wsiąść do pociągu byle jakiego

 Obsługuję pewnego klienta, który jest wiecznym malkontentem i narzeka dosłownie na wszystko w tym kraju. Przy wczorajszej jego wizycie i przedyskutowaniu ze mną wdrażanych w przyszłym roku zmian rządowych dla przedsiębiorców aż sobie westchnął boleśnie i orzekł, że przez to, co mu przekazałam, kasuje się cała dotychczasowa jego sympatia dla mojej osoby. Uśmiechnęłam się i już, już prawie na końcu języka miałam to, że osobiście staram się nie przejmować różnościami, w szczególności zmianami w prawie, bo już zdarzyło mi się w życiu dwa razy zwariować i sześć razy zaliczyć psychiatryk z powodu przejmowania się sprawami, na które nie mam wpływu. W ostatnim momencie się powstrzymałam. 

Od środowego popołudnia pomrukuję sobie do tego utworu w pętli (wprawia mnie w stan pogodnego zobojętnienia na sprawy doczesne, w sumie przy nim wystarcza mi zapewnienie podstawowych potrzeb z piramidy Maslowa jak poczucie ciepła i niekapanie z sufitu na głowę):


Dzień zawodowo bardzo intensywny, a sprężam się, bo chcę pracować tylko do końca przyszłego tygodnia. Ograniczam pogawędki z innymi biurwami do minimum i cieszę się, gdy nie przychodzi listonosz - moim niepisanym obowiązkiem jest odbieranie korespondencji dla właściciela lokalu, robienie kawy listonoszowi i spędzenie dwudziestu minut na small talku o pierdołach. Listonosz jest w sumie bardzo sympatycznym i życiowym człowiekiem, ale ma jedną przypadłość - jakiś notoryczny katar, który powoduje że za każdym razem głośno wciąga smarki z nosa do gardła. Obrzydliwość. Small talk odrywa mnie od obowiązków pracowych, sam w sobie jest przyjemny, ale w pracy mam ochotę zrobić swoje i jak najszybciej wyjść. 

Po pracy łażenie po galerii - milion wydanych monet, kawa piernikowa i zaopatrzenie się w prezenty dla wszystkich z wyjątkiem brata.

Dostałam bardzo przyjemny, bo niski rachunek za wodę. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

trochę się zniechęciłam do poszukiwania tego jedynego

błąd w myśleniu? - znowu refleksje - dużo wątków

weekend