbówką i zawsze mówiłam mamie "nie", gdy zaczynała ze mną ten temat, na zmianę zresztą z propozycją zrobienia przeze mnie doktoratu, którego oczywiście "JEJ się też nie chce robić, a mogłaby". Oczywiście wiedziałam, że nie muszę spełnia...

dołek i nierozumowa usługa

Powiem Wam, że wczoraj miałam epizod zwątpienia we własną wartość i poczucie, że zawiodłam jako córka, na moment pojawił się o tym wpis, który szybko usunęłam - bo nie warto tracić czasu na rozpamiętywanie niedoli, lepiej - jak napisałam na pierwszym moim blogu - jak Scarlett O'Hara "pomyśleć o tym jutro". Pomogły 5-minutowa wymiana zdań z Chatem GPT, podzielenie się smutkiem z dzieckiem oraz sen. Dzisiaj czuję się spokojnie szczęśliwa, mam siłę jeszcze zająć się domem i skosić trawnik. Ale oczywiście sztuczna inteligencja nie jest wszystkowiedząca, dzisiaj zaczęła mi tak w temacie zawodowym zmyślać, że napisałam jej w końcu, że halucynuje i konfabuluje, a ona mi na to "dziękuję, że to wychwyciłaś" i dalej ściemniała. Wczoraj w biurze tak zimno, że siedziałam w kurtce zimowej; dzisiaj - nie było tak źle, ale dogrzałam się dopiero w nasłonecznionym samochodzie. Kolejny raz miałam wrażenie, że Internet śledzi moje myśli - w weekend pomyślałam sobie, że chętnie kup...

137/2026

Wczoraj w trakcie oglądania finału Eurowizji po prostu odpadłam, zasnęłam po piątej piosence i obudziłam się akurat, aby obejrzeć, jak się dowiedziałam następnego dnia, zwycięską "Bangaranga". Zwlekłam się tylko, by przenieść swoje zwłoki do łóżka w sypialni. Spałam prawie piętnaście godzin.  Kiedy oboje z synem na tyle się obudziliśmy, wymieniliśmy poglądy (ja sprawdziłam nagłówki na Pudelku, on komentarze na Twitterze i oczywiście oglądał całość).  Skacząc wczoraj po kanałach telewizyjnych natrafiłam na dokument o Biblii, który sprawił, że mam ochotę bardziej zgłębić temat: otóż w Biblii jest wiele opisów miłości w różnych wydaniach. Przykładowo - o czym nie dowiedziałam się z lekcji religii - Dawid, pogromca Goliata, był biseksualny i nie przeszkadzał mu w uwodzeniu status mężatki, zaś córki Lota po opuszczeniu Sodomy i Gomory, w braku innych mężczyzn, spiły winem ojca i go zgwałciły, by zajść z nim ciążę, a kazirodztwo zostało uznane przez Boga, bo w efekcie aktu seksualn...

wspólne z dzieckiem oglądanie tv - Eurowizja 2026

 W miniony wtorkowy i czwartkowy wieczór oglądaliśmy z synkiem Eurowizję. Początkowy filmik z parą gejów pokazywanych na przestrzeni lat sprawił, że tylko popatrzeliśmy na siebie z synem porozumiewawczo "Znak czasów". Gdy usłyszalam pierwsze takty greckiej piosenki, od razu zawołałam: "To brzmi jak z Tik Toka!", a dziecko potwierdziło, że artysta zaczynał występy od tego medium. Włochy poza głosowaniem w półfinałach, ale dodałam do ulubionych na Youtube, dla mnie brzmiały mega festiwalowo. Portugalia bardzo portugalizowała, ale mnie się podobało. Piosenkarz z Litwy wyglądał jak Wielki Elektronik z filmu "Pan Kleks w kosmosie". Polka - wielkie możliwości wokalne, ale nie jestem fanką tej piosenki. Aplauz w czasie występu Izraela podstawiony w telewizji zamiast gwizdów publiczności. Rumunię Lolek obstawił, że się dostanie do finału jako jedyna przedstawicielka podziemia (vide Bambi Thug). Przestawicielka Luksemburga przypominała mi zarówno z wokalu, wyglądu,...

