280 po imprezie

 Impreza jak impreza, niektórzy się opili, ale generalnie myślę, że zabawa była dobra. Ja wyszłam wcześniej, tłumacząc się pacjentem w domu. Na pewno sala bardzo ładna i smaczne jedzonko.  Moje dzieci zostały, bo miały swoimi samochodami porozwozić pijane towarzystwo. W ogóle to pozowałam do wspólnego zdjęcia z dziećmi i wyglądam przy nich jak malutka kurka, a przecież mam metr siedemdziesiąt wzrostu. Mama bardzo się wzruszyła i miała łzy w oczach. 




Z pacjentem nie jest tak źle, bo się do mnie w niedzielę zaczął dobierać, choć twierdzi, że kolana go nadal bolą.  Ja na zaloty odpowiedziałam chłodem: może się rehabilitować u mnie w domu, ale jeśli miałoby dojść do zbliżenia, to tylko u niego na chacie (w polskiej chacie u niego nigdy nie byłam, ale z drugiej strony 90% czasu relacji upłynęło na jego pobycie w Holandii) albo po uprzednim zapoznaniu mnie z jego córkami. Wiem, że to granie seksem, ale albo będę dla niego "miła" i niemiła dla siebie, albo odwrotnie. Generalnie jest dobrze, bo nie wkurza mnie to, że byłam z nim 24/24.  Jest szansa dla nas. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

trochę się zniechęciłam do poszukiwania tego jedynego

błąd w myśleniu? - znowu refleksje - dużo wątków

weekend