Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2026

mission complete - patrz, z czego masz chleb

 raporty roczne wykonalam, w razie "w" poprawki - mam nadzieje: drobne. Największy raport skladal się z siedmiu obowiązkowych części. Kosztowalo mnie to kilkanaście weekendów i zarwanych nocy, zadanie wykonane dzień przed terminem. Dzisiaj mialam wrażenie, że przejechal po mnie walec, i to kilka razy. Dopiero 13:35, gdy mialam wyslany ostatni raport, poczulam odprężenie.  Gdy po pięciu minutach zadzwonil syn warszawski, mialam spokój w sobie w trakcie rozmowy z nim. Po poludniu dostalam czkawki. Znany jest mi przesąd, że gdy ma się czkawkę, jest to znak tego, że ktoś o nas myśli, więc trzeba zgadnąć kto to i wtedy czkawka przechodzi. Wcześniej wyslalam wszystkie raporty do klienta - ulubieńca (tego, który będzie mial audyt), pomyślalam więc o nim i czkawka nagle przeszla. Czyżby znak? Mila to myśl. Przyszlo mi też na myśl, że gdybym nadal byla w relacji z L. i dodatkowo by doszly nerwy o to, czy on zadzwoni wieczorem o przyzwoitej porze, czy nie jest pijany w sztok, praca kos...

droga częściej wędrowana

  Jechałam do pracy i nagle w głowie błyskawicznie ułożył mi się plan pracy na ostatni tydzień kwietnia. Czuję, że podołam obowiązkom. Rano obudziłam się bez budzika po piątej, zeszłam do salonu na kawę. Koło siódmej wyszłam boso do ogrodu, chyba był przymrozek chociaż trawa nie była siwa, bo stopy z zimna mi niemal odpadły.  Weekend bardzo spokojny, choć w sumie w trakcie poświęciłam niemal całą dniówkę na zagadnienia zawodowe. Trochę prac z chwastami w ogrodzie. Oczywiście joga w niedzielny poranek.  A teraz do roboty!

w pracy w trybie "Nie mów do mnie teraz" (edit. 2)

Obraz
jestem od kilku dni . Natomiast zauważam w sobie wielkie możliwości koncentracji uwagi na danym zadaniu, co jest różnicą o sto osiemdziesiąt stopni do analogicznego okresu w zeszłym roku, gdy skupiałam uwagę na wypadku L., a potem na lataniu do niego w celach pielęgniarskich. Mam też wrażenie, że procentuje moja wiedza zawodowa. Wczoraj dzień był taki, że po pracy byłam jakaś taka za mało zmęczona, żeby iść spać, a za bardzo zmęczona, żeby zajmować się ogrodem. A mam co robić w ogrodzie, bo wychodzą chwasty i kupiłam barwinki do posadzenia. Dzisiaj czuję się o wiele lepiej, właściwie mogłabym zająć się po południu sprawami zawodowymi, ale celowo chcę przeznaczać na pracę tyle godzin, ile zapisane jest dla etatu w Kodeksie Pracy - przecież znikąd nie wzięła się norma 8 godzin pracy dziennie. Zamiast tego otworzyłam przy piątku różowe Carlo Rossi. Co do spraw sercowych (a zastanawiałam się, czy są w ogóle warte wzmianki) po odblokowaniu jego numeru w ramach wzruszeń wielkanocnych i ponow...

co słychać

 sobota po prostu w domu. Umyłam dwa okna w kuchni i jedno w sypialni. Wyprałam do tych pomieszczeń firanki. Pogoda naprawdę wspaniała, było tak ciepło, że podjęlam decyzję o zakończeniu sezonu grzewczego i wyłączyłam piec. Oprócz firanek zrobilam jeszcze cztery prania. Bardzo mi się chciało wszystko. Niedziela poświęcona filmom:  - amerykański "Kolor purpury" - wersja z 1985, dramatyczną scenę golenia męża przez Celie po znalezieniu ukrywanych przez niego listów pamiętam z dzieciństwa, imię bohaterki brzmi jak słowo "głupia" po angielsku, pewnie nieprzypadkowo dobrane dla wzmocnienia jej walki o przetrwanie;  - czeski "Dyrygent": historia jak z dyrygentem Poznańskich Słowików, tyle że chodzi o chór dziewczęcy, po scenie seksu pomyślałam sobie: bez żadnych podchodów, wziął ją tak po prostu, jak się smarka w chusteczkę;  - niemiecki "Wpatrując się w słońce" - film tak dziwny, w którym  - jak to powiedziało dziecko: życie napisało dobry scenariusz ...

