ło kryste panie
jak mnie boli w krzyżu - wczoraj otworzyłam sezon ogrodowy i zaczęłam porządki wiosenne w tymże, zaczęłam od zbierania resztek liści po jesieni, trochę zamiatałam szczotką z brzozowych witek drogę. Znowu odkrywam istnienie mięśni, które długo pozostawały w ukryciu. Wygrabiłam razem z dzisiejszym dniem pięć worków liści.
Miesiąc temu dostałam SMS od mojego pana - ogrodnika z cennikiem za prace ogrodowe, koszt roboczogodziny za grabienie to 75 zł, ja zarabiam za godzinę mniej, więc rachunek prosty - poświęcam pół godziny - godzinę dziennie przy sprzyjającej pogodzie na ogród i mam zrobione. Półtora roku temu pan - ogrodnik chciał 85 zł od wycięcia jednej tui, tuj było ponad 80, kupiłam piłę elektryczną, sąsiad i synowie pomogli, w sumie kosztowało mnie to 500 zł plus dwie butelki wódki i jedna whisky.
Wypiłam pierwszą kawę na świeżym powietrzu i zwróciłam uwagę na pierwsze wiosenne kwiaty.
Są też pąki na magnolii.
Myślę, że na dobre wróciłam do jogi. Po środzie bolały mnie wnętrza ud, choć było zupełnie lajtowo i miałam wrażenie, że zaledwie trzy razy stanęłam w psie z głową w dole i już był koniec zajęć. Dzisiaj czułam upływ czasu inaczej i intensywniejsza była to praktyka.
W piątek byłam zrobić paznokcie - zdecydowałam się na strażacką czerwień. Jak nowa ja, to na całego!

