porządki w ogrodzie, czyli spodobałam się na brudno
Obudziłam się przed budzikiem, jak się okazało na szczęście w samą porę, bo telefon miałam rozładowany. Kawka, jakieś Internety do kawki i przed siódmą przyjechały majstry do ogrodu, choć jeszcze wczoraj bałam się dzwonić, czy będą – ze względu na niemiłosierne upały. Ale minikoparka do wykopywania korzeni była umówiona, więc ekipa się stawiła. Od prac zrobionych serce rośnie – ogród wizualnie się powiększył, a ja się bardzo, bardzo cieszę, że pomysł wycięcia za wielkich już rozmiarami tuj wpadł mi do głowy i nie było większych problemów z realizacją. Teraz czekam, aż temperatury zelżeją i zabieram się za wyrównywanie dziur po korzeniach ściętych krzewów, a potem – na co jeszcze bardziej się cieszę – biorę się za nowe nasadzenia, tym razem chcę, by to były rośliny tak posadzone, by zawsze coś kolorowo kwitło. Żartowałam do sąsiadów, że muszę teraz tak wszystko zaplanować, by mieli ładny widok z okna salonu. Minikoparka przyjechała na lawecie, z operatorem koparki pogadałam trochę...