gadam se z synkiem - teraźniejszość miesza się z przeszłością

Obraz
 naprawdę, rozmowy z młodym, dorosłym dzieckiem, które jeszcze chce być blisko  - żadne związki nie dały mi takiej bliskości i poczucia zrozumienia. Takiej dobrej komunikacji. Tak samo wspaniale czułam się przy karmieniu piersią pierwszego syna. Jeden z powodów, dlaczego nie randkuję, jest taki, że przy rozmowach codziennych z dzieckiem nie brakuje mi obecności innych osób w moim życiu. To się kiedyś zmieni, ale na razie jest i trwa. Nie chcę szczegółowo opisywać tych rozmów, bo syn by pewnie nie chciał, ale poruszamy naprawdę wiele tematów, w tym bardzo często związkowych. Ostatnio temat osób bipolarnych, narcyzów w kontekście kształtowanie się zdrowego egoizmu, tego, że łatwiej odejść ze związku, gdy ma się "opcję zapasową", schematów zachowania osób opuszczających związek ("leaver", nie mylić z inicjatorami procesu rozwodowego, które mogą być osobą "left"). Jeden wątek jest źródłem następnego, i tak niemal bez końca. *** Sobotę zaczęłam od wywiezienia u...

dialogi z autopilotem i o (nie)randkowaniu

Obraz
Piątkowe popołudnie. Wracam z pracy samochodem, moja muzyka, myślę o chwilowej wolności w weekend. Mam w aucie wbudowany zestaw głośnomówiący. Dzwoni jeden z klientów na mój prywatny numer. "Teraz to pocałuj mnie w d@pę" mówię cicho do siebie. Na to odzywa autopilot: "Nie rozumiem. Czy możesz powtórzyć polecenie głosowe?" *** Siedzę teraz i myślę sobie niczym Charlotte w "Seksie w wielkim mieście". "Where is he?" Z tą różnicą, że ja już nawet nie randkuję. Powód jest prosty - szkoda mi życia na przypadkowe znajomości z Internetu i nie chcę decydować się na związek po trzech randkach. Ja musiałabym porandkować z kimś z pół roku i poznać się w różnych okolicznościach - na przykład chciałabym zobaczyć, jak ten ktoś pomaga mi wozić kosiarkę do serwisu, jak odnosi się do ludzi poza swoim towarzystwem, czy uważa, że wszyscy poza nim są nienormalni i wyraźnie to wyraża, zanim pójdę z nim do łóżka poznać jego znajomych, jak opowiada o swoich ekspartnerka...

pierwsze koszenie

 Pierwsze koszenie trawy w nowym sezonie za mną. Pomyślałam w trakcie przygotowywania obiadu, że fajnie byłoby zrobić dzisiejsze kroki w naturalnym środowisku, a nie na bieżni. Powietrza dostałam tyle, że nie umiałam złapać tchu do śpiewanej w trakcie łażenia za kosiarką piosenki.  Pięknie kwitną barwinki i żałuję, że nie posadziłam ich więcej. Sukienki z ostatniego rzutu odesłałam bez otwierania foliowych worków - wystarczył rzut oka, by stwierdzić, że ich wygląd w rzeczywistości zupełnie nie odpowiada zdjęciom. Jakość fatalna. Nic to, właśnie zamówiłam nowe sukienki - i cieszę się, że na pomysł szukania stroju naszło mnie dwa miesiące przed weselem, bo jak się okazuje, to wcale nie tak dużo czasu, gdy się szuka czegoś z swoim stylu, dopasowanego do miejsca i roli, a nadal z lekkim sznytem. W pracy kosmos, wszystko naraz. Ustawodawcy o moim zawodzie nie zapominają, naprawdę nie nudzimy się. Nie mam czasu w pracy odpalić Facebooka, by napisać do dziecka, by nie zapomniało kupi...

