weekend

Piątek uczyniłam sobie dniem wolnym od pracy zawodowej w związku z pomalowaniem sobie włosów u fryzjera. Spędziłam cudowny poranek w łóżku - kawa za kawą i sporo czytania. Kiedyś nie do pomyślenia, by w dzień deadline'u mieć urlop. Kolor włosów wyszedł świetnie, zupełnie nie płaski, a jednocześnie bardzo naturalny. Napracowała się fryzjerka. Nie zdecydowałam się na cięcie uważając, że mam jeszcze fajną linię włosów i niechże sobie rosną w spokoju. Przy okazji, widziałyście włosy modelek na ostatnim pokazie Prady?

Wieczorem czytałam krótką dyskusję na temat definicji gwałtu (ktoś napisał, o zgrozo, że gwałt jest wtedy, gdy jedna ze strona nie ma PRZYJEMNOŚCI, gdy ma przyjemność, to może mówić początkowo nie), więc doczytałam obecną  w polskim Kodeksie Karnym (coś mi się obiło o oczy jesienią, że będzie zmiana) - ma być consent. W następstwie w nocy śniło mi się, że jestem gwałcona przez diabła, mam przyjemność, a potem zarzucam mu brak wyraźnej zgody na seks. Jak się przebudziłam, to bolało mnie dosłownie wszystko. 

Sobotni poranek obudził mnie Dziewiątą Symfonią Beethovena na kanale Kultura, w wersji ukraińskiej - zamiast "Freude, Freude" śpiewacy i chór śpiewali "Chwała, chwała". Akurat czwarta rocznica wybuchu wojny na Ukrainie (nie przekonam się do mówienia "w Ukrainie"). Było to też pierwsze słuchane przeze mnie wykonanie dyrygowane przez kobietę - a znam chyba wszystkie wersje dostępne na Yt, bo jest to jeden z moich ulubionych utworów, nie tylko ze względu na piękno muzyczne, ale też na pewne podobieństwo losów twórcy i moich - w sensie pokonywanie choroby i trudności.  Beethoven był kompletnie głuchy, gdy komponował to dzieło, w ostatnim momencie dodał chór, a oklasków po pierwszym wykonaniu, które dyrygował, zwyczajnie nie słyszał, dopiero podeszła do niego jedna ze śpiewaczek, obróciła go twarzą do publiczności, żeby mógł oczami zobaczyć jej gorący aplauz. 

Na popołudnie zaplanowałam sobie maraton w kinie studyjnym - "Wichrowe wzgórza" (rozpoznałam Martina Clunesa w roli ojca Cathy, do tego miałam wrażenie, że wszystkie postacie oprócz męża Cathy mają zaburzenia psychiczne, a BDSM istniało od zawsze jako nienazwana praktyka), koprodukcja irańsko -francusko - luksemburska "To był zwykły przypadek" ("It was an accident") (Złota Palma w Cannes, oszczędny w formie) i "Kopnęłabym cię, gdybym mogła" (ja to jednak mam spokojne, zrównoważone życie). O wyższości kina studyjnego nad sieciowym już kiedyś wspominałam, w skrócie: niższe ceny biletów, brak popcornu na siedzeniach i brak uciążliwych reklam. 

W drodze powrotnej poleciał w radio "Sen o Wiktorii", mhm, to był piękny dzień.

Na niedzielę planuję zająć się kuchnią, może podłogami, a pewniej kawałeczkiem pracy zawodowej.

Popularne posty z tego bloga

nocny manifest i znowu mail

nie myślę o głupotach

sobota w łóżku edit.