o narcyzmie - cytat+ mój komentarz

Dość powszechna jest obecnie opinia, że żyjemy w świecie, gdzie jest coraz więcej narcyzów, wydaje się mnóstwo poradników pop psychologii jak żyć z narcyzem, albo jak sobie radzić z narcyzem w pracy, ludzie identyfikują narcyzów po godzinnej rozmowie i tak dalej, jednym słowem określenie zrobiło zawrotną karierę. Wydaje się, że coś w tym jest, ale nie to, co się myśli.

Po pierwsze, powszechnie myli się indywidualizację – proces społeczny, w którym bardziej zaczyna się liczyć jednostka w stosunku do społeczności – z narcyzmem. W społeczeństwie współczesnym kultura z kolektywnej zmienia się w indywidualną, przoduje tu oczwiście USA, ale też kraje Europejskie nie zostają w tyle. W kulturze indywidualnej, mówiąc w skrócie, bardziej liczy się nasza wygoda, niż to, że się ciocia Jadzia obrazi i mam wrażenie, że tak jest właśnie rozumiany narcyzm – jako takie skupienie się na sobie, swego rodzaju egocentryzm. A to nie jest istotą narcyzmu.

Narcyz to jest osoba, która tak bardzo nie wie kim jest, albo nie czuje się wartościowa, że potrzebuje ciągłego potwierdzenia swojej wartości z zewnątrz – jak w micie o Narcyzie i Echo. Narcyz potrzebuje Echo, żeby wiedzieć kim jest, wpatruje się w swoje odbicie, bo nie czuje się KIMŚ, nie ma tego wewnętrznego przekonania, że zasługuje na miłość, nie czuje, że ma prawo być jaki jest, czasem w ogóle nie czuje, że jest JAKIS, dopóki inni ludzie nie posłużą mu za lustro do odbicia jego własnego obrazu. Dla narcyza nie jest ważne, jak się czuje, właściwie nawet własna wygoda nie jest ważna – najważniejsze jest, jak wygląda, że się czuje i jak inni ludzie postrzegają, że on się czuje. Narcyz czuje wewnętrzny przymus, żeby być taki, żeby ludzie go podziwiali, zauważali, cenili, bo jak go podziwiają, to dopiero się czuje godny podziwu i wartościowy. Narcyz właśnie pójdzie do cioci Jadzi, mimo, że ciocię ma w dupie, bo ważne jest dla niego, żeby być postrzeganym jako ktoś dobry i wrażliwy na potrzeby innych. Narcyz wrażliwy wysprząta cały dom, wymyje wszystkie okna, nagotuje się jak głupi, a potem będzie narzekał, że nikt go nie docenia;)

Literatura bowiem rozróżnia narcyzm wielkościowy (jak np Trump) i narcyzm wrażliwy, delikatniejszy, mniej błyszczący. Te osoby łatwo zranić, bo tak samo jak narcyzi wielkościowi potrzebują uznania, ale nie są na tyle silni, żeby sobie je wziąć – często czują się niedoceniani, czują, że naprawdę należą się im szczególne względy, ale jakoś nikt im nie chce ich dać, inni ludzie ciągle nie zauważają, jacy oni są fajni i tak dalej.

Narcyzem każdy się rodzi i powoli z tego stanu wyrasta. Noworodek nie wie, kim jest, dopiero się tego uczy – Winnicott mówił, że dziecko przegląda się oczach mamy, która dzięki temu, że go widzi, daje mu jakąś tożsamość. Jest to naturalny proces, krok po kroku, powoli, jak to Nitzsche pisał ktoś ‚się staje kim się jest’, dlatego niektórzy mówią o pierwotnym narcyźmie – bo nie rodzimy się wiedząc, kim jesteśmy. Ale ta tożsamość się kształtuje i w końcu przychodzi taki czas, że musimy mieć tak dużo pomocy z zewnątrz – czyli podziwu i uznania – żeby znać swoją wartość. Momentami oczywiście dalej tego potrzebujemy wszyscy, tego zewnętrznego podparcia, jak człowiek który miał wypadek potrzebuje kuli, żeby się oprzeć – ale generalnie zdrowy i dojrzały dorosły robi różne rzeczy nie po to, żeby ktoś WIDZIAŁ, że je robi, i przez to dał mu potwierdzenie jego wartości, tylko dlatego, że te rzeczy są dla niego ważne.

