285 nocne Polaków rozmowy

 Wczoraj rozmawiałam telefonicznie ze starszym dzieckiem, zahaczyłam o problem, który wynikł w związku z L. (ta prośba o ewentualną zmianę pieluchomajtek). Mówię do dziecka, że gadałam z bratem i brat na to powiedział, że w razie "W" zmieniłby żonie pieluchę. Dziecko na to: "OK, ale twojego dla twojego brata to żona, mają wspólne dzieci." To fakt, zwłaszcza w obliczu tego, że wciąż dzieci L. znam tylko z facebooka. Tym bardziej utwierdziłam się w przekonaniu, że dobrze że w czasie pobytu L. u mnie nie było zbliżeń. Można kogoś potraktować jak przyjaciela, ale bez przesady, nie idźmy w eskimoską gościnność (Eskimosi ponoć udostępniają swoje żony i córki gościom na noc). 

Troszkę też boli podejście młodszego dziecka, że tata po rozwodzie był OK-rodzicem, zwłaszcza, że cały ciężar dziennej opieki nad dziećmi spadł na mnie, a eks widywał je cztery dni w miesiącu. Tym bardziej, że eks w ogóle nie zastanawiał się, czy ja w ogóle nadaję się do samodzielnej opieki nad dziećmi będąc tuż po trzymiesięcznym pobycie w psychiatryku i próbie s. Pamiętam, gdy w pierwszym roku nowej pracy po rozwodzie nie miałam z kim zostawić dzieci, żeby zostać w nadgodzinach, więc wracałam z biura, odbierałam dzieci z przedszkola i szkoły, zajmowałam się nimi, kładłam spać, a potem wracałam w nocy di biura pracować, by nad ranem wrócić obudzić dzieci i zawieźć je do placówek. Myślę, że mogłoby być tak, że gdyby opieka była dzielona na pół, moje życie randkowe inaczej mogłoby wyglądać dzisiaj, może gdzie indziej stałabym dzisiaj zawodowo. Akurat tego tematu w czasie pobytu u mnie dotknął L., nawiązując do prawa jakiegoś amerykańskiego stanu, gdzie po rozwodzie obowiązkowo orzeka się naprzemienną opiekę rodziców nad dziećmi i okazało się, że wobec takiego rozwiązania prawnego liczba rozwodów znacząco spadła.

Więc z młodszym też o tym porozmawiałam. Nie wiem, czy dotarły do niego moje argumenty, że czuję sie niesprawiedliwie potraktowana przez eks jako rodzica i że potrafiłam oddzielić eks jako mojego byłego partnera i eks jako rodzica wspólnych dzieci po rozwodzie. Skończyło się na tym, że dziecko orzekło, że Anka (moja następczyni) powinna to rozróżniać, a nie alienować jego tatę od dziecka, natomiast ja nie usłyszałam słowa zrozumienia, a raczej to, że rodząc dziecko powinnam była być przygotowana na to, że będę sie nim zajmować 24/24/7. Na argument, dlaczego ojca taka opieka miałaby nie dotyczyć, nie usłyszałam odpowiedzi. Natomiast zapytał, czego ja od niego oczekuję deprecjonując jego tatę jako ojca (wspomniałam, że eks odchodząc obiecał mi wszelką pomoc przy dzieciach, w tym codzienne kładzenie ich spać i czytanie książeczek na dobranoc, nic sie z tego nie zdarzyło, a przez pierwsze dwa lata brał ich nieregularnie na parę godzin), czy ma stanąć przed tatą i powiedzieć mu w twarz "jesteś zdradzaczem i takim tam". I że nawet jeśli tata na początku "zapomniał o dzieciach", to potem wszystko nadrobił. Ech, ciężkie to wszystko.

Nie na to się umawiałam wychodząc za mąż. Ot, takie moje "gorzkie żale", natomiast to nie jest tak, że temat, jak to sie teraz mówi, samodzielnego macierzyństwa, jest non stop na tapecie.

Potem rzuciłam mu jeszcze hasłowo tematy "W związku też można być samotnym" oraz "Sam nie oznacza samotny" do przemyślenia.  

Mam pewne przemyślenia na temat kosmetyków, których używam od kilku miesięcy, chciałabym zrobić wpis o nich, bo jestem bardzo z nich zadowolona. 

Edit: właśnie wróciliśmy z kina studyjnego z filmu "Chopin, Chopin". Jestem absolutnie zachwycona i wzruszona, jak wzruszony był Chopin w scenie, gdy wychodzi do demonstrującego ludu i widzi prostą kobietę grającą na rozstrojonym fortepianie jego utwór. Muzyka wysoka wyszła z salonów... Cieszę się, że tego dane mi było doświadczyć wspólnie z synem.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

trochę się zniechęciłam do poszukiwania tego jedynego

błąd w myśleniu? - znowu refleksje - dużo wątków

weekend