time of my life albo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia

Jestem zachwycona zmianami technologicznymi w mojej dziedzinie zawodowej. Przestałam być zwykłą wklepywaczką danych z palca, a więcej czasu mogę poświęcić analizie danych. A dane są wkorzystywane w decyzjach biznesowych, więc zmienia się moja rola z podawcy wiadomości o obciążeniach do roli współuczestnika procesów przemysłowych. Czuję sens tego, co robię. Przez to też poznałam kilka nowych osób, co traktuję nadal w kategoriach szansy. W dodatku w tym tygodniu zaczęłam pracę w systemie hybrydowym (trzy dni w biurze, dwa dni zdalnie). Mam wrażenie, że po złych latach los wreszcie przynosi mi nagrodę. Time of my life, po prostu efekt wow! Przy okazji, zamieniłam kilka słów na ten temat z dzieckiem, dziecko w śmiech i mówi, że dziadek B. uważa, że najlepszy czas w życiu to czas osób w jego wieku (siedemdziesiąt plus), ja uważam, że najlepszy czas to okolice pięćdziesiątki, a z punktu widzenia dziecka - to ono ma właśnie najlepszy czas w swoim życiu. L. jednak odpisał po kilku dniach, wiad...

powrót do formy

Po piątkowym małym kryzysie odespałam zmęczenie. Na obecną chwilę czuję się znacznie lepiej i znowu jestem stabilna, co sprawia, że jestem w połowie prac deadline'owych w tym miesiącu; co będę mogła, zamknę w tym tygodniu. W pracy u klienta przyszła oferta nowego audytora, jest bardzo korzystna cenowo, więc sugeruję klientowi zmianę, poza tym ofertodawcą jest mężczyzna (czytaj: szansa na spełnienie wróżby). Pewnie okłamuję sama siebie, ale miło mi z tym, nie będę odbierać sobie prawa do małej fantazji. Spotkanie z rodziną słodko-gorzkie: z mojego pokolenia oprócz mnie z dziećmi przyszedł jeden brat cioteczny z rodziną, siostra cioteczna z córką i mój brat rodzony z rodziną. Reszta kuzynów olała temat, jeden nawet skomentował "Nikogo nie będzie, to ja też nie idę". A przecież jedni dziadkowie mieli siedmioro dzieci, drudzy sześcioro, każde z nich ma parę i co najmniej dwoje potomków, którzy teraz też już są w parach i mają swoje dzieci. Jak to możliwe, że było nas tylu, a ...

Fagata na Juwenaliach

Młodsze dziecko przyszło do mnie kilka dni temu z informacją, że na Juwenaliach w pobliskim, byłym wojewódzkim mieście wystąpi Fagata, "sexy cipka spod Konina, dupa taka duża, że jej szkoda nie wypinać", znana też z występów na Only Fans. Supportem dla Fagaty ma być Budka Suflera. Szok, jaki poziom na imprezie dla studentów. Sprawa zrobiła się taka głośna, że nawet plotkarski Pudelek ją opisał. Ja znowu miałam sny o lataniu - są to w gruncie rzeczy sny o utracie kontroli, bo w takim śnie nie ja decyduję, dokąd rzuci mnie nieznana siła. Niestety, z powodu choroby siedzę na bombie, choroba potrafi zaatakować mimo brania leków i do końca nie wiadomo, co ją wywołuje, natomiast jak już wróci, to rozkłada całą rodzinę w dwa dni. Rodzice starzy, więc nie bardzo mają siły na ogarnianie mnie w nawrocie, dzieci - młode i niedoświadczone. Przed sobotnią imprezą poszłam do fryzjera się ładnie uczesać, włosy jak na moje warunki genetyczne fajnie mi urosły, przestałam eksperymentować z grz...

