Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2026

idą świąta

mówię do dziecka: "pościągałbyś pajęczyny z kątów". (prosiłam o to na Boże Narodzenie, nie zrobił). Dziecko: "Zrobię to. Z trzymiesięcznym opóźnieniem. Taki mam ping". (dla niewtajemniczonych: ping to test szybkości Internetu). Na pytanie o opinię w kwestii kolorowej sukienki zamówionej w weekend, odpowiedział, że wyglądam w niej jak Marzanna, taka kolorowa, że dzieci cieszą się, że ją utopią. *** Dzień zawodowo udany, choć już wiem, że w terminie zrobię tylko to, co musi do jutra obowiązkowo iść dalej. Po pracy byłam na higienizacji i tak mnie higienistka wymęczyła, że teraz nie umiem gryźć. Teraz mam solenne postanowienie chodzić do niej co roku. Wstyd się przyznać, jak długą przerwę miałam. Kupiłam też zalecone pasty do zębów (różne Elgydium i Apa Care zieloną).  Skoro miałam tyle kamienia na zębach, zastanawiam się nad szczoteczką Oral B IO (tą reklamowaną przez Igę Świątek). Szczoteczka pilnuje właściwego nacisku na zęby i ma być taka super hiper. Ale nie wiem....

weekend

Obraz
Od kilku dni kwitną w moim ogrodzie krokusy. Dawno temu posadziłam trzysta cebulek w trawniku, ostały się tylko te pod magnolią. Plany na weekend miałam ambitne - zamierzałam tak wypucować wszystkie dwadzieścia jeden okien, by ujrzeć w nich Jezusa. Plany nie doszły do skutku. Zamiast tego popłynęłam w zakupy - mam wesele córki bliskich sąsiadów za dwa miesiąca. Ustaliliśmy z dzieckiem, że ze względu na względy odpuszczę sobie ulubione na letnie imprezy lniane garnitury i pójdę w sukience. Waham się między seksi kociakiem (ostatnia moja rycząca czterdziestka w tym roku), a naiwną romantyczką. W wersji naiwnej romantyczki można swobodnie jeść i pić, i nie będzie widać wzdęcia brzucha - to zdecydowany plus. I mogłabym założyć biustonosz - nie lubię chodzić bez niego. W seksowym kociaku nie wiadomo, jak wypadną wyglądowo moje pośladki. Na fali shoppingu online zamówiła też kilka bluzek i spódnicę. Obejrzałam świetne dokumenty o shadow writers ("Dokument na zamówienie") i o Michal...

błąd w myśleniu? - znowu refleksje - dużo wątków

Obraz
 Gwoli wyjaśnienia. Nie był to pierwszy mój epizod z portalem randkowym. Jestem szesnasty rok sama, więc po drodze bywały momenty odwilży, w których na jakiś czas tam się pojawiałam. Jak byłam młodą rozwódką, standardem Sympatii było zapraszanie na pierwszą randkę do sauny w Termach Rzymskich w Czeladzi. Dla niewtajemniczonych - do Term Rzymskich wolno tylko nago, niektórzy panowie (słyszałam z opowieści koleżanek-rozwódek) nie chcieli w saunach ubierać nawet swoich małych dżentelmenów. Redpill zrobił niektórym panom sieczkę w mózgu, ale nawet Chat GPT mi napisał, że statystycznie rzecz biorąc mężczyźni z mojego rocznika zgodnie z wartością SMV wybierają partnerki sporo młodsze, niektórzy są stale na portalach, niektórzy w ogóle nie chcą się wiązać, a często ci fajni w ogóle na portalach nie bywają i generalnie "materiał" jest przebrany. Podane statystyki zgadzały się ze statystykami obliczonymi przez starsze dziecko, które studiuje matematykę. Każdy mój eks (ha ha, było ich ...

