295
Waga ruszyła - po pobycie L. u mnie osiągnęła jak dla mnie punkt krytyczny, bo było już 61 kilo, natomiast w czwartek przed spaniem była już pożądana piątka z przodu.
Wczoraj w drodze z biura do domu piękne słońce, akurat jak jechałam alejką wśród drzew i potem koło Warty. Wysłałam na rodzinną grupę, a dziecko zaskoczyło mnie komentarzem.
Nie umiałam zasnąć do czwartej nad ranem, więc z nudów przejrzałam konto na Facebooku - usunęłam z niego wszystkie zbędne posty, które kiedyś wyprodukowałam w nadmiernych ilościach, znalazłam przy tym kilka starych zdjęć, które z nostalgią wstawiłam na Instagram.
Na dziś biuro mamy zamknięte, ale i tak musze jechać do miasta, bo jedzie do mnie tam kurier z paczką (myślałam, że normalnie będziemy pracować w piątek i nie zamówiłam do paczkomatu), przy okazji odwiedzę cmentarz w mieście.

Komentarze
Prześlij komentarz
Po kilku miesiącach przerwy ponownie włączam możliwość komentowania.
Tamta decyzja była świadoma — potrzebowałam ciszy i przestrzeni dla siebie po zakończeniu związku, którego końcowy etap to trudne doświadczenia z osobą popadającą coraz głębiej w nałóg.
Dziś jestem w innym miejscu, dlatego wracam do dialogu.
Jeśli chcesz coś tu zostawić — opinię, refleksję, swoje doświadczenie — będzie mi miło.
Zostawiam sobie jednocześnie prawo do moderowania tej przestrzeni tak, żeby pozostała bezpieczna i sensowna.