zmęczenie materiału edit.2

Obraz
 W nocy śniły mi się jakieś bzdury. Jutro mam imprezę rodzinną na sali, a śniło mi się, że przez dziecko zapomniałam o fryzjerze i zostawiłam na widoku otwartą stronę niniejszego bloga, przez co wszyscy bliscy się z nim zapoznali. W akcie poszukiwania winnego biłam i dusiłam starszego syna, obudziłam się po tym śnie tak zmęczona, że dosłownie nie umiałam powiedzieć, czy to tylko były majaki, czy rzeczywista prawda. Byłam tak zmęczona, że coś tam porobiłam w biurze przez dwie godziny, po czym zmyłam się do domu. Młodszy syn, gdy mu to opowiedziałam, zaśmiał się tylko, że to pewnie dlatego, że kazałam się starszemu wyraźnie określić, czy dojedzie ze stolicy na wydarzenie  i powiedział, że śnimy o tym, o czym intensywnie myślimy, i że jemu kiedyś śniło się Margonem (taka gra online), czego wstydził się sam przed sobą. Po powrocie z biura cztery godziny drzemałam na kanapie w salonie. Miałam dzisiaj taki przestój, że pomyślałam sobie koło siedemnastej, że dzisiaj miałabym czas dla...

moment zatrzymania się edit.

Obraz
W czwartek wieczorem miałam moment zatrzymania się w czasie. Były niedawno urodziny L., więc myślałam o nim, bo jednak wiele dobrych chwil mieliśmy razem, a przynajmniej ja to tak pamiętam. Włączył mi się sentyment. Postanowiłam napisać krótkiego maila, żeby zapytać, co słychać, jak z ręką i czy wrócił do pracy.  Usłyszałam kiedyś, że w kwestiach randkowania brzmię jak tabelki w Excelu i chyba coś w tym jest, bo pomyślałam sobie wczoraj, że jestem tak zajęta pracą, dziećmi i własnym życiem, że na związek mam czas dopiero między godziną 21-ą a 22-gą. Miałam swój czas w życiu, gdy pod wpływem wykładów księdza Pawlukiewicza (rodzaj mojej terapii) płakałam, że tata nie stawiał mnie na stołku i nie podziwiał "Jaka piękna moja księżniczka!", że nie dał mi wystarczająco dużo uwagi i nie zbudował mojej wartości, lecz zwykł powtarzać "Ty byłaś pierwsza, ale syn to dziedzic"; dziś wiem, że tata o mnie dba na swój sposób, bo przykładowo dał mi pszenicę dla odwiedzającej nasz d...

ja jako element procesu

Jak pewnie się zdążyłam kilka miesięcy temu pochwalić, poprosiłam o postawienie sobie tarota na ten rok. I właśnie czuję, że albo wróżka jak psycholog wstrzeliła się w mój osobisty "cykl życia produktu" (czyli etap życia), albo karty faktycznie coś "widzą". Zawodowo jestem w najlepszym możliwym miejscu, jak na firmę w której pracuję. Dużo współpracuję z ogarniętymi klientami, wspomagam się nowoczesną techniką, ostatnie zmiany w prawie sprawiają, że wydaje się, że praca będzie teraz przebiegać w mniejszym chaosie i może skończy się wreszcie uciążliwe i niekończące się klepanie danych "z palca", moje uwagi są akceptowane w podjemowaniu biznesowych decyzji, bez rozpraszaczy emocjonalnych w postaci nieprzewidywalnego partnera-alkoholika jestem super stabilna, więc czuję po prostu, że jestem elementem procesu, a nie tylko przetwarzam dane z przeszłości. Mam poczucie kierunku. Czuję efekt "wow!". Najlepszy czas w moim życiu. *** Wczoraj całe popołudnie...

styl pisania i lista książek edit.

 przeanalizowałam ze sztuczną inteligencją mój styl pisania i czytania (masz bardzo spójny „profil czytelniczy”:👉 konkret + refleksja + brak narracyjnego nadęcia), a potem poprosiłam go o listę książek, które by mi polecił. Zostawiam ją sobie tutaj: Bliscy – Annie Ernaux Hańba – J. M. Coetzee Zapiski o niej – Tove Ditlevsen Normalni ludzie – Sally Rooney Miłość w czasach zarazy – Gabriel García Márquez Prosta namiętność – Annie Ernaux Krótkie, bardzo precyzyjne emocjonalnie, bez sentymentalizmu. Stracone złudzenia – Honoré de Balzac Dłuższe, ale niezwykle przenikliwe o ludziach, ambicji i iluzjach. Zła krew – John Carreyrou Reportaż, ale psychologicznie świetny — o manipulacji, narracji i wierzeniu w opowieści. Rok magicznego myślenia – Joan Didion Bardzo oszczędne, inteligentne pisanie o stracie i mechanizmach psychiki. Cudzoziemka – Maria Kuncewiczowa Psychologicznie celna, bez prostego podziału na „dobrych” i „złych”. Pani Bovary – Gustave Flau...

