305 dom dobry - jeszcze raz
Wczorajsze wyjście do kina było wyjątkowo wyjściem do kina sieciowego w galerii handlowej i przekonało mnie, jak kulturalna jest publiczność kina studyjnego. Reklamy leciały ponad dwadzieścia minut od planowanej godziny rozpoczęcia seansu, a przez ten czas cały czas usadawiali się widzowie. Jednak w "moim" kinie studyjnym lepiej jest to zorganizowane, ludzie wchodzę i wychodzą sprawniej, a reklamy są wyświetlane w ilościach minimalnych.
Tym niemniej "Dom dobry" to film dobry, składający się jakby z wielu możliwych rozwiązań podobnych (w sumie) do siebie historii. Kilka możliwych zakończeń, włącznie z samobójstwem głównej bohaterki. Nie ma muzyki, która by podbijała przekaz, historie opowiedziane mówią same za siebie. Czyste fakty pokazane w trakcie procesu sądowego wstrząsające. Moja własna opowieść z - w sumie - niezgodnością charakterów i brakiem prawidłowej komunikacji to banał.
Przed kinem zaliczyłam na szybko TK Maxx, skończyło się prośbą "Kochanie, czy możesz przysłać BLIK-a?" i nabyciem kaszmirowego sweterka w czerwieni.
Dzisiaj kolejne kino, jak pisałam "Dzień świra" i "Ministranci". Rano wzruszyłam się piosenką (choć zarzuciłabym "podbite", a nie czysto wchodzenie w tony w zwrotkach przez drugą wykonawczynię, ale może sposób wykonania miał być na sposób "ludowy"). Do samej piosenki mam bardzo osobiste podejście, choćby ze względu na pracę L.
Przed kinem planuję zająć się domem, bo już kuchnia i pranie wołają "Ogarnij nas!".
Szykuję się na "Dom dobry". Trochę się go boję, że mnie obedrze z warstwy ochronnej. Ale jednocześnie bardzo go chcę.
OdpowiedzUsuńDziewczynki śpiewają jak Anioły. Nieopisanie piękne 💝
OdpowiedzUsuń