299
Wyszedł mój straszny babol w pracy, bardzo się zdenerwowałam, ale audytorka zgodziła się, żebym go poprawiła, ja po kilku godzinach ochłonęłam i doszłam do wniosku (kolejny raz), że moja praca to nie wojna, ani operacja na żywym organizmie, że pomyłki się zdarzają, a grunt to fakt, że zawsze można je poprawić.
Prawie miałam napić się z tego powodu różowego wina (dar od mamy), ale się powstrzymałam.
"Traktat o łuskaniu fasoli" mi nie idzie, już nawet pomyślałam sobie, że to kolejna książka z nagrodą Nike, która dla mnie jest poniżej oczekiwań. Ale może rozdział za rozdziałem domęczę, może książka potrzebuje się rozkręcić. Przynajmniej dzisiaj wrócę do tej książki, po tym błędzie w pracy jestem taka pobudzona (pomimo dwóch Validoli), że nie wiem, kiedy usnę.
L. zauważył moja ochłodzenie, na początku próbował oponować, dzisiaj cierpliwie to znosił. Kiedyś czytałam, że takie górki i dołki (przypływy i odpływy uczuć) powodowane są fazą cyklu u kobiet, że kobiety najczęściej zrywają wtedy, kiedy są w fazie niepłodnej, kto wie. 11 dni mi pozostało do planowanej miesiączki, może jest prawda w tej tezie. Zrywać kontaktu nie chcę, do tego wcale nie czuję żadnego napięcia, tylko wewnętrzny spokój i postępowanie w zgodzie z sobą i rozumem. Inaczej działałabym, gdybym działała na postkoitalnym haju.
Komentarze
Prześlij komentarz
Komentarze są moderowane. Anonimowe komentarze, komentarze osób bez własnych, aktywnych blogów i te, które przez autorkę zostaną uznane za zbyt wścibskie i złośliwe oraz te bez optymizmu, nie będą publikowane.