pierwsze koszenie

 Pierwsze koszenie trawy w nowym sezonie za mną. Pomyślałam w trakcie przygotowywania obiadu, że fajnie byłoby zrobić dzisiejsze kroki w naturalnym środowisku, a nie na bieżni. Powietrza dostałam tyle, że nie umiałam złapać tchu do śpiewanej w trakcie łażenia za kosiarką piosenki. 

Pięknie kwitną barwinki i żałuję, że nie posadziłam ich więcej.

Sukienki z ostatniego rzutu odesłałam bez otwierania foliowych worków - wystarczył rzut oka, by stwierdzić, że ich wygląd w rzeczywistości zupełnie nie odpowiada zdjęciom. Jakość fatalna.

Nic to, właśnie zamówiłam nowe sukienki - i cieszę się, że na pomysł szukania stroju naszło mnie dwa miesiące przed weselem, bo jak się okazuje, to wcale nie tak dużo czasu, gdy się szuka czegoś z swoim stylu, dopasowanego do miejsca i roli, a nadal z lekkim sznytem.

W pracy kosmos, wszystko naraz. Ustawodawcy o moim zawodzie nie zapominają, naprawdę nie nudzimy się. Nie mam czasu w pracy odpalić Facebooka, by napisać do dziecka, by nie zapomniało kupić bułek czy powiesić prania.

Sąsiad (ten od wesela jego dziecka) poskarżył mi się, że ksiądz w kościele gminnym (należymy terytorialnie do jeszcze innej parafii, niż kościół gminny) robi problemy ze ślubem - w sumie jak do kościoła nie chodzę, tak się księdzu nie dziwię: młodzi mieszkają zupełnie gdzie indziej, niż kościół gminny i parafialny, nawet nie wiadomo, czy praktykują, ale czegóż się nie robi, by przespacerować się w białej kiecce po czerwonym dywanie. Sama byłam młoda.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

trochę się zniechęciłam do poszukiwania tego jedynego

błąd w myśleniu? - znowu refleksje - dużo wątków

weekend