o narcyzmie - cytat+ mój komentarz

Obraz
Dość powszechna jest obecnie opinia, że żyjemy w świecie, gdzie jest coraz więcej narcyzów, wydaje się mnóstwo poradników pop psychologii jak żyć z narcyzem, albo jak sobie radzić z narcyzem w pracy, ludzie identyfikują narcyzów po godzinnej rozmowie i tak dalej, jednym słowem określenie zrobiło zawrotną karierę. Wydaje się, że coś w tym jest, ale nie to, co się myśli. Po pierwsze, powszechnie myli się indywidualizację – proces społeczny, w którym bardziej zaczyna się liczyć jednostka w stosunku do społeczności – z narcyzmem. W społeczeństwie współczesnym kultura z kolektywnej zmienia się w indywidualną, przoduje tu oczwiście USA, ale też kraje Europejskie nie zostają w tyle. W kulturze indywidualnej, mówiąc w skrócie, bardziej liczy się nasza wygoda, niż to, że się ciocia Jadzia obrazi i mam wrażenie, że tak jest właśnie rozumiany narcyzm – jako takie skupienie się na sobie, swego rodzaju egocentryzm. A to nie jest istotą narcyzmu.Narcyz to jest osoba, która tak bardzo nie wie kim jes...

bardzo drażnią mnie

Obraz
reklamy suplementów na wątrobę, które dla mnie niosą wydźwięk: "łykaj tabletki i żryj, co i ile chcesz". Podobnie z suplementami na odchudzanie, zwłaszcza reklama tego, który obiecuje "brak wchłaniania tłuszczów, białka i węglowodanów". Czyli w zasadzie nieprzyswajanie pożywienia w ogóle. Interesuję się amatorsko tematem co najmniej od ponad dekady, 70% efektu to dieta, a spadek metabolizmu po czterdziestce w świetle badań naukowych jest znikomy. Jak byłam młodą dziewczyną, moja mama powiedziała mi "po ślubie się rozbędziesz", nie nastąpiło to, więc powiedziała "po dziecku się rozbędziesz na pewno", po dwóch ciążach dalej trzymałam figurę, wtedy z miną znawcy orzekła "po czterdziestce każdy się rozbywa". W tym roku mam moją ostatnią czterdziestkę, rozmiar 38 i wiek metaboliczny młodszy o dziesięć lat. Nie jestem jednak wzorową panią domu, bo gotuję, tyle żeby wyżyć i nie piekę ciast. Ale bardzo lubię jeść, doświadczam kuchisabishii, czy...

sobota - pracuję i myślę - edit.

Obraz
 W soboty i tak czas spędzam w pewnym sensie przed telewizorem, bo nadają (tak, wciąż oglądam naziemną telewizję) moje ulubione seriale, do tego okazało się, że przed "Columbo" lecą powtórki "Poirot" z lat dziewięćdziesiątych - wtedy bardzo lubiłam oglądać je w kryminalne czwartki w państwowej telewizji, a i teraz sprawiają przyjemność. Przy okazji dłubię sobie rzeczy do raportu rocznego u jednego z klientów - termin wysyłki do końca kwietnia. Dłubię szczegóły i rozmyślam, jak nałóg L., który rozbuchał się w zeszłym roku pod wpływem jego wypadku  zaczął wpływać na moje życie, także życie zawodowe. Pośrednio to przez niego audyt klienta ciągnął się ponad pół roku. Po pierwszej operacji wciąż chciał, bym do niego przylatywała na kilka dni opiekować się nim po wypadku i olejnych operacjach, wykorzystałam na te loty cały urlop, a na samo kluczowe zamknięcie audytu przeżywałam rozstanie i też wtedy wzięłam kilka dni wolnego. Jestem jedynym żywicielem rodziny, więc na roz...

piątek, piąteczek

 Znowu artykuł na portalu money.pl o obrzydliwościach Giertycha i jego powiązaniach z Rosjanami w zakresie przerzucania pieniędzy. Bardzo oślizgły dla mnie typ. W pracy dzisiaj bardzo NIE miałam nastroju na pracowanie, w związku z tym wysłałam tylko kilka e-maili, a potem spakowałam papiery do samochodu na zajęcie się nimi w weekend. Coś tam właśnie pchnęłam wieczorem, jutro - mam nadzieję - z nowymi siłami, siądę do nich w czasie zerkania jednym okiem na "moje" seriale.

