293
Postanowiłam odchudzać się na "lodówkę społeczną". Otóż mam taką w pobliżu biura w mieście, jest to lodówka, do której można zanosić jedzenie zdatne do spożycia dla ludzi, którzy na przykład mają problem bezdomności. W poniedziałek zaniosłam tam ciasto, które kupiłam dla L. - ja nie zjadłabym, dziecko też nie; we wtorek - rogaliki, które w biurze przypadły na mnie w "podziale łupów".
L. stwierdził, że mam do niego masę cierpliwości. Tak, nabyłam jej, on jest tak powolny w działaniach, że na początku chciałam chodzić po ścianach, musiałam się nauczyć czekać. Jest za to bardzo słowny, choć czasem zdarza mu się zapomnieć o drobiazgach, które w sumie nie maja żadnego znaczenia.
L. ma cierpliwość do mnie, zważywszy na to, że w pierwszym roku zrywałam z nim trzynaście razy.
Ostatnie dni po wspólnym weekendzie dzwonił do mnie w środku nocy z pytaniem, jak to będzie, kiedy zamieszkamy razem. Odpowiadam zawsze: "Będę Ci ciosać kołki na głowie w kwestii odżywania się".
Zaproponowałam, że mogę mu podpisać zrzeczenie się spadku po nim, by jego dzieci nie pomyślały, że chcę jego majątku.
Już nie boję się perspektywy zamieszkania razem, miałam próbkę, kiedy był u mnie po ostatnim szpitalu i w połączeniu z moimi regularnymi wyjściami do biura to działało.
Komentarze
Prześlij komentarz
Komentarze są moderowane. Anonimowe komentarze, komentarze osób bez własnych, aktywnych blogów i te, które przez autorkę zostaną uznane za zbyt wścibskie i złośliwe oraz te bez optymizmu, nie będą publikowane.