W jakimś stopniu też każdy z nas ma narcystyczne cechy – lubimy być podziwiani i zauważani, ale u zdrowego człowieka to nie jest dominujące pragnienie, to nie jest jedyne, co warto w życiu robić. Nie-narcyz będzie robił ważne rzeczy również wtedy, kiedy NIKT NA TO NIE ZWRÓCI UWAGI, będzie po prostu robił swoje.

Czyli wychodzi na to, że narcyzowanie jest performatywne – to robienie czegoś tylko i wyłącznie dla publiczności. No i tu wracamy do obecnej kultury, która wydaje sie wzmacniać ten rys – te wszystkie blogi, hehe :D, instagramy, influencerzy, jutuberzy, twitterzy i tak dalej. Kiedy ważne staje się, że ktoś NAS OGLĄDA i podziwia, a niekoniecznie to, jak się naprawdę czujemy. W momencie, gdy uwaga niknie, pojawia się rozpacz, bo nagle nas nie ma – czujmy się jak dziecko, którego mama nie widzi i nie słyszy, a to jest przerażające.

Równocześnie chyba wszyscy trochę zazdrościmy narcyzom, szczególnie tym wielkościowym – bo wydaje się, że oni robią to, co chcą, są wspaniali i wszystko im się w życiu udaje. I stąd być może uczucie satysfakcji, kiedy ‚cieszymy się z cudzego nieszczęścia’, gdy wyjdzie na jaw jakieś szydlo z worka i okaże się, że ktoś nie jest wcale taki idealny, z czego żyją portale plotkarskie. 

Dziś obszerny cytat z bloga "Tablica odjazdów" (całość tutaj), mam nadzieję, że autorka Innygłos nie obrazi się za to. Z grubsza się zgadzam z tezami, na pewno tymi, że zbyt łatwo i za często diagnozuje się innych tym określeniem, do tego diagnozy stawia nieraz się na podstawie wypowiedzi innych o diagnozowanym, a nie wywiadu z osobą diagnozowaną. Bardzo podoba mi się zaznaczenie problematyki indywidualizacji. Na zasadzie wykrystalizowania się mojej osobowości przez te wszystkie lata, będąc kompilacją wszystkich życiowych doświadczeń, spotkanych przeze mnie w życiu osób, obejrzanych filmów, przeczytanych treści, myśl, że pójdę solo w garniturze i spodniach na wesele prawicowych znajomych jest mi nawet fajnie miła. Na pewno coś w tym jest, że pragniemy być zauważeni - ja mam i Facebooka, i czasem coś publikuję na Instagramie, no i jest blog. Jakiegoś bloga prowadzę od 17 lat, nie pamiętam, dlaczego założyłam pierwszego, ale w okresie kryzysowym był to dla mnie sposób na porządkowanie sobie mojego świata, emocji, przeżyć, przemyśleń. W tamtym okresie nawiązałam kontakty z kilkoma fajnymi osobami, które same prowadziły własne blogi, dostałam od nich wiele wsparcia i zrozumienia, którego prawie nie doświadczyłam w tzw. realu. Właściwie to pisanie bloga plus praca zawodowa były dla mnie terapią po ciężkich pobytach w szpitalach i koszmarnej diagnozie. Teraz też pisząc układam sobie myśli. A że przy okazji ktoś to czyta, zupełnie mi nie przeszkadza. Trochę takie obnażanie się, ale nie przed rodziną i znajomymi z pracy na Facebooku, którzy może czują się zmuszani do obserwowania naszych postów (tu przyznaję: ja przestałam obserwować kilku znajomych, którzy z mojego punktu widzenia postowali zbyt często, zwłaszcza na tematy, których nie chcę czytać), tylko przed osobami, które czytają bloga zupełnie dobrowolnie

***

Dzień zawodowo bardzo trudny, dużo tematów do ogarnięcia, a każdy z punktu widzenia osoby go tworzącej jest priorytetowy. Do końca tego tygodnia chciałabym ogarnąć sprawy do miesięcznego deadline'u, by potem zająć się tym, co jest do zrobienia do końca miesiąca. Nie wykluczam pracy po godzinach - w normalnych godzinach pracy na pewno się nie zmieszczę. 

To mnie dzisiaj rozśmieszyło:



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

trochę się zniechęciłam do poszukiwania tego jedynego

błąd w myśleniu? - znowu refleksje - dużo wątków

weekend