tym paru znajomym czytelnikom

 z V. i tym nieznanym, co nigdy nie zostawili po sobie śladu, jestem wreszcie gotowa wyjawić, że gwoździem do trumny mojej relacji był alkohol, oczywiście nie w moim wykonaniu. Wcześniej może sama przed sobą udawałam, że nie ma problemu, ale żyliśmy 5 lat na dwa kraje i widywaliśmy się w jego trzeźwych momentach. Były też co najmniej dwa inne powody, ale nie chcę o tym pisać, bo nie chcę rozdrabniać się nad przeszłością w nowej części mojego życia. W każdym razem na przyszłość muszę bardzo uważać, bo buduję sobie w głowie złudzeniowy obraz partnera i kocham to wyobrażenie, zamiast jak to w Biblii napisane, "po czynach ich poznawać" i te czyny mieć przede wszystkim na uwadze, a nie dawać sobie nawijać makaron na uszy. Choć tutaj w ostatnim pół roku nawet tego makaronu nie było. Gdzieś po drodze zginęła ta właściwa iskra, która powinna cechować dobry związek. Vitalijki pamiętają niejedno zerwanie - przyznaję, zrywałam niekonsekwentnie na raty, ale teraz poczułam, że jestem "enough". Nie będę opisywać wad partnera - ma też zalety, a skupienie się na samych wadach byłoby jeszcze większym dowodem na to, że to ja dokonałam złego wyboru. Po prostu w momencie doszła do mnie myśl, że on nigdy się nie zmieni, nie zmieni swojego życia. W każdym razie Sylwester był tym przełomowym momentem, gdy poczułam się bardzo szczęśliwa będąc tu i teraz w towarzystwie młodszego syna, oglądając Sylwester z Dwójką i mając na głośnomówiącym drugiego syna - bez tego podświadomego czekania, kiedy wreszcie on zadzwoni.

Mimo wszystko nie żałuję relacji, bo po zdradzie dwóch najbliższych osób, a potem po zghostowaniu przez kolejnego amanta (no tak, był w sumie słodko-gorzkim plastrem) i dziewięciu latach solo otworzyłam się na miłość i dzisiaj czuję, że ta właściwa osoba jest przede mną. Że jeszcze będę kochać. Wiem, że potrafię być partnerką, oparciem, opieką, nie muszę wisieć jak bluszcz na drugiej osobie, potrafię ufać, okazywać uczucie i dobrze się komunikować.


Nie wiem, czy będę grzebać w jej poszukiwaniu w szambie, za jakie uważam portale randkowe, zwłaszcza, że w zeszłym tygodniu założyłam konto na Sympatii i niestety w moim mieście powiatowym są tam panowie z czasów mojego rozwodzenia się, są wciąż pod tymi samymi nickami, w dodatku jako do świeżynki część z nich napisała do mnie, nie pamiętając, że ponad dekadę temu też do mnie pisali. 

Na razie chciałabym zdywersyfikować źródła dochodu - to, co teraz mam starcza na życie, ale odłożenie na większe przyjemności typu podróże i zwiększanie poduszki finansowej wymaga większych nakładów pieniężnych.

Inne postanowienie to głębsze zaangażowanie się w zajęcia jogi - przez ostatnie zawirowanie miłosne trochę ją zaniedbałam. 

Chcę też cieszyć sie relacjami z dziećmi - po tym, jak starszy syn zapytany w ankiecie ocenił relację z matką jako 10/10 czuję, że moje poświęcenie w postaci rezygnacji z szukania związku na rzecz spokojnego dzieciństwa dzieci naprawdę sie opłacało.






Komentarze

  1. Uśmiecham się do tego postu. Mimo wszystko nie brak w nim optymizmu.
    To, że coś może jednocześnie mieć różne, czasem wręcz sprzeczne strony, było dla mnie jednym z ważniejszych odkryć dorosłego życia. Ja też "zaliczyłam" epizod z alkoholikiem, a jednak cenię to doświadczenie, bo też mnie przekonało, że związek może naprawdę cieszyć i że mam w sobie ten związkowy potencjał.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak! o ten garnitur chodziło, to jest właśnie to zdjęcie: kobiety, która wie czego chce :) Myślę, że to już taka nasza konstrukcja, że tworzymy sobie w głowie iluzoryczne wizje co do partnera, a w przypadku związku na odległość, gdzie nie mogłaś tych wizji skonfrontować na co dzień - umysł dalej sobie je kreował. Super czytać, że się uwolniłaś! Trzymam kciuki, najważniejsze to się nie poddawać!

    OdpowiedzUsuń
  3. Najbardziej toksyczna rzecz chyba jaka może być dla związku. Szkoda, że tak się trafiło.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku 2026.
    Podziwiam Twoją lekkość pisania. Przekaz jest przejrzysty i precyzyjny, a przynajmniej ja tak to odbieram.
    Nie chcę udzielać rad ani też komentować Twoich wpisów. Nie czuję w sobie takiego powołania, a nie chciałabym sprawić przykrości jakimś nieopatrzny słowem.
    Uważam, że dużo dobrego jeszcze przed Tobą. Więc czytam i wspieram z całego serca przesyłając dobre myśli.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Komentarze są moderowane. Anonimowe komentarze, komentarze osób bez własnych, aktywnych blogów i te, które przez autorkę zostaną uznane za zbyt wścibskie i złośliwe oraz te bez optymizmu, nie będą publikowane.

Popularne posty z tego bloga

302 w kafejce

Sylwester marzeń

304 dom dobry