o przemyśleniach i takie tam

Przedyskutowałam sprawę w głowie i zamknęłam konto na portalu randkowym. To uniwersum nie jest dla mnie. Żeby odsiewać niechciany element, napisałam szczegółowy opis. I okazało się, że przez kilka dni… nikt go nie przeczytał. Panowie zaczepiali po obejrzeniu zdjęcia — bo byłam nowa, bo „wyskoczyłam” w Bingo, bo coś im się kliknęło. " Co słychać?" albo "Jak tam weekend?" Żaden nie nawiązał do tego, co napisałam o sobie. Prawie każdy niemal nic nie napisał o sobie (poza typem do zdjęć w AI i wyborem sugerowanych przez portal gotowych opcji). Nie jestem typem typu "swipe left/right", bo już wiem, że ocena na podstawie samego zdjęcia jest myląca. W d*pie mam takie randki, choć oczywiście nie jest to kompletny tumiwisizm w sprawach związkowych. W dodatku rozmowa z typem od zdjęć w AI tak mnie rozstroiła, że wyregulowałam sobie dół emocjonalny... pisząc do eks.  Początki stresu relacyjnego? A przecież wiem, że on nie jest odpowiedni dla mnie. Bo nie jest. Wiem t...

trochę się zniechęciłam do poszukiwania tego jedynego

Obraz
 Co do fałszywego profilu na portalu randkowym, o którym napisałam wczoraj - wspomniany pan nie jest jedyną osobą, która generuje tła do zdjęć, widziałam nawet pana, który swoją zużytą twarz dokleił do ciała jakby zapożyczonego od Conana Barbarzyńcy i to w stroju, jakby ten właśnie wyskoczył na chwilę z konkursu na mistera kulturystyki (moje dziecko skomentowało jego zdjęcie "czy oczekujesz, że ten facet zobaczy w tobie coś innego, niż ciało?"). Jak to mówi moja dziatwa - masakra. Ale są kobiety, które nabierają się na to, że pisze do nich Brad Pitt czy inny Chuck Norris, o żołnierzach amerykańskich nie wspominając. Po komentarzu na temat zdjęcia na wygenerowanym stadionie, pan stwierdził, że znam logo wyłącznie lokalnej drużyny piłkarskiej, a jego należy do Athletic Bilbao. Po wymianie myśli miałam wrażenie, że pisał ze mną jakiś nastolatek. Profil zablokowałam i zgłosiłam do administracji portalu. Wiem, że mam wyśrubowane wymagania (a kto wybrzydza, ten nie r*cha), ale w su...

moja trzydniowa kariera na portalu

randkowym to trochę fiaska w poszukiwaniach, trochę odejście od starych wzorców. Nauczona doświadczeniem poprzedniej relacji nie chcę nawet rozmawiać z kandydatami z innych miast. Nie interesuje mnie, że do stolicy województwa mają tyle samo kilometrów, co do mnie. Teraz szukam kogoś, do kogo mogłabym wpaść po pracy. Z pobliskiego byłego miasta wojewódzkiego odezwał się jeden kandydat. Wstępnie na plus ze względu na posiadanie włosów na głowie.  Dalej nie było tak entuzjastycznie.  Analiza nicku, profilu, zdjęć na profilu (na 99% tła generowane przez AI) i kilkuzdaniowej rozmowy zarówno siłami potomstwa, sztucznej inteligencji i odczucia z brzucha (intuicja) spowodowały jego odrzucenie (pytanie o konkrety zbył ogólnikiem) - bałam się, że w bezpośredniej rozmowie na spotkaniu, które zaproponował, popłynę emocjami. Na umówiłam się na spotkanie w realu. *** Na razie bardziej angażuję się więc w zajmowanie się swoim życiem - czuję, że wkładam całe serce w jogę i naprawdę jest to r...

jak mija tydzień

 1. Dziecko warszawskie przyjechało na weekend i urządziliśmy mu urodziny. Był obiad, Martini Asti i tort. Obłędna kapusta jako dodatek do drugiego dania. Obaj dziadkowie, babcia, brat ze zdrową połową potomstwa. 2. Aktywowałam konto na portalu randkowym - ja czuję gotowość na randki, ale nie obiecuję sobie wiele, bo potencjalnymi kandydatami z okolicy jestem zawiedziona. Gdybym miała ich określić jednym słowem - najczęściej zaniedbani, choć muszę przyznać, że znowu natrafilam na profil kolegi z podstawówki - największego głąba w klasie i na zdjęciu wygląda fajnie. 3. Bałam się, że odpadnie mi na stałe jedna joga w środku tygodnia, ale okazało się, że wypadły tylko jedne zajęcia. 4. Spotkałam się z przyjaciółką. 5. Widzę w lustrze, że opłacało się hodować włosy i że nawet cienkie włosy mogą ładnie wyglądać w długości większej, niż tylko do brody. 6. Dziecko warszawskie swoją wagą zrobiło mi pomiar ciała i wyszedł mi wiek metaboliczny młodszy o dziesięć lat, niż mam ich faktycznie.

