Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2026

porządki w ogrodzie, czyli spodobałam się na brudno

  Obudziłam się przed budzikiem, jak się okazało na szczęście w samą porę, bo telefon miałam rozładowany. Kawka, jakieś Internety do kawki i przed siódmą przyjechały majstry do ogrodu, choć jeszcze wczoraj bałam się dzwonić, czy będą – ze względu na niemiłosierne upały. Ale minikoparka do wykopywania korzeni była umówiona, więc ekipa się stawiła. Od prac zrobionych serce rośnie – ogród wizualnie się powiększył, a ja się bardzo, bardzo cieszę, że pomysł wycięcia za wielkich już rozmiarami tuj wpadł mi do głowy i nie było większych problemów z realizacją. Teraz czekam, aż temperatury zelżeją i zabieram się za wyrównywanie dziur po korzeniach ściętych krzewów, a potem – na co jeszcze bardziej się cieszę – biorę się za nowe nasadzenia, tym razem chcę, by to były rośliny tak posadzone, by zawsze coś kolorowo kwitło. Żartowałam do sąsiadów, że muszę teraz tak wszystko zaplanować, by mieli ładny widok z okna salonu. Minikoparka przyjechała na lawecie, z operatorem koparki pogadałam trochę...

piekło

  na zewnątrz przedsionek piekła, tak gorąco. Ponoć już o szóstej rano było trzydzieści stopni ciepła. Po dwudziestu minutach jogi w klimatyzowanym studiu myślałam, że umrę niebawem. Po powrocie z praktyki siedziałam ponad dwadzieścia minut w wannie w zimnej wodzie, tę metodę schładzania ciała powtórzyłam po dosłownie pięciu minutach wywieszania prania na tarasie. W tujach spostrzegłam jakiegoś motyla-samobójcę. Żar taki, że mdleją rośliny od lat rosnące w gruncie. Obdzwoniłam rodziców, by tacie nie przyszło dzisiaj do głowy spacerowanie z psami; oraz do teścia. Z teściem gadka-szmatka, zeszło na jakość życia w dojrzałym wieku, wyraziłam opinię, że jego syn nie mógł w lepszym czasie mnie opuścić i że siostra teściowej wiedziała dobrze, co robi rozwodząc się po pięciu latach małżeństwa i pozostając singielką resztę życia, co teść zbył milczeniem. Weekend spokojny, przepiwniczony (czyli z powodu ostrego upału przesiedziany w czterech ścianach). W ciągu trzech dni w sumie z osiem godz...

praca hybrydowa

  Gdzieś od półtora miesiąca pracuję w systemie pracy hybrydowej. Pierwszego takiego tygodnia dosłownie zachłysnęłam się spokojem i ciszą. Coś tam sobie w domowym biurze dłubię, a przy okazji zupełnie nie mam wrażenia, że się męczę. Jak to określił syn, „całkowity focus na zadaniach”, zero rozmów pozapracowych, nie słucham głośnego myślenia koleżanki nad tym, że coś tam jej nie wychodzi, nie słyszę dyskusji o życiu szefa z nią, nie słucham narzekania na kolejne afery z lokalnymi politykami. Bardzo mi to odpowiada i jest to kolejny krok do podniesienia mojej jakości życia. Ze spraw społeczeństwa obserwuję przetaczającą się przez media dyskusję o „pladze” samotności i małej liczbie urodzeń. Samotność określa się jako zabijającą, tymczasem ja chciałabym sprecyzowania samego terminu. Jestem singlem, a samotna się nie czuję. 15 lat temu esej „Sama, nie znaczy samotna” napisała psycholog Katarzyna Miller. Dookoła mnie tyle przyjaznych osób. Może zdecydowałabym się na trzecie dziecko, ale...

prace nad ogrodem i wychodzenie z własnej bańki

  Kilka tygodni temu poprosiłam sąsiada o zgodę na pomalowanie betonowego ogrodzenia (sąsiad je stawiał w granicy na swój koszt, więc co najmniej brzydko by było malować bez tej prośby). Zgoda została udzielona, minął okres deszczy, ogrodzenie ma nowy kolor. A przy okazji zgadałam się na temat wycięcia czterech tuj od frontu. Sąsiad zgodził się w tym zakresie udzielić pomocy (obsługa piły), ale zanim do pracy doszło, zagadałam sympatycznego pana Mareczka i jutro już będą prowadzone prace w tym kierunku, z wykopywaniem korzeni minikoparką włącznie. Ostatnio lubię wieczorem posiedzieć chociaż z godzinkę, dwie na tarasie, z widokiem na ogród i brzozy poza nim. Myśle wtedy czasem, że dość dużo czasu straciłam piwnicząc w domu na życiu na czekanie, a przecież ono dzieje się TERAZ. Żal to strata czasu. Dużo rozmawiam z dzieckiem, ono wciąż mi przypomina, że jeszcze wiele lat (mam nadzieję) przede mną, oby w dobrej kondycji i z pozytywnym nastawieniem. Czasem dyskutujemy o wychodzeniu z w...

