weekend
po mailu pod znakiem rozterek między sercem a rozumem. Zauważyłam zasadę, że kto ma (nawet tymczasowe) problemy sercowe, zmienia imię i nazwisko na fb albo usuwa co najmniej zdjęcie profilowe, czasem umieszczając w zamian jakiś niezobowiązujący, a podtrzymujący narrację życiową obrazek (jak na przykład logo firmy w przypadku jednego z moich klientów, któremu chyba po rozstaniu z drugą żoną tylko firma została jako sens życia).

Czytam strona za stroną Świrszczyńską, cały dzień jestem w nastroju "Exile" Taylor Swift i Bon Yver i jestem w tu i teraz.
***
Z przyziemnych rzeczy to w weekend przycięłam hortensje w ogrodzie i na tym zakończyłam plany na prace ogrodowe zeszłego tygodnia. Poprasowałam swoje ubrania, przynajmniej robiłam to do momentu, gdy żelazko upadło mi na podłogę i nieco się zdefasonowało - dziecko już naprawiło. Poza tym całą sobotę poświęciłam pracy zawodowej, zaś w niedzielę na jodze poczułam, że miałam przykurczone mięśnie między żebrami. Z okazji obchodów święta kariotypu XX życzenia złożyli mi obaj synowie oraz teść, który za każdym razem powiada "zdrowia, zdrowia, bo wszystko inne nieważne", a ja się zawsze wtedy zastanawiam, czy ma myśli swoje wdowieństwo, czy swojego syna, choć czuję, że wiele spraw obecnie nie ma znaczenia.

Komentarze
Prześlij komentarz
Komentarze są moderowane. Anonimowe komentarze, komentarze osób bez własnych, aktywnych blogów i te, które przez autorkę zostaną uznane za zbyt wścibskie i złośliwe oraz te bez optymizmu, nie będą publikowane.