Sylwester marzeń

Jeszcze kilka godzin do północy. W mojej głowie krystalizują się postanowienia noworoczne, z których najpoważniejsze to dalsze trwanie w diecie redukcyjnej, próba podjęcia regularnych zajęć jogi i próba ograniczenia kompulsywnych zakupów online, kolejna zresztą.

Sylwester czeka mnie na "białej sali", właściwie grafitowej, bo pościel mam w graficie. Zamiast się stroić, czesać i malować, kończę porządki świąteczne myjąc kuchenne szuflady i czyszcząc sztućce gorąca wodą z sodą oczyszczoną i octem przy jednoczesnym myśleniu, że dobrze robi mi to na psyche. Przecież od czasu do czasu dobrze jest ogarnąć najdalsze zakamarki, zawsze mam wtedy wrażenie, że porządkuję duszę. Porządki te robię co najmniej kilka lat tak aby się przypadkiem nie przemęczyć, czasem odkrywając zaskakujące znaleziska (np. tu). 

Zatem - do obudzenia się w przyszłym roku!

Komentarze

  1. Minimalizuje te wszystkie "srebra rodowe". To mi zostało z koczowniczego trybu życia, wiecznej tymczasowości, liczenia się z metrażem i pieniędzmi. Nie wydaję przyjęć, moi goście nie są liczni i nie mają snobistycznych oczekiwań ;) Kiedyś mi się to bardzo podobało, by mieć taki zasobny dom, gdzie talerze są w komplecie itp. ale przemyśliwując temat, stwierdziłam, że zupełnie tego nie potrzebuję. Talerze od kompletu i tak w końcu się wytłuką, znając moje "maślane łapy". Kieliszki ze dwa są w chałupie, rzadko potrzeba mi więcej, a jeśli nawet - to od picia wina w szklance nikt jeszcze nie umarł ;)
    Oficjalne przyjęcie, gdy przyjdzie kiedykolwiek mi wyprawić, wolę zorganizować w lokalu, a i naczynia wypożyczyć w dzisiejszych czasach to też żaden problem. Za to nie muszę tego cholerstwa czyścić ;) W jednym z wynajmowanych mieszkań miałam barek ze stoma tysiącami kieliszków, szklaneczek itp. Od czasu do czasu wypadało to wszystko umyć i jeszcze uważać, żeby nie robić, bo nie moje - brrrr! O nie, na psyche robi mi to bardzo źle :)
    W rozpoczynający się Nowy Rok spałam jak suseł i miałam wywalone na te wszystkie konwenanse :)

    Czytam, co napisałam i stwierdzam, że chyba jestem okropną abnegatką i śmierdzącym leniem :O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jesteś abnegatką i leniem, po prostu żyjesz, jak chcesz. Ja wszystkie szkła mam sprzed dwudziestu lat, część się potłukła, część wyrzuciłam, część z sentymentu zostala. W sumie nie kupuję już nic nowego, nawet kubków nie kupuję.

      Usuń
    2. Kubki uwielbiam, ale ostatnio zrobiło się ich jakoś przydużo. Poczekam aż te mniej lubiane się wytłuką :)

      Usuń
  2. Ja regularnie zabieram się za przedśmiertne porządki ;) czyli takie aby po mojej śmierci rodzina nie miała za dużo do wyrzucenia :D Mi to robi dobrze na głowę bardzo! ;) plus jestem patusiara - meliniara, więc serio im mniej tym lepiej. I choć nie dbam przesadnie o różne rzeczy/przedmioty - mam wrażenie, że prawie nic nie niszczę i latami trwają. Dlatego jak kiedyś trzymałam ładne rzeczy / przedmioty na kiedyś tam / dla gości / lekarza / randkę ;) tak od paru dobrych lat pozbyłam się takich "roboczych" codziennych i zaczęłam używać wszystkie te zarezerwowane na specjalne okazje - właśnie na co dzień (m.in. ładne komplety sztućców, naczyń, ładne ręczniki, pościele, itp.). Ostatecznie okazało się, że skoro nie niszczę to i używam ich już od lat i cieszą codziennie oko a nie tylko od święta ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Komentarze są moderowane. Anonimowe komentarze, komentarze osób bez własnych, aktywnych blogów i te, które przez autorkę zostaną uznane za zbyt wścibskie i złośliwe oraz te bez optymizmu, nie będą publikowane.

Popularne posty z tego bloga

tym paru znajomym czytelnikom

wczoraj

ale śniegu