jakość życia

  sześć miesięcy i trzy dni po zerwaniu – czuję niesamowitą poprawę w jakości życia. Pisałam już, że przestałam żyć w napięciu, z którego nie zdawałam sobie sprawy. Ale też ogólny dobrostan – tak jak nazwa wskazuje – to jest teraz właśnie zgodnie z nazwą DOBROstan. Czuję to po zajęciach niedzielnej jogi, na których przestałam nerwowo spoglądać na tarczę zegara, a nawet na ekran telefonu (nieustannie sprawdzałam, czy nie przegapiłam jego telefonu). Czuję to po lepszym skupieniu na pracy zawodowej, którą po prostu mogę spokojnie wykonywać. Wreszcie – czuję to po wzrastających relacjach z dziećmi. Uregulował mi się dzień – nie czekam z jego zaczęciem na telefon od L. i nie przeciągam go do późnej nocy na wieczorny telefon od L. Żyję bardziej naturalnym rytmem. Audyt – nie tak jak w zeszłym roku – idzie w miarę sprawnie. O ile za czasów L. miałam sporo nerwów z nim związanych, teraz wiem, że i audytor, i ja gramy do jednej bramki – chodzi nam o zgodny z sytuacją klienta raport roczny. ...

problemy pierwszego świata

Obraz
to na przykład ten, że budując dom w Laskowie nie przewidzieliśmy  w łazience problemu podwójnych gniazdek i grzania wosku do depilacji przy jednocześnie włączonej do kontaktu suszarce i teraz, gdy ja nastawiam rano wosk w podgrzewaczu, syn mi go wyłącza przy okazji suszenia sobie włosów. Problem można by z łatwością ominąć wypinając suszarkę po użyciu z kontaktu i włączając z powrotem podgrzewacz do wosku, ale - bądźmy szczerzy - kto oprócz kobiet dba o takie szczegóły? Tymczasem czerwiec bawi się dzisiaj z nami w słońce-deszcz-słońce-deszcz serwując tęczę nad domem sąsiadów.

morning flow

Obraz
 poranna joga w niedzielę to najlepiej w siebie zainwestowane pieniądze. Uwielbiam! Czas mija niepostrzeżenie, a ja - mam wrażenie - wychodzę z praktyki z coraz większą gracją i wypogodzonym czołem. Może dzisiaj podziałam w ogródku korzystając z siły syna. Poza tym mam dylemat: którą kawę rozpocząć - poleconą przez sąsiada Blue Orca 32, czy jakąś nieznaną dla mnie, ale przywiezioną prosto z Włoch przez jednego z klientów?

randka- wyszłam ze strefy komfortu, czyli: czy było mi dobrze z nim, czy było mi dobrze ze sobą edit.

 Trzy dni zastanawiałam się, czy założyć konto na portalu randkowym. Syn się zapytał "Aż tak spragniona miłości jesteś?" Wreszcie w sobotę, tuż przed północą zdecydowałam się na ten krok, po czym od razu poszłam spać. Rano w niedzielę, jeszcze w łóżku, odpaliłam laptopa i zajrzałam na konto. Parę odzewów, w tym propozycja wyjścia w okoliczne górki jeszcze tego samego dnia. Mnie zatkało, bo rozumiem, że szkoda tracić czas, ale żeby tak szybko? Odpisałam dopiero popołudniu, że owszem, ale nie spodziewałam się, że tak szybko, może w poniedziałek. On zaproponował godzinę i poprosił, żebym wybrała miejsce, w którym poczuję się komfortowo. Pomyślalam, że dobrze się zapowiada. Kiedy byłam na studiach i łaziłam po dziwnych miejscach dorabiając sobie przez bycie ankieterką, mój koordynator zwykł powtarzać: "Nie chcesz, żeby cię zgwałcili? załóż spodnie". Więc poszłam w dżinsach i balerinach, na wszelki wypadek, gdybym miała uciekać. Przed wyjściem syn poczęstował mnie opowie...

