204
Akcja "Bluszcz" w sobotę w toku. Znalazłam w piwnicy jeszcze sześć worków bio i razem z synem "uskubaliśmy" jeszcze pięć tej niecnej rośliny. W zasadzie prawa strona domu wyczyszczona, zostało to, co zeszło do poziomu piwnicznego w okienku od piwnicy, sprawa trudniejsza, bo na zewnątrz jest krata, więc z zewnątrz nie ma dostępu, może dzieciaki otworzą okienko piwniczne od środka i jakoś dadzą radę to wyskubać do końca. W nagrodę postawiłam młodemu pizzę. Ukochany pyta, dlaczego usuwam bluszcz, skoro jeszcze trzy lata temu nie przeszkadzał; "zmieniła mi sie koncepcja ogrodu" odpowiadam. W ogóle to cieszę się, że jest to ogród przydomowy, bo pracuję w dwudziestominutowych interwałach z godzinną przerwą, kiedy chowam się przed słońcem na kawę w domu.
Poza tym złamała mi się suszarka na pranie, musiałam jechać do Castoramy po nową. Coś też dzieje się z pralką, bo "zapomina" programu, muszę ją ręcznie startować do płukania. Ma dopiero cztery lata.
Podobają mi się domy porośnięte bluszczem, ale to nie ja w takowym mieszkam, więc może nie znam ich wad.
OdpowiedzUsuńZazdroszczę energii na te wszystkie prace. Ja z zapałem kilka lat temu zabrałam się do uprawiania ogródka, ale już mi ten zapał osłabł, nie chce mi się. Zasiałam dla świętego spokoju łąkę kwietną, w dodatku niedokładnie odchwaściłam grunt i teraz mam za oknem radosny bałagan. Ale szczerze mówiąc, dobrze mi z tym. Moje łąkowe kwiaty bardzo przyciągają pszczoły.
Z jednej strony lubię bluszcz, z drugiej inwazyjne cholerstwo, trzeba je mieć na oku, bo nas zje :D
OdpowiedzUsuń