Dialogi z autopilotem i o (nie)randkowaniu
Piątkowe popołudnie. Wracam z pracy samochodem, moja muzyka, myślę o chwilowej wolności w weekend. Mam w aucie wbudowany zestaw głośnomówiący. Dzwoni jeden z klientów na mój prywatny numer. "Teraz to pocałuj mnie w d@pę" mówię cicho do siebie. Na to odzywa autopilot: "Nie rozumiem. Czy możesz powtórzyć polecenie głosowe?"
***
Siedzę teraz i myślę sobie niczym Charlotte w "Seksie w wielkim mieście". "Where is he?"
Z tą różnicą, że ja już nawet nie randkuję. Powód jest prosty - szkoda mi życia na przypadkowe znajomości z Internetu i nie chcę decydować się na związek po trzech randkach. Ja musiałabym porandkować z kimś z pół roku i poznać się w różnych okolicznościach - na przykład chciałabym zobaczyć, jak ten ktoś pomaga mi wozić kosiarkę do serwisu, jak odnosi się do ludzi poza swoim towarzystwem, czy uważa, że wszyscy poza nim są nienormalni i wyraźnie to wyraża, zanim pójdę z nim do łóżka poznać jego znajomych, jak opowiada o swoich ekspartnerkach, co jada, czym kieruje się w wyborach zakupowych, itd. Po prostu nie spieszyć się z niczym, choć może bardziej wiem, czego nie chcę, niż potrafię sprecyzować cechy pożądane. Obawiam się, że z moim podejściem i w moim wieku nie ma wielkich szans.
Za to w życiu zawodowym mam wrażenie, że osiągam swoje szczyty. Dawno nie byłam w takiej formie. Codziennie w godzinach pracy daję z siebie wszystko nie tracąc czasu na rozpraszacze. Mega wydajność. Tu bardzo pomaga zerwanie i brak kontaktu z L. (chociaż sprawdzam czasem na Whatsappie po jego logowaniu, czy się nie zapił na śmierć). Te dwa dni po Wielkanocy, w których go odblokowałam i znów do mnie pisał, pokazały, jak bardzo wytrącał mnie z równowagi, a ja jak gotowana żaba, nawet nie zdawałam sobie sprawy, w jakim rollercoasterze żyję. Jestem w pracy bardzo skupiona na zadaniach. Po pracy mam czas na przemyślenie zapytań od klientów. Wykorzystuję sztuczną inteligencję, choć i tak zdaję sobie sprawę, że nie korzystam nawet z ułamka jej możliwości.
Nie wiem, co będę robić w weekend. Pewnie trochę zajmę się domem, trochę popracuję zawodowo. Na niedzielę mam bilety na dwa seanse w kinie studyjnym (niemieckie "Wpatrując się w słońce" i czeski "Dyrygent"). Bardzo chciałabym uporządkować szafę na sezon cieplejszej pogody. Oczywiście joga.
Komentarze
Prześlij komentarz
Komentarze są moderowane. Anonimowe komentarze, komentarze osób bez własnych, aktywnych blogów i te, które przez autorkę zostaną uznane za zbyt wścibskie i złośliwe oraz te bez optymizmu, nie będą publikowane.