trauma dumping

Obraz
poznałam dzisiaj nowe pojęcia - duff i trauma dumping. Zwłaszcza to drugie dotknęło wrażliwego obszaru - ja kiedyś nieświadomie stosowałam trauma dumping, jak i potem byłam jego ofiarą. Niestety, tak mam, że cudze słowa o traumach osób trzecich wpływają na moje ciało, ja się po nich fizycznie źle czuję, czułam, że coś jest nie tak, tylko nie umiałam tego nazwać.  Nie oglądam i nie czytam już horrorów (uwielbiałam na potęgę w latach nastoletnich), nie lubię oglądać filmów wojennych, o tematyce obozowej (chyba ostatni taki, który widziałam to było "Życie jest piękne"). a przecież w latach dziecięcych zaczytawałam się lekturach jak "Pięc lat kacetu". Wprost: czytanie o cudzej traumie powoduje u mnie na nowo przeżywanie własnej. Dlatego nawet z lektur internetowych świadomie zrezygnowałam. Rozumiem, że życie jest trudne, ale chcę zachwycać się tymi dobrymi momentami. Dlatego wyszłam dzisiaj na taras po burzy i poczułam ten piękny zapach powietrza po deszczu, który nawet...

ogród to proces

dzisiaj rano obudziłam się po czwartej i pojechałam nad rzekę obejrzeć mgłę. Potem jednak usnęłam znowu i okazało się, że dziecko już na nogach. Miałam niedorzeczny sen w tym czasie, szkoda go nawet opisywać. Natomiast pierwszą myślą po pobudce była ta, że odkąd nie jestem z L., poznałam czterech nowych fajnych, jak mi się udało wystalkować w Internecie - wolnych mężczyzn, tylko jednego skreśliłam za palenie papierosów i małoletnie dziecko. Ale jak to w życiu bywa, żaden nie zareagował na moje zainteresowanie. Tymczasem w równoległym życiu  w rozmowie z sąsiadami wczoraj udało mi się ustalić, że w te wakacje sąsiad pomoże mi ściąć trzy ostatnie tuje. Mam piłę, moi synowie mu pomogą. Powstał mały problem, gdzie wyrzucić tuje, bo znajomy, który je wywoził dwa lata temu, przeszedł ciężki udar i obecnie jest wożony na wózku, ale powiedziałam, że gdyby pociąć je na kawałki, to spakuję w brązowe worki i będę systematycznie wystawiać z bioodpadami do zabrania. Oczywiście ja już w głowie p...

dopaminowy detoks - edytowane

Trzeci dzień urlopu. Tyle wolnego czasu naraz, że zaczęłam wpadać na dziwne pomysły. Na przykład taki, żeby założyć konto na portalu randkowym. Nie dlatego, że nagle zapragnęłam wielkiej miłości, nie dlatego, że doskwiera mi samotność. Po prostu miałam za dużo wolnego czasu. To zabawne, jak człowiek potrafi pomylić nudę z potrzebą zmiany życia. Na szczęście nauczona doświadczeniem nie zrobiłam nic od razu. Postanowiłam odczekać. Pomyślałam, że gdy wrócę od poniedziałku do pracy, ochota na portal sama mi przejdzie. I wtedy dotarło do mnie, że wcale nie chodzi o większą szansę na poznanie kogoś - nie chcę w ten sposób. Ja się boję, że znowu z portalu fatalnie wybiorę. Portal randkowy jest dla mnie jak posiłek, który mi szkodzi. Wiem, że nie jestem głodna. Wiem, że następnego dnia nie będę z siebie zadowolona. Ale przez chwilę wydaje się świetnym pomysłem. Następnego dnia, gdy pojawiła się ochota na portal, wyszłam na taras, przesiedziałam na nim kilka godzin, coś tam porobiłam w ogrodzie...

