291
Weekend cudowny. Zadowolone nawet dziecko, bo mama posprzątała i zrobiła obiad nie tylko w sobotę, ale też w niedzielę.
Bo jakoś naładowana pozytywną energią byłam.
Ukochany bardzo ukochany i wszystko, co separowało, odeszło w cień. Jakkolwiek on wie, że moje nastroje falują jak sinusoida. Kocham bardziej, niż zdaję sobie sprawę. Ale ważne dla mnie, że kocham, a przy tym nie jestem uzależniona. Pięknie się różnimy, nie jesteśmy dwiema połówkami pomarańczy, a osobnymi, całymi owocami. Każde z nas jest całością, a jednocześnie się uzupełniamy. Jestem ciekawa, jak to dalej się potoczy, nie na wszystko mam wpływ i musiałam się z tym pogodzić.
Po tym, jak pojechał do siebie, poszłam z dzieckiem na kina na "Lot na kukułczym gniazdem". Wszystko fajnie, rozumiem istotę wciskania jednostki w ramy społeczeństwa, ale nie rozumiem, dlaczego Wódz a końcówce filmu zabija głównego bohatera. Czy oznacza to śmierć jako formę ucieczki od systemu?
Po kinie zaproponowałam dziecku wybrany przez nie dowolny fastfood, padło na "Popeye's", ja się rozczarowałam jedzeniem i dziecko chyba też.
Chcę walczyć z dodatkowymi kaloriami.
Na pierwszy ogień poszły chrupki, które szefowa kupuje w pracy. Wyrzuciłam zapas do śmieci.
Gdy tylko są i posmakuję jednego, potrafię wrzucić na ruszt całą paczkę.
Bardzo niedobrze.
Komentarze
Prześlij komentarz
Komentarze są moderowane. Anonimowe komentarze, komentarze osób bez własnych, aktywnych blogów i te, które przez autorkę zostaną uznane za zbyt wścibskie i złośliwe oraz te bez optymizmu, nie będą publikowane.