316
Wczoraj jakoś tak wymarzłam w biurze - kaloryfer w moim pokoju niemal nie grzeje, więc rozkładam sobie na fotelu koc elektryczny, żeby podgrzewać dupkę. Dopiero po przyjściu do domu rozłożyłam się pod elektrycznym kocem (drugi mam w domu) i dopiero to pomogło, rozgrzałam się tak, że do teraz, rana, jest mi niemal gorąco.
Troszkę popłynęłam w zakupy - nabyłam dwie bluzy (dzisiaj ma je przywieźć kurier), kalendarz adwentowy z herbatami (herbaty w nim dość drogo wyszły) i na koniec suszarko-lokówkę z zamiarem zaprzestania chodzenia w wiecznym koczku-antence.
Na dzisiaj plan jest taki, że czekam na kuriera, w tak zwanym międzyczasie zajmuję się sprawami pracowymi (o ile w ogóle zmobilizuję się rozłożyć papiery). Dziecko jedzie do ojca, więc gotować nie muszę, luz blues.
Na innym portalu dostałam pytanie (w związku z poniedziałkowym wpisem) dlaczego w ogóle zdecydowałam się na relację z L. w takim kształcie, że sama nie potrafię włożyć jej w żadne ramy (choć ostatnio przyszedł mi do głowy związek typu LAT - Living Apart Together). Bardzo złożona odpowiedź na to pytanie. Byłam dziewięć lat solo:
- głównie dlatego, że wcześniej byłam bardzo anty nastawiona do mężczyzn i uważałam, że związek nie jest mi do niczego potrzebny (jak słusznie zauważyła Internetowa koleżanka: kobiety dzisiaj same się utrzymują, a partner do orgazmu nie jest wymagany);
- nie chciałam się zajmować potencjalnymi dziećmi partnera (niedzieciaty zapewne chciałby wspólnego dziecka, a przy dzieciatym ryzykowałabym, że będę musiała się nimi zajmować - choćby gotować dla nich - gdy wypadnie jego kolej w opiece nad nimi);
- nie miałam za dużo czasu dla potencjalnego partnera - przy codziennej solo opiece nad dziećmi i ich ojcu zajmującymi sie nimi cztery dni w miesiącu musiałabym od początku wprowadzić nowego faceta w życie moich dzieci (zwłaszcza, że moje dzieci miały odpowiednio pięć i siedem lat, gdy zostałam sama);
- nie miałam pewności, czy dzieci zaakceptują mojego nowego partnera (a raz randkowałam z kimś, komu starsze dziecko pokazało ręką drzwi - najważniejsze wtedy było dobro dzieci, do tego facet nie był wystarczający, więc randkowanie się skończyło szybko);
- czasem chodziłam na randki, ale mężczyźni z nich nie byli wystarczająco inteligentni, byli z reguły nastawieni na zaspokajanie ich potrzeb seksualnych (często wychodziła od nich propozycja pierwszej randki w Termach Rzymskich w Czeladzi, gdzie chodzi się nago i gdzie niemal regułą jest zaliczanie panien w saunie),
- poza tym nie każdy mężczyzna z randki akceptował chorobę psychiczną (raz spotkałam się z mężczyzną, który otwarcie wyśmiewał jakąś swoją znajomą, że po rozstaniu z partnerem musiała skorzystać z pomocy psychologa), żaden z mężczyzn z randek nie zaintrygował mnie wystarczająco; stety czy niestety: uważam, że sama coś sobą reprezentuję, miałam więc stosowne wymagania względem potencjalnego kandydata. L. nie bał się mojej choroby (jego córka ma problem psychiatryczny, choć inaczej zdiagnozowany i nie była nigdy hospitalizowana) i, jak sie okazało, ma ogół cech, który sprawił, że postanowiłam zaryzykować.
- sama nie wiem, czy wcześniej nadawałam się do dojrzałej relacji - zwłaszcza, że długo przy L. musiałam walczyć ze starymi wzorcami własnych zachowań - przede wszystkim byłam nastawiona, że miłość to problemy, jak za długo było spokojnie (L. w relacji zachowuje się jak stare, dobre małżeństwo), to prowokowałam awanturę, by się przez jakiś czas "gniewać" i potem "przywracać L. do łask". Może więc miałam "wadę fabryczną" w temacie związków.
edit.
- dość długo też czułam, że nie mam nikomu nic do zaoferowania od siebie w związku z "wypłukaniem" uczuć po poprzednich relacjach;
- nie będąc w żadnej relacji nie narażałam się na negatywy zakończenia związku, przez co żyłam sobie stabilnie i w poczuciu bezpieczeństwa emocjonalnego.
Relacja z L. było to więcej, niż miałam przez tę niemal dekadę.
Nie wiem, czy moja wypowiedź jest wystarczająca, ale głównie tak to widzę.
Komentarze
Prześlij komentarz
Komentarze są moderowane. Anonimowe komentarze, komentarze osób bez własnych, aktywnych blogów i te, które przez autorkę zostaną uznane za zbyt wścibskie i złośliwe oraz te bez optymizmu, nie będą publikowane.