piosenka na dziś i o opiece naprzemiennej

Obraz
 piosenka na dziś to zapętlona wersja koncertowa Męskiego Grania "I ciebie też, bardzo" Dosłownie czuję tę bijącą energię! Dla tych, którzy nie znają tej piosenki, oto wersja oficjalna: Refren "wiem, że nie chcę się już dłużej bać nie chcę tańczyć do melodii, które znam jestem wolny" to słowa o odchodzeniu od wyuczonych schematów, które nie zawsze są dla nas dobre.  Czuję też szczęście, że mogę sobie siedzieć w cieple i bez bólu i po prostu wsłuchiwać się w tekst i mruczeć pod nosem melodię. "zielona trawa, dobre dni". *** W biurze wszyscy chyba już się przyzwyczaili do widoku mojej osoby w słuchawkach na głowie, w każdym razie nawet szef nic nie mówi na ten temat. Ja jestem bardziej skupiona na pracy i czuję się jak na poniższym obrazku: co oczywiście nie jest wyłączną prawdą, bo w sprzyjających okolicznościach (w sensie, gdy nie mam noża na gardle w postaci terminowej pracy, telefonów co minuta, ponaglania mnie do roboty i rozmowa jest na interesujące mn...

O Giertychu i imieniny Piłsudskiego

Obraz
Artykuł, który ukazał się na portalu Money.pl o wpływie Giertycha na procesy sądowe przeciwko Getin Noble Bank pokazał to, co od klienta słyszałam blisko dwadzieścia lat temu o tym prawniku (Giertych od niego wziął wtedy po tysiąc złotych za każdą stronę pisma). Po prostu obrzydliwe. Rozmowy z klientami, które zmierzają do wymiany prywatnych poglądów może marnują nasz cenny czas pracy, ale czasem człowiek się dowie różnych ciekawostek, na przykład że dziś są imieniny Marszałka Józefa Piłsudskiego, że Hitler go tak cenił, że po jego śmierci poszedł na mszę w jego intencji, a według historii alternatywnej gdyby Piłsudski żył, może Niemcy szliby na Rosję z Polakami. Co do kwestii polityki w rozmowach codziennych, moja rozmówka z dzieckiem:

mam wysoką świadomość

Obraz
 choroby - dzisiaj śniło mi się, że mam jej objawy i pomyślałam w tym śnie "jak tylko wstanę, muszę się skontaktować z moją panią doktor, żeby mi coś dodała". Na szczęście to był tylko sen. A przede wszystkim wspominałam dzisiaj narodziny pierworodnego, który dzisiaj o szóstej rano wszedł w wiek, gdy jego dziadek ze strony matki się ożenił, w dogodnym na wsi terminie, czyli po wykopkach. Młodym dorosłym z jego rocznika mam grzecznościowo rozliczyć zeznania podatkowe, jest to dla mnie małym szokiem, że dzieci (tak, dla mnie dzieci) wchodzą na rynek pracy i zawiązują poważne związki. A przecież w tym roku w Polsce w dorosłość wkracza rocznik 2008. Na marginesie, bardzo się czasy zmieniły. Pamiętam, gdy po pierwszym roku studiów pojechałam na wakacje do Niemiec bawić dziecko w rodzinie, gdzie ojciec tego dziecka nie miał rozwodu z żoną i mieszkał z matką dziecka na kocią łapę, moja mama przestrzegała mnie po powrocie, bym nie przyznała się babci, że pracowałam dla "takiej...

trochę o progeniturze plus weekend edit.

