304 dom dobry
Dwa dni długiego weekendu przebarłożyłam nie wiem na czym, więc trzeci i czwarty dzień postanowiłam spędzić na oglądaniu filmów. Pierwszego dnia drugiej połowy weekendu na tapet poszły "Substancja" (potwór sikający krwią aż komiczno-ironiczny, ale wydźwięk końcówki smutny) i "Dom dobry" (tu oddaję honor mojemu eks, przy tym filmie to był ideałem; