powrót do formy

Po piątkowym małym kryzysie odespałam zmęczenie. Na obecną chwilę czuję się znacznie lepiej i znowu jestem stabilna, co sprawia, że jestem w połowie prac deadline'owych w tym miesiącu; co będę mogła, zamknę w tym tygodniu. W pracy u klienta przyszła oferta nowego audytora, jest bardzo korzystna cenowo, więc sugeruję klientowi zmianę, poza tym ofertodawcą jest mężczyzna (czytaj: szansa na spełnienie wróżby). Pewnie okłamuję sama siebie, ale miło mi z tym, nie będę odbierać sobie prawa do małej fantazji.

Spotkanie z rodziną słodko-gorzkie: z mojego pokolenia oprócz mnie z dziećmi przyszedł jeden brat cioteczny z rodziną, siostra cioteczna z córką i mój brat rodzony z rodziną. Reszta kuzynów olała temat, jeden nawet skomentował "Nikogo nie będzie, to ja też nie idę". A przecież jedni dziadkowie mieli siedmioro dzieci, drudzy sześcioro, każde z nich ma parę i co najmniej dwoje potomków, którzy teraz też już są w parach i mają swoje dzieci. Jak to możliwe, że było nas tylu, a coraz mniej ludzi chce być razem? Ale z obecnymi na przyjęciu zabawa była przednia.

Niedziela bardzo słoneczna, posadziłam barwinki wzdłuż drogi do garażu. Przy okazji okazało się, że za dużo sadzonek zamówiłam i teraz mam jeszcze dziesięć doniczek barwinków do ulokowania na posesji. Znowu mam siłę układać życie.

Komentarze