Obraz
 dziecko, które zostało w domu jest moją jedną, wielką pociechą - choć oczywiście dumna chadzam z obydwojga. Z buzi podobny do mnie, a po ojcu oprócz płci ma upodobanie do zabaw słowami. Bardzo mi to przypomina jego ojca z okresu młodości, a to są akurat te dobre wspomnienia. Jak to bywa między domownikami, czasem wspomnę o jego tacie i wychodzi wtedy na to, że ten się postarzał w tym zakresie, gier słownych młodego pokolenia nie zawsze rozumie. Ja też się postarzałam o pokolenie i choć syn mi tysiąc razy tłumaczył, wciąż nie potrafię odróżnić openingu od unboxingu, czy prawidłowo wymówić 'nara' albo nazwać kogoś w rozmowie GOAT-em (aczkolwiek wiem, że spolszczona wymowa tego słowa się deklinuje), a zamiast obejrzeć filmik na yt, wolę przeczytać tekst. Na szczęście jeszcze wyłapuję znaczenie z kontekstu, a czasem nawet udaje mi się kogoś zdissować, bez wiedzy, że tak to teraz młodzież nazywa. Jestem też na tyle zżyta z synem, że bardzo bawią i cieszą mnie te jego słowne potyczk...

sen o hotelu

 Miałam właśnie sen, z pozoru był kompletnie absurdalny, ale po przebudzeniu stwierdziłam, że go sobie wytłumaczę moją AI. Śniło mi się, że rezerwuję hotel i spotykam się tam z moim eks, tym ostatnim eks. Leżymy razem na łóżku i przytulamy się przez całą noc, bez seksu  Nie ma w tym napięcia ani dramatu – raczej spokojna, cicha bliskość. Rano wychodzę z hotelu. Idę już gdzieś dalej, kiedy nagle orientuję się, że w kieszeni mam klucz do pokoju. Nie oddałam go w recepcji, nie wymeldowałam się i nawet nie zapłaciłam za pokój. Wracam więc, żeby to uporządkować. Po drodze przypomina mi się jeszcze jedna rzecz – on przecież został w pokoju. Myślę więc, że oddam mu klucz. Może będzie chciał zostać tam dłużej. Kiedy wracam na piętro, widzę go wychodzącego z pokoju z jakąś kobietą. Mówię spokojnie: „no to teraz masz nową panią”. Daję mu klucz i wychodzę. Potem próbuję wyjść z budynku jakimś przejściem, gdzie stoją wieszaki z płaszczami. Jest bardzo ciasno. Ktoś za mną mnie pogania, wrę...

sen o spacerze

 Dzień przed telefonem do eks miałam sen, który po przebudzeniu – jak to mam ostatnio w zwyczaju – postanowiłam przeanalizować z pomocą mojej AI. Najpierw próbowałam wydrukować jakiś certyfikat. Drukarka oczywiście nie współpracowała, coś się zacinało, coś się nie udawało, aż w końcu ten certyfikat gdzieś zniknął.  Potem podszedł do mnie klient. W realnym życiu to właściciel dużej firmy, którą obsługuję. W śnie  nagle znaleźliśmy się na spacerze. Było spokojnie, naturalnie. Objął mnie ramieniem, a ja nawet dotykałam dłonią jego klatki piersiowej. Nagle znaleźliśmy się w sklepie z bielizną. Na półkach była piękna czerwona damska bielizna, a jakaś czarnowłosa kobieta dość nachalnie zachęcała mnie, żebym ją kupiła. Tyle że ja zamiast tego wybrałam zwykłe majtki ze śmiesznym nadrukiem. I tu sen zrobił nagły zwrot akcji. Nie byłam już z tym klientem. Podszedł do mnie jakiś zupełnie obcy człowiek, zaczął mnie zaczepiać, a ja zaczęłam uciekać i krzyczeć: „nie dotykaj mnie, pomoc...

kolejny dobry dzień do kolekcji i dokument o manosferze

Obraz
 Zawodowo sprawy znowu popchnięte do przodu, zarówno w zakresie zaległości, jak i spraw teraźniejszych. Odkąd nie ma pamiętników na Vitalii, nie tracę czasu na łażenie po Internetach w pracy. Obejrzałam na Netfliksie "Louis Theroux: W głębi manosfery". Chyba już od dwóch lat czytam wątek "Polacy redpillowcy i pick me" na forum Wanda, dyskusja kulturalna (pewnie dlatego, że moderowana), bardzo ciekawe omawianie tematyki z punktu widzenia kobiet, zderzenia poglądów i punktowanie braku logiki w myśleniu guru tych męskich teorii. O układaniu dłoni w piramidkę wspominał mi nawet syn. Sam dokument natomiast nie jest tak dementujący teorię red pilla, jak wspomniana dyskusja, dla mnie nawet nieodkrywczy, ale to pewnie z powodu długiej lektury forum.

