276 Historia mojego dziecka

 Mój wpis z innego bloga

Bardzo bym chciala napisac dla Jarmuża jakieś mądre i podtrzymujące na duchu słowa w kwestii córki.

Ale do głowy przychodzi mi tylko historia mojego starszego syna.

W podstawówce lekki bunt, skończyło się na opinii psychologicznej i niemal rocznej terapii psychologicznej, co było przedmiotem rozmów nie wiem, ale myślę, że na karb złożył się i rozwód, i dojrzewanie, i moja choroba (moje pobyty w szpitalu były obciążeniem dla całej rodziny). Jednocześnie w szóstej klasie zostal laureatem Kangurka matematycznego.

W gimnazjum natomiast wagary, miał dojeżdżac gimbusem do innej miejscowości do szkoły - wychodził rano, chował się w krzakach (jak sie potem okazało), jak wychodziłam do pracy, wracał do domu i gral na komputerze. Jak go na tym złapałam (po telefonie od wychowawczyni wyszłam z biura i pojechalam do domu w trakcie dnia pracy), to schował się przede mną pod biurkiem. Jak kończyl gimnazjum, to wychowawczyni stwierdziła, że "taki talent z matematyki zmarnował", ja pomyślałam sobie, że jeszcze wszystko przed nim, ale nic się nie odezwałam.

W technikum  - mimo, że technikum najlepsze na całe miasto - załamka, bo oprócz niego dla wszystkich innych uczniów profil klasy byl drugim, a nie pierwszym wyborem. Raz wróciłam do domu, a na blacie w kuchni pusta flaszka po wódce i siedem kieliszków (umytych). Wśród pościeli znalazłam odymioną fifkę - jak myślę po marihuanie. Nie zdał z matematyki po awanturze z matematyczką. Potem, ledwo skonczyl osiemnaście lat spadł z balkonu i złamal stopę, znowu problemy ze szkołą. Ostatecznie skończył liceum zaocznie, gdzie materiał z wszystkich przedmiotów wymaganych do koncowych egazminow przerobił w trzy czy cztery miesiące. Rok później zdał bardzo dobrze maturę (między innymi rozszerzoną matematykę) do której też przygotywał się sam. W tak zwanym międzyczasie z technikum wydzwaniał za mną pedagog szkolny, że Junior im "bruździ" nieobecnościami w papierach i żeby zabrał papiery ze szkoły. Oczywiście tego nie zrobił (chodziło mi o ubezpieczenie zdrowotne, które przysługuje jeśli dziecko dorosłe sie uczy), ja pedagoga zablokowałam w telefonie. Szkoła przysłala mu pismo, że zostało wszczete postępowanie usuwające go z technikum, napisałam odpowiedź i na tym sie skończyło. Zrobił prawo jazdy.

Obecnie Junior jest studentem drugiego roku matematyki.  Przygotował swojego brata do matury z matematyki. Pół roku temu sam mi powiedział, że teraz już wie, że będąc miłym i uprzejmym dla innych w systemie edukacyjnym da się więcej osiągnąć, niż wiecznym buntem. W wolnym czasie, tak jak inni rozwiązujż krzyżówki, on rozwiązuje sobie zadania matematyczne. 

P.S. W podstawówce raz siadłam z nim do pracy domowej z angielskiego, to było gorsze, niż pamiętna scena z "Dnia świra". Obecnie zapisał się do grupy angielskiego na C1. 


Komentarz 1:Chciałoby się powiedzieć, że każdy sam musi znaleźć własną drogę. I to nie zawszejest drogarodzicó.. Najgorzej, że nie wiemy czy dziecko nie zmarnuje swojego talentu, nie przegapi szansy.

Komentarz 2: To w sumie budującą historia...ale na pewno po drodze było ci ciężko. W przymus nie wierze ale ja mam młodsze dziecko(11) i jeszcze przed faza buntu. Oby dostała się do sensownej szkoly zanim to nadejdzie - sama byłam okropnie głupia. Na studia poszłam na przekor mamie - i to nie była dobra decyzja;) z perspektywy czasu może lepiej żeby bunt przyszedł wcześniej...

Moja odpowiedź: ja sobie powtarzam, że nie przężyje ich życia za nich, moge rozmawiać, tłumaczyć, ale generalnie staram się wspierać w ich osobistych decyzjach. Teraz młodszy poszedł na niewymagający i zbyt ogólny moim zdaniem kierunek studiów, ale powtarzam sobie, że potem może jak ja robić inne studia i wszelkie kursy. czywiście nie powiedzxiałam młodszemu, co mysle o jego studiach, widziałam go na anglistyce i na widzeniu go na tym kierunku się skończylo. też w sume starszy z przedmiotów do wyboru miał psychologię, ja bym to brała w ciemno, a on wolał na kulturę anglosaską.

Komentarz 3: Ja dopiero w późnej dorosłości przekonałam się, że wiecznym buntem nic nie osiągnę. Ale ja w rodzicach nie miałam ŻADNEGO wsparcia :/ Budująca jest Twoja historia

Moja odpowiedź: no nie było fajne latanie do szkół na wywiadówki i zostawanie na osobistą rozmowe w sprawie ucznia, a potem latanie po okolicznym MONAR, żeby zrobić testy narkotykowe, ale wyróśł z tego.

Komentarz 4: Dzięki za tę historię. Mnie niepokoi, że pójdzie to w stronę taty. Sukcesy w pewnym sensie ma, ale niczego nie kończy. A najczęściej nawet nie zaczyna.

Moja odpowiedź: Ja też się bałam, że pójdzie w strone ojca, bo takie cechy wykazywał i powtarzałam sobie, że będzie dobrze, bo po mnie ma grupe krwi. Przez to dużo do siebie miałam pretensji, że przed ślubem nie wyhaczyłam tych wszystkich czerwonych flag. Ale eks też na swój sposób sie uspokoił (no może z wyjątkiem strefy uczuciowej, ma obecnie pięcioro dzieci z trzema kobietami), nawet doktorat zrobił.

Komentarz 5:System edukacyjny to jest trochę żart. W liceum miłam może 60% obecności na lekcjach. Matmę i fizykę zaliczyłam tylko na 2, ale z polskiego, historii, geografii, angielskiego i biologii zawsze byłam dobra, nawet jeśli opuściłam 3/4 lekcji :D aczkolwiek nigdy nie byłam niemiła (może poza gimnazjum, ale miałam wtedy 13 lat i hormony robią swoje). Może nie wyrosłam na girl boss, może nie mam super akademickich osiągnięć, ale wiodę sobie spokojne wygodne życie. Wyścig szczurów w Polsce jest dla mnie bardzo dziwny, i z tego powodu łatwiej mi się żyję na angielskiej wsi :) Dlatego może czasem warto odpuścić i dać dziecku trochę wolną rękę (oczywiście w granicach przez nas postawionych). Ale mi to chyba łatwo mówić, jako bezdzietnej lampuciarze :)

Moja odpowiedź: mój młodszy w technikum chodził, jak chciał, pilnowal tylko, by miec wymaganą frekwencję do zdania. Z puntku widzenia dziadków (moich rodziców) byłoby to nieakceptowalne, więc nawet z nimi nie rozmawiałam nigdy na ten temat.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

tym paru znajomym czytelnikom

wczoraj

ale śniegu