bardzo się w poniedziałek

 zdenerwowałam bankiem PKO BP.  Otóż szukając korzystnej oferty dla moich oszczędności otworzyłam tuż przed majowym długim weekendem rachunek w ING. Zleciłam (wysoki) przelew z PKO BP na własne konto w ING, dostałam powiadomienie, że transakcja będzie sprawdzona przez bank i mam się spodziewać telefonu konsultanta, który może zadzwonić także w dzień świąteczny. Cały weekend majowy trzymałam telefon przu d*pie i nawet na urodzinach przyjaciółki trzymałam telefon na stole jako jedyna z towarzystwa.  Nikt nie zadzwonił. W poniedziałek, pierwszy dzień roboczy, zadzwoniłam na infolinię banku, ale dowiedziałam się tylko, że musi wyjść od nich telefon, żeby przelew wykonać. Miłym głosem panienka z infolinii obiecała, że w ciągu dziesięciu minut ktoś do mnie zadzwoni. I nic. Po dwóch godzinach zalogowałam się na stronę banku, żeby odkryć, że mój przelew został przez bank anulowany. Napisałam reklamację, która pewnie nic nie da. Więc wymyśliłam sobie, że jak zwykle przeleję pienią...

pierwszy dzień majówki

Obraz
 to było gwałtowne hamowanie po rozpędzonych tygodniach. Byłam w piątek po samopołudniowych nasadzeniach tak zmęczona, że odmówiłam dziecku przygotowanie głównego posiłku dnia i poleciłam odgrzanie sobie gotowej mrożonki. Na szczęście dziecko nie odmówiło współpracy w zakresie samowyżywienia. W sobotę czułam się lepiej. Popołudnie i wieczór spędziłam u przyjaciółki na jej urodzinach, byłam jedyną osobą spoza grona rodziny. Znamy się jednak tak długo ze wszystkimi, że żaden poruszony temat nie był niezręczny. Dziecko zaś spędziło pół soboty z kolegą, głównie na przeżywaniu meczu lokalnej drużyny o Puchar Polski. W nocy obudziłam się po drugiej, znowu pozornie wyspana, porobiłam kilkanaście ujęć księżyca, z których udały mi się raptem dwa. Noc, jak na maj, była wyjątkowo ciepła. Zdjęcie zrobiłam teleobiektywem, który dostałam od eksmęża w czasach, gdy jeszcze kochał. Nie jest najlepszej jakości, ale było robione "z ręki", bez statywu i specjalnych ustawień. Syn ocenił zdjęcie j...

w majówkę edit.

 weszłam na pełnej adrenalinie wywołaną wysokim natężeniem pracy zawodowej w ostatnim czasie. W czwartek zasnęłam zaraz po dziewiątej wieczorem, by obudzić się kompletnie wyspana koło trzeciej rano, kiedy to moje dziecko dopiero kładło się spać. Zeszłam do salonu, siadłam przy kawie i włączonym tv. Czekałam, aż na dworze zrobi się ciepło, by wyjść do ogrodu sadzić barwinki.  W głowie tłum myśli o pracy, weszłam nawet na pracowego maila, by  napisać i zaprogramować wysłanie wiadomości od razu rano w poniedziałek (uznałam, że to będzie przesada wysyłać maila do dostawcy klienta w dzień wolny od pracy). Do ogrodu wyszłam dopiero przed jedenastą. Pracowałam z przerwami ponad trzy godziny, posadziłam czterdzieści sadzonek, było trudno, bo sadziłam je w miejscu ze żwirkiem na agrowłókninie, musiałam więc odgarniać żwir z miejsca nasadzenia i ciąć materiał. Dłonie z wysiłku aż mi się po pracy trzęsły, widocznie mam w nich słabe mięśnie. Mam nadzieję, że w tym trudnym miejscu roś...