moment zatrzymania się edit.
W czwartek wieczorem miałam moment zatrzymania się w czasie. Były niedawno urodziny L., więc myślałam o nim, bo jednak wiele dobrych chwil mieliśmy razem, a przynajmniej ja to tak pamiętam. Włączył mi się sentyment. Postanowiłam napisać krótkiego maila, żeby zapytać, co słychać, jak z ręką i czy wrócił do pracy.
Usłyszałam kiedyś, że w kwestiach randkowania brzmię jak tabelki w Excelu i chyba coś w tym jest, bo pomyślałam sobie wczoraj, że jestem tak zajęta pracą, dziećmi i własnym życiem, że na związek mam czas dopiero między godziną 21-ą a 22-gą. Miałam swój czas w życiu, gdy pod wpływem wykładów księdza Pawlukiewicza (rodzaj mojej terapii) płakałam, że tata nie stawiał mnie na stołku i nie podziwiał "Jaka piękna moja księżniczka!", że nie dał mi wystarczająco dużo uwagi i nie zbudował mojej wartości, lecz zwykł powtarzać "Ty byłaś pierwsza, ale syn to dziedzic"; dziś wiem, że tata o mnie dba na swój sposób, bo przykładowo dał mi pszenicę dla odwiedzającej nasz dom w Laskowie sójki, skomentował lakonicznie "Zrobiłaś porządek", gdy mu powiedziałam, że zostawiłam L. z powodu picia, a po rozwodzie wziął część winy na siebie mówiąc krótko "Źle ci wybrałem męża". Mama może kazała mi się po rozwodzie natychmiast brać w garść, nie dała czasu na żałobę po stracie, nawet straszyła kilka razy w moim życiu, że odbierze mi dzieci, ale w ostatnich latach jest po peereleowsku wspierająca: kupuje mi zdrowe sałatki, orzechy, owoce i różowe wino (tylko takie pijam). Widzę różnicę między mną piętnaście lat temu, delikatnie mówiąc: rozedrganą, a dzisiejszą. Ostatnio często słucham tej piosenki i nawet miałam zamiar ją ustawić jako leitmotiv na Youtube, ale uznałam, że to będzie przesada z manifestowaniem poglądów, zwłaszcza przy słowach: "Yes, I am wise but it wisdom born of pain, yes, I've paid the price but look how much I gained", ciągle wzrusza mnie ten fragment, przypomina mi się moje sześć pobytów w szpitalu i lek, który będę musiała brać do końca życia. Drugą równorzędną piosenką, która mogłaby być moim życiowym mottem to Tina Turner "I don't wanna fight no more". Nie chcę już udowadniać siły każdego dnia.
Na razie upubliczniłam playlistę słuchaną w biurze dla lepszej motywacji. Miłego dnia!
Komentarze
Prześlij komentarz
Komentarze są moderowane. Anonimowe komentarze, komentarze osób bez własnych, aktywnych blogów i te, które przez autorkę zostaną uznane za zbyt wścibskie i złośliwe oraz te bez optymizmu, nie będą publikowane.