tak się cichutko zastanawiam

 jak podsumować dzisiejszy dzień.  Na pewno wieczór upływa bez natrętnych rozkmin, jakie miałam od jego sobotniego maila. Wyregulowałam się. W pracy coś tam porobiłam, ale pół dniówki spędziłam u jednego z klientów i choć tam też pracowałam, to jakby jakoś wolniej, niż za swoim biurkiem. Delikatnie czuję mięśnie między żebrami - efekt pojogowy, sporo skrętów ciała było wczoraj. Chodzę na bieżni pięć dni w tygodniu, pozostałe dwa dni joga. Brat twierdzi, że jest dobrze, akurat po marszach na jodze porozciągam mięśnie. Usunięte na koniec lutego wpisy (te dotyczące eks) przywróciłam, jednak jest to zapis bieżących chwil z mojego życia, nie będę się tego przed sobą wypierać, a nawet warto do nich wracać w takich momentach, jak kilka ostatnich dni po jego kolejnym ekspresyjnym wyznaniu miłości - ponoć mózg tak działa, że romantyzuje dobre chwile, a wypiera te złe, więc czasem dla samowymierzenia sobie otrzeźwiającego policzka w twarz zdrowo zmierzyć się z prawdą.  Planuję prac...

terapeutyzuję się sztuczną inteligencją

 Stare schematy kuszą. Blok, zdjęcie bloka i znowu blok. Idealizacja dobrych momentów z jednoczesnym wypieraniem tych złych. Poprosiłam syna, by tak zaprogramował mi pocztę, by maile od niego trafiały od razu do katalogu "funkcjonujący alkoholik". Wiem już, że choć maile czasem przychodzą, nie doczekam się wiadomości o tym, że pracuje nad uzależnieniem. Jakiś czas temu przejrzałam wpisy na blogu i zszokowałam się ilością wpisów o problemach (typu 'znowu nie gadamy, za chwilę - jednak gadamy, i tak z regularnością dwutygodniową).  Jakie to szczęście, że nie zdążył u mnie zamieszkać. AI mi napisała streszczenie rozmowy z nią o tym: Stare schematy mogą kusić, nawet jeśli są dla nas szkodliwe , ponieważ mózg lubi to, co znane. Znajome wzorce relacji dają poczucie przewidywalności, nawet jeśli w rzeczywistości były trudne. Po rozstaniu często pojawia się idealizowanie partnera. Pamięć wzmacnia dobre momenty i osłabia te trudniejsze, szczególnie gdy relacja nie została jasn...

słoneczko

Obraz
 w biurze przez wystawione na południe okno grzeje mi plecy, więc od końcówki lutego i puszczenia mrozów zaliczam codziennie w pracy dopaminowy strzał. Szef i jedna z współpracownic (pokolenie boomerów) bardzo głośni, słychać ich rozmowy z trzeciego pokoju, więc wciąż odcinam się od hałasu słuchając ulubionej muzyki w słuchawkach - kupiłam sobie na użytek pracowy nauszne JBL-e z bluteoothem. Muzyki w słuchawkach słucham na dość głośnym poziomie, ale że jest to coś, co lubię, a nie pierdoły i niepotrzebne myślenie innych na głos, to nie męczy, nie rozprasza, a wręcz powiedziałabym, że bardziej się skupiam na kolejnych zadaniach. Widzę wyraźnie, że jestem podatna na tempo piosenek, nastrojowe kawałki wprawiają mnie w zadumę (a teraz tego nie chcę, bo kończy się rozkminami i idealizacją wspomnień), więc bez względu na tekst skłaniam się ku wyborom bardziej rytmicznych melodii. Na razie pomijam koncert e-moll Chopina (pisany ze złamanym sercem źle robi na rozterki uczuciowe), ale powin...

weekend

Obraz
po mailu pod znakiem rozterek między sercem a rozumem. Zauważyłam zasadę, że kto ma (nawet tymczasowe) problemy sercowe, zmienia imię i nazwisko na fb albo usuwa co najmniej zdjęcie profilowe, czasem umieszczając w zamian jakiś niezobowiązujący, a podtrzymujący narrację życiową obrazek (jak na przykład logo firmy w przypadku jednego z moich klientów, któremu chyba po rozstaniu z drugą żoną tylko firma została jako sens życia).  Czytam strona za stroną Świrszczyńską, cały  dzień jestem w nastroju "Exile" Taylor Swift i Bon Yver i jestem w tu i teraz. *** Z przyziemnych rzeczy to w weekend przycięłam hortensje w ogrodzie i na tym zakończyłam plany na prace ogrodowe zeszłego tygodnia. Poprasowałam swoje ubrania, przynajmniej robiłam to do momentu, gdy żelazko upadło mi na podłogę i nieco się zdefasonowało - dziecko już naprawiło. Poza tym całą sobotę poświęciłam pracy zawodowej, zaś w niedzielę na jodze poczułam, że miałam przykurczone mięśnie między żebrami. Z okazji obchodów ś...

poddałam analizie AI wróżby edit.

