19/12

Nie mogę się napatrzeć na moje "pazurki".



Wczoraj w pracy zabawa w chowanego przed urzędnikami urzędu skarbowego, którzy usiłowali doręczyć na gwałt korespondencję (stara zasada - od 18 grudnia nie odbierać korespondencji ze skarbówki). Musiałam mijać się z prawdą w rozmowach z nimi jako osoba upoważniona do odbioru listów (nie przyznałam sie w rozmowie z urzędnikiem, że ja to ja) i w sumie najpierw uciekłam do klienta, a o trzynastej uciekłam do domu, bo pan ze skarbówki bardzo natrętnie wydzwaniał, że koniecznie dzisiaj musi osobiście dostarczyć pismo. Nie z nami te numery. Skoro nie wysyła pocztą i koniecznie DZIŚ, to znaczy, że to BARDZO ZŁA wiadomość i tym bardziej trzeba ją przenieść na nowy rok. W związku z powyższym podjechałam do biura po kinie wieczorem ("Prawdziwy ból", dobrze sie ogląda) i zabrałam  dokumenty do domu i do świąt będę pracować zdalnie. To znaczy mam nadzieję, że wyrobię sie jutro ze wszystkim i będę mogła zająć się swoim osobistym życiem. 

Dostałam premię świąteczną w kwocie, którą nie ma się co chwalić, ale z drugiej strony lepiej przytulić cokolwiek, niż nic. Za pół premii nakupiłam sobie swetrów, guglowałam i guglowałam, i wyguglowałam pewną rodzimą markę o dobrym składzie o 60 zł taniej niż za ten sam sweter wełniany z Allegro i każdy poniżej 200 zł, w jakimś warszawskim butiku. Chciałabym, aby mój wewnętrzny popyt wreszcie się nasycił, jak po rzuceniu przez rząd masła na rynek. Ale kto to wie, czasami nie panuję nad sobą. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

trochę się zniechęciłam do poszukiwania tego jedynego

błąd w myśleniu? - znowu refleksje - dużo wątków

weekend