307 ministranci

 Święto Niepodległości spokojne. Obejrzałam w telewizji uroczystości przed Pomnikiem Nieznanego Żołnierza w Warszawie - zawsze oglądam. 

Po obiedzie pojechaliśmy z dzieckiem do kina. "Dnia Świra" opowiadać nie trzeba, jest to satyra na przywary stereotypowego Polaka. Nie wiem, czy od czasu nakręcenia tego filmu cokolwiek się zmieniło w mentalności przeciętnego rodaka, szczególnie uderzyło mnie odniesienie do stanu ówczesnej polityki. Na pewno zmieniło się to, że teraz w reklamach to mężczyźni wkładają naczynia do zmywarki i piorą w pralkach, a krew na podpaskach przestała być estetycznie błękitna.

Potem "Ministranci". Spojlerować nie będę, natomiast uważam, że warto ten film zobaczyć. Scena przemocy, w której główny bohater "oddaje życie" za potrzebujących jak Chrystus, wstrząsająca jak przebitki z sali sądowej w "Domie dobrym". Popłakałam się, tak że potrzebowałam chwili po wyjściu z kina, by nie mówić łamiącym się głosem. Na duchu podnosi jednak moc przyjaźni. 

Teraz powrót do rzeczywistości po labie. Psychicznie czuję się gotowa na rozmowę z audytorką, przemyślałam sobie, co jej powiem, w piątkowy wieczór. Mimo przeleniuchowania pierwszych dwóch dni, mam dzisiaj wrażenie dobrze wykorzystanego czasu. Warto czasem zwolnić.

Popularne posty z tego bloga

sobota w łóżku edit.

ofiara nie krzyczy

dyrekcja w tłusty czwartek