227
W niedzielę rano mózg odmówił mi posłuszeństwa i zrezygnowałam z jogi. Oby to nie była stała praktyka.
Potem w południe dałam chłopakom rosół, poprosiłam (wreszcie skutecznie) o zajęcie się bluszczem i oto mam suche gałęzie wreszcie oderwane od kolumien i balkonu, niestraszące obserwatorów z ulicy. Niestety, te ponad dwadzieścia lat temu nikt mnie nie ostrzegł, że bluszcz czy wino nie nadaje się na nowoczesne tynki i zostały brzydkie ślady. Przez chwilę podziwialiśmy fakt, że Junior oderwał cały kawał, który kształtem dopasował się do kolumny - naprawdę to fascynujące, że rośliny potrafią się tak przystosować.
Popołudniem, po nakarmieniu psów u moich rodziców, pojechaliśmy na kręgle - oczywiście sprzyjało mi szczęście nowicjusza i z pięciu czy sześciu rund przegrałam tylko jedną. Od mamy pożyczyłam sobie skarpetki (jakoś założenie butów do kręgli na gołe stopy mnie przerastało, a zapomniałam zabrać swoich) - przy okazji przejrzałam jej szuflady w sypialni, w tym cztery szuflady pełne serwetek o średnicy 20 cm, szafa ubraniowa niedomykająca się, oj komuś stanowczo przydałby się mocny decluttering.
Komentarze
Prześlij komentarz
Po kilku miesiącach przerwy ponownie włączam możliwość komentowania.
Tamta decyzja była świadoma — potrzebowałam ciszy i przestrzeni dla siebie po zakończeniu związku, którego końcowy etap to trudne doświadczenia z osobą popadającą coraz głębiej w nałóg.
Dziś jestem w innym miejscu, dlatego wracam do dialogu.
Jeśli chcesz coś tu zostawić — opinię, refleksję, swoje doświadczenie — będzie mi miło.
Zostawiam sobie jednocześnie prawo do moderowania tej przestrzeni tak, żeby pozostała bezpieczna i sensowna.