46. dzień roku
Bardzo fajna niedziela.
Zaraz po północy, jak tylko ruszył e-pit, wysłałam sobie zeznanie podatkowe. Nauczona doświadczeniem w sprawie dyskusji ze skarbówką w temacie ulgi rodzicielskiej, zawsze już wcześniej wysyłam do eks wiadomość, co robimy z tym odliczeniem. Eks - nauczony doświadczeniem z trzema matkami swoich dzieci (różnie podchodzą do kontaktów ojca z dzieckiem po rozstaniu) decyduje oddać swoją część ulgi mnie.
Woskowałam sobie dzisiaj bikini i myślałam o tym, że mam już tyle lat, że mam swoje ulubione produkty, zapachy, praktyki i może pasowałoby gdzieś to wszystko spisać. Może napiszę o tym kiedyś post, a może nie, blog jest poświęcony myślom z teraz, często jest pisany pod wpływem chwili, więc jak to chwilowe myśli - przepływają i ulatniają się. Może ulubione produkty i stałe nawyki oznaczają, że coraz bardziej osadzam się w swojej bańce, czy jak tam zwał: kokonie komfortu.
Wczoraj wpadła do mnie przyjaciółka (znamy się od szóstej klasy podstawówki), więc pogaduchy w rytmie grzańca, oczywiście bezalkoholowego - na szczęście - bo w drodze powrotnej, już prawie pod domem, miała kontrolę trzeźwości.
Ponadto cały dzień w dresie, dużo mojej muzyki (teksty niektórych piosenek pamiętam jeszcze z publikacji w "Nowym Muzycznym Zarzewiu"), świece o zapachu pomarańczy (uwielbiam), domowe SPA.