321

 Od jakichś kilku dni chodzi za mną myśl o podcięciu końcówek, dosłownie dwa centymetry. Jestem więc umówiona na dziś do fryzjera. Zastanawiałam się przez chwilę, czy nie umówić się na ombre (ale doszłam do wniosku, że lepiej dla portfela jak moja farba będzie nazywać się, jak wyczytałam u kogoś sympatycznego, "z promocji"). Jutro idę robić paznokcie. Chodzę do dziewczyny, która na Booksy opisana jest jako poczatkująca pracownica, więc płacę poniżej normalnej stawki salonowej, ale paznokietki wychodzą pięknie. Dziewczątko nie ma jeszcze skończonych osiemnastu lat, ale twierdzi, że już ma czteroletnią praktykę. Oczywiście zaczynała od robienia sobie i rodzinie. Jak z nią o tym rozmawiałam, to przypomniał mi się stary dowcip o szukaniu przez pracodawców dwudziestoletnich pracowników z dziesięcioletnim doświadczeniem.

Nastrój lekko w górę, dzisiaj widzę sens nie tylko pracy zawodowej. Dzisiaj też czuje należycie, jak dotąd, wykorzystany dzień. Może nawet znajdę energię w sobie, by odkudłaczyć łazienkę lub co najmniej wyszorować wannę i wynieść pudełko po ostatnich zakupach.. 

Bratanicom na Mikołaja zamówiłam górę słodyczy koreańskich - w końcu tak rzadko je rozpieszczam. Moim dzieciom po dwa kalendarze adwentowe, jeden z żelkami Haribo, drugi z fasolkami Jelly Beans. Ja na Mikołaja zażyczyłam sobie ludzkiej obecności. 


Popularne posty z tego bloga

sobota w łóżku edit.

ofiara nie krzyczy

dyrekcja w tłusty czwartek