Obraz
które zamówiłam pod koniec zeszłego roku. Bardzo ciekawe doświadczenie, które doprowadziło mnie do wniosku, że następnym razem, jak zachce mi się przepowiadania przyszłości, to poproszę mojego Chata. Pisałam z ejajem dobry kwadrans, może nawet dłużej, poniżej skoncentrowany wynik.   Notatka – analiza psychologiczna otrzymanej wróżby 1. Charakter wróżby Analizowany tekst nie jest typową jednoznaczną przepowiednią, lecz raczej narracją psychologiczną opartą na ogólnych schematach życiowych. Wiele fragmentów wykorzystuje mechanizmy znane w psychologii poznawczej, które sprawiają, że odbiorca może uznać treść za bardzo osobistą i trafną. 2. Zastosowane mechanizmy psychologiczne Efekt Barnuma – używanie bardzo ogólnych opisów (np. trudna relacja z przeszłości, pragnienie miłości, okres samotności), które pasują do wielu osób. Rozgałęzienie interpretacji – pojawiają się sformułowania typu „może być A, a jeśli nie to B”, dzięki czemu niemal każdy scenariusz może zostać uznany za trafion...

czas mija spokojnie

 mimo że w moim otoczeniu rozpękły się kolejne dwie pary. Jednak, jak to mówią, co chatka, to zagadka. Część otoczenia zawodowego usiłowało wmówić mi sparowanie się z połówką jednego z nich, wczoraj nawet padło: "O, ubrałaś się dla Jacusia*", na co ja odrzekłam (była to druga taka uwaga, więc już miałam w sobie przemyślanego mistrza ciętej riposty) "Tobie to tylko jebnąć. Jacuś jeszcze nie ma rozwodu". Niestety, tak myśli pokolenie boomerów - że kobieta bez mężczyzny nie da rady, jak gadam z bratem, to tylko mnie ostrzega pół żartem, pół serio "nie wspominaj przy mamie o tym i o tym, bo jeszcze zacznie cię na siłę żenić". Tymczasem bardzo dobrze mi solo, o portalu randkowym w ogóle nie myślę, nawet nie ze względu na to, że nie chcę wychodzić z bańki komfortu (chyba, że pod kątem zdecydowanej większości przegrywów, niezdecydowanych i poszukiwaczy podbojów z mojej okolicy), ale po prostu na obecną chwilę z różnych względów nie widzę zastosowania mężczyzny w ...

ło kryste panie

Obraz
 jak mnie boli w krzyżu - wczoraj otworzyłam sezon ogrodowy i zaczęłam porządki wiosenne w tymże, zaczęłam od zbierania resztek liści po jesieni, trochę zamiatałam szczotką z brzozowych witek drogę. Znowu odkrywam istnienie mięśni, które długo pozostawały w ukryciu. Wygrabiłam razem z dzisiejszym dniem pięć worków liści.  Miesiąc temu dostałam SMS od mojego pana - ogrodnika z cennikiem za prace ogrodowe, koszt roboczogodziny za grabienie to 75 zł, ja zarabiam za godzinę mniej, więc rachunek prosty - poświęcam pół godziny - godzinę dziennie przy sprzyjającej pogodzie na ogród i mam zrobione. Półtora roku temu pan - ogrodnik chciał 85 zł od wycięcia jednej tui, tuj było ponad 80, kupiłam piłę elektryczną, sąsiad i synowie pomogli, w sumie kosztowało mnie to 500 zł plus dwie butelki wódki i jedna whisky.  Wypiłam pierwszą kawę na świeżym powietrzu i zwróciłam uwagę na pierwsze wiosenne kwiaty.  Są też pąki na magnolii. Myślę, że na dobre wróciłam do jogi. Po środzie bol...