błąd w myśleniu? - znowu refleksje - dużo wątków
Gwoli wyjaśnienia.
Nie był to pierwszy mój epizod z portalem randkowym. Jestem szesnasty rok sama, więc po drodze bywały momenty odwilży, w których na jakiś czas tam się pojawiałam.
Jak byłam młodą rozwódką, standardem Sympatii było zapraszanie na pierwszą randkę do sauny w Termach Rzymskich w Czeladzi.
Dla niewtajemniczonych - do Term Rzymskich wolno tylko nago, niektórzy panowie (słyszałam z opowieści koleżanek-rozwódek) nie chcieli w saunach ubierać nawet swoich małych dżentelmenów.
Redpill zrobił niektórym panom sieczkę w mózgu, ale nawet Chat GPT mi napisał, że statystycznie rzecz biorąc mężczyźni z mojego rocznika zgodnie z wartością SMV wybierają partnerki sporo młodsze, niektórzy są stale na portalach, niektórzy w ogóle nie chcą się wiązać, a często ci fajni w ogóle na portalach nie bywają i generalnie "materiał" jest przebrany. Podane statystyki zgadzały się ze statystykami obliczonymi przez starsze dziecko, które studiuje matematykę.
Każdy mój eks (ha ha, było ich statystycznie bardzo mało zgodnie ze statystyką kobiet z mojego rocznika) bardzo zawyżył poziom (dwóch z nich miało doktorat), naprawdę było o czym z nimi rozmawiać.
Tylko jednego poznałam przez portal randkowy, okazaliśmy się dla siebie być plastrami, a on nie poradził sobie z drugim epizodem mojej choroby, która wtedy była na etapie diagnozy i mnie scasperował zanim to zjawisko zostało opisane w polskim Internecie.
Dwa muzyczne komentarze:
I jeszcze jedno - mogło być tak, że ci, którzy przeczytali mój opis, bali się zagadać (syn, który pomagał go redagować, stwierdził, że jestem bardzo wymagająca i muszę się liczyć z tym, że nie znajdzie taki ani jeden). Ci, co zagadali, ocenili tylko po ładnym zdjęciach.
Ja też nie jestem pewnie super opcją - niemal nie gotuję, nie lubię sprzątać i nie lecę na hasło "mam własny biznes i 188 cm wzrostu".
No i najważniejsze - wychowując samotnie dzieci przede wszystko musiałam być stabilna psychicznie, by takie macierzyństwo dźwignąć. Niestabilni mężczyźni do tego się nie przyczyniają.
***
Obejrzałam film "Zimna wojna". Piękny melodyczny motyw przewodni. Tak lekko zagrane role. Borys Szyc z głosem cwaniaka świetny!
***
Na fali poszukiwań metod na inspirujące wyjścia z domu wymyśliłam sobie Uniwersytet Drugiego Wieku (termin zasłyszany w jakichś wiadomościach telewizyjnych). Była taka oferta kilka lat temu na jednej z lokalnych uczelni, może może ktoś znowu wznowi projekt.
***
Przy scrollowaniu Facebooku wyskoczyła mi zapowiedź występu gitarowego eksmęża ekspartnerki mojego eksmęża w lokalnym ośrodku kultury. Uśmiechnęłam się pod nosem, że dawny kolega wrócił do pasji z młodości, prawie miałam rezerwować wejściówki, ale zaraz mi się przypomniało, jak mi powiedział po porzuceniu przez mojego wtedy męża, że nie będzie mnie wspierał, bo sobie zasłużyłam na porzucenie, a mój wtedy mąż pomaga mu przekonywać jego wtedy żonę do porzucenia myśli o rozwodzie. Po jakimś czasie okazało się, że mój wtedy mąż tak zachęcał koleżankę do pozostania w małżeństwie, że aż ją zapłodnił. A jeszcze później dawny kolega szukał u mnie wsparcia, gdy była żona alienowała go od dzieci, a ja mu to wsparcie dałam.
***
Tak jak wspomniałam, na urodzinach Juniora był jego dziadek ze strony ojca. Mam wrażenie, że teraz, gdy jego syn (czyli eksmąż) doświadcza alienacji rodzicielskiej wobec trzeciego dziecka, docenił mnie jako rodzica po rozwodzie. Obojętnie jak między nami było, zawsze widywał się z dziećmi, tak często jak chciał. Trudno powiedzieć, czy żałuje, że z jego synem się rozwiedliśmy, ale od jakiegoś czasu zawsze w rozmowie mi powtarza, że najważniejsze to zdrowie, a reszta - to pal licho. Deklaruje wprost (i czyni) finansowe wsparcie dla wnuków. Nie skomentował mojej uwagi w trakcie imprezy urodzinowej, że cieszę się, że mam już dorosłe dzieci i czuję, że odzyskałam życie dla siebie (eksmąż ma w domu troje dzieci w wieku od roku do lat pięciu, w tym dwoje własnych). Nawet jeśli czułam się obciążona wyłączną odpowiedzialnością za przyczynienie się do rozpadu małżeństwa, dziś składam to na karb wielu czynników, zarówno ze strony mojej, jak i eks. Na pewno nie umiał pojąć, że kocham go bo jest, a nie "za coś". W pewnym sensie nawet myślę, że dziękuję mu za to, że odszedł.
Komentarze
Prześlij komentarz
Komentarze są moderowane. Anonimowe komentarze, komentarze osób bez własnych, aktywnych blogów i te, które przez autorkę zostaną uznane za zbyt wścibskie i złośliwe oraz te bez optymizmu, nie będą publikowane.