mission complete - patrz, z czego masz chleb
raporty roczne wykonalam, w razie "w" poprawki - mam nadzieje: drobne. Największy raport skladal się z siedmiu obowiązkowych części. Kosztowalo mnie to kilkanaście weekendów i zarwanych nocy, zadanie wykonane dzień przed terminem. Dzisiaj mialam wrażenie, że przejechal po mnie walec, i to kilka razy. Dopiero 13:35, gdy mialam wyslany ostatni raport, poczulam odprężenie. Gdy po pięciu minutach zadzwonil syn warszawski, mialam spokój w sobie w trakcie rozmowy z nim. Po poludniu dostalam czkawki. Znany jest mi przesąd, że gdy ma się czkawkę, jest to znak tego, że ktoś o nas myśli, więc trzeba zgadnąć kto to i wtedy czkawka przechodzi. Wcześniej wyslalam wszystkie raporty do klienta - ulubieńca (tego, który będzie mial audyt), pomyślalam więc o nim i czkawka nagle przeszla. Czyżby znak? Mila to myśl. Przyszlo mi też na myśl, że gdybym nadal byla w relacji z L. i dodatkowo by doszly nerwy o to, czy on zadzwoni wieczorem o przyzwoitej porze, czy nie jest pijany w sztok, praca kos...