migawki

Obraz
1.oglądałam jakiś film w telewizji. młoda dziewczyna dostała pierwszy okres, ojciec na wieść o tym uderzył ją w twarz. ponoć żydowska tradycja. ja też dostałam w twarz od matki na taką wiadomość.  matka powiedziała mi, że to po to, żebym była skromna. 2. czy Bóg Wszechmogący jest w stanie stworzyć kamień, którego sam nie podniesie? 3. czytam "Poezje zebrane" Świrszczyńskiej. wiele o mnie. 4. z obcymi mam problemy z komunikacją, zwłaszcza w słowie pisanym, bliscy rozumieją, co chcę przekazać. napisałam kiedyś, że mogłabym utrzymywać mężczyznę, zapytana o to bardzo się zdziwiłam, bo to nie znaczy, że wezmę sobie na utrzymanka, byle mieć faceta; miałam na myśli związek, jaki mają moi rodzice: najpierw zarabiali podobnie, potem tata zrobił kasę i wybudował dom, mama straciła pracę, potem tata zbankrutował, mam robi kasę i zbudowała drugi dom. wzajemne wspieranie się. 5. reklama delikatesów centrum cała zrobiona jest przez AI i nawet zaśpiewana sorą. reklama e-urzędu skarbowego te...

zbieram w sobie obrazy

 1. żyjemy w nieustającej zmianie, co widoczne jest nawet w reklamach. W latach 90-tych w reklamach krew na podpaskach była estetycznie niebieska, dzisiaj jest buroczerwona i nie kapie idealnie na środek. W latach 90-tych w reklamach prały i sprzątały tylko kobiety, jak faceta pokazali w reklamie środka do czyszczenia szyb to był absolutny dziwak; dzisiaj w reklamach to faceci ładują zmywarki, wybielają plamy z fartuchów kuchennych, piorą skarpety drużyny piłkarskiej po meczu, ścigają się z córkami w myciu naczyń. 2. zostałam wychowana w kulturze zapierdolu (ładnie to wtedy nazywano patosem pracy). moja mama (73 lata) wciąż jest aktywna zawodowo i w sumie (to smutne) nawet prywatnie nie rozmawia o niczym innym, jak tylko o tym, jak wciąż dużo do roboty jest. wiele lat zajęło mi przewartościowanie życia i wciąż łapię się na tym, że muszę świadomie pracować na work-life balance. teraz na urlopie dostałam telefon z pracy, że dzwoniła asystentka audytora i musiałam się powstrzymywać, b...

warszafka X prowincja

Od dziewiętnastego roku życia jestem naturalizowaną wieśniaczką, mimo że albo uczyłam się w miastach, albo w nich zarabiałam pieniądze. Ostatnio jeden z klientów w poszukiwaniu rozwiązania pewnego problemu zwrócił się o pomoc do firmy ze stolicy. Ja się nieco zdenerwowałam, gdy wyguglowałam ich stronę w Internecie i opis na niej "pomagamy, gdy dział [za który jestem odpowiedzialna u klienta] jest niewydolny". Ale nic to. Pomyślałam (i nawet napisałam na blogu), że traktuję to jako szansę na poznanie nowych ludzi. Zaczęło się korporacyjnie, angielskojęzyczne nazwy stanowisk, wydumane prezentacje, spotkania online, które można by zamknąć w jednym mailu. Ja tymczasem porozmawiałam po ludzku z prawą ręką właściciela, wytłumaczyłam mailowo dane, które prezentuję co miesiąc (tu przyznaję się do overthinking - zamiast napisać jednego maila, ja w ciągu dwóch godzin stworzyłam ich chyba z osiem), czyli jak to określa mój audytor "zidentyfikowałam miejsca powstawania zagrożeń...

rozdrapywanie przeszłości

Obraz
 myśli z ostatnich dni 1. niektóre lektury mi nie służą. Przykładowo przez jakiś czas byłam stałą czytelniczką różnych for i grupy facebookowej poświęconych nieudanym relacjom, narcyzmowi, psychofagom, zwykłemu niespełnieniu w związkach itd. zanim zorientowałam się, że tak naprawdę nie sprzyja to mojemu wzrostowi, a pogrąża w przeszłości. Odcięłam się od wszelkich takich lektur. 2. w związku z moimi emocjami na weselu w weekend doszłam do wniosku, że nie wiem kiedy uciekło mi ćwierć wieku. 3. jestem za stara na przerzucanie się argumentami i pretensjami w postaci SMSów, wiadomości whatsappowych, itd. m.in. ze względu na utrudnieniu w rozpoznawaniu intonacji głosu, zachowań niewerbalnych. Na messengerze mogę co najwyżej napisać synowi, żeby kupił świeże bułki. 4. skupiam się na relacjach z ludźmi, z którzy są w moim realnym życiu, przy czym więcej jest w nim ludzi spoza krewnych. 5. krytykować może mnie tylko władza sądownicza i mój bezpośredni przełożony. 6. dzisiaj w nocy prawie m...