czas zaiwania - odblokowanie L. - zakupy

 Czas umyka jak szalony. Ledwo gadałam z rodziną w Wielką Sobotę, a już tydzień pracowy się kończy. W Lany Poniedziałek obejrzałam "Ołowiane dzieci" na koncie L. na Netfliksie (pozwala korzystać, jak to skomentowało moje młodsze dziecko: "Nie mogę z tobą być, to może dasz się kupić"). Od użycia jego streamingu włączyła mi się nostalgia, odblokowałam go na trzy dni, by się przekonać, że ten czas, w którym motywował mnie do rozwoju, dawno się skończył. Nie chcę myśleć ani pisać o nim negatywnie, bo to by oznaczało samokrytykę mojego wyboru jego osoby na partnera, ale jego odpowiedzi na moje trzy podstawowe pytania pokazały wyraźnie, że poruszamy się w galaktykach bez części wspólnej zbioru. Ale w minionym tygodniu miały miejsce także rzeczy miłe. W mojej sypialni wiosna - aczkolwiek nie w sferze cielesnej - kupiłam sobie nowe komplety pościeli i prześcieradeł.  Do kuchni nabyłam nowe miseczki na płatki śniadaniowe (ja spożywam granolę bez cukru), nowe filiżanki "...

mamy po 20 lat

Obraz
 Wielkanoc mija mi przy rytmie i melodii piosenki śpiewanej przez Halinę Benedyk. Lato 1987, ja 10 lat, jeszcze PRL-owska telewizja, festiwal w Opolu. Żyjemy "na bogato", bo rodzice w zeszłym roku "dostali" trzypokojowe mieszkanie, mamy z bratem nawet własny pokój. Ta piosenka to nie jest tylko historia o dwudziestolatkach. To jest historia o tym momencie w życiu, kiedy jeszcze wszystko wydaje się możliwe. Kiedy człowiek nie liczy ryzyka, tylko emocje. Kiedy bardziej się czuje niż kalkuluje. Refren zostaje w głowie na lata. Bo to nie jest tylko wspomnienie młodości. To jest przypomnienie, że kiedyś było się odważniejszym, prostszym, bardziej „tu i teraz”. Czuję ostatnio tę radość życia. Oczywiście komuna nie była taka różowa, ostatnio byłam w kinie na "Pod znakiem wrony", rzecz dotyczy stanu wojennego i to był film z gatunku tych przerażających. W mojej ostatniej czterdziestce życia zostańmy jednak przy tematach sprawiających radość. Dziś słońce, niebo nie...

relacje z dziećmi i relacje romantyczne

Obraz
 Dużo o tym myślę ostatnio i bardzo doceniam.  Jakiś czas temu uświadomiłam sobie, że nie mogę mówić, że moje życie uczuciowe jest w zaniku, bo przecież jestem otoczona miłością. Bardzo silnie odczuwam dobre relacje z dziećmi i teraz naprawdę je doceniam. Mają pomysły na siebie, świeże spojrzenie na sprawy, a o związkach jako młodzi dorośli wiedzą tyle, co ja teraz. Właściwie to mogę nawet powiedzieć, że się przyjaźnimy ze sobą. Młodsze dziecko wciąż potrafi znienacka wpadać do mojej sypialni, by pogadać; poruszamy wszelkie tematy (no OK, nie mam śmiałości zapytać go o jego inicjację seksualną). Gdy starsze dziecko wpadnie do domu, siedzimy w salonie i po prostu spędzamy czas razem. *** Co do życia w relacji romantycznej - chcę teraz spokojnie obserwować potencjalnych kandydatów (którzy pewnie nie zdają sobie sprawy, że podlegają obserwacji pod tym kątem), a nie decydować się na łóżko i relację po trzech randkach. Chcę spokojnie wybrać, a nie pozwolić się wybrać tym, którzy zw...

dawno, dawno temu

Obraz
kiedy jeszcze byliśmy "pełną" rodziną wybieraliśmy się na urodziny do kogoś tam. Mówię do starszego dziecka "Idź z tatą", na co pyta młodsze "A ja z kim będę iszł ?" *** Dzień poświęcony zawodowym rozmowom, potem trochę sprzątałam biurko - ale jeszcze papiery z drugiej połowy do schowania w segregatory. Z okazji urodzin pochodzącego z pobliskiego, byłego wojewódzkiego miasta artysty podkręcałam w sobie wyrzut dopaminy tym oto  jego utworem: Doskonale przy tym skakało mi się w trakcie sprzątania w kuchni rozsypanego przez dziecko cukru. Poza tym rano wyskoczyła mi wiadomość, że w Alejach będziemy pływać gondolami po kanałach jak w Wenecji, do tego zdjęcie robót budowlanych, dopiero po chwili zaskoczyłam, że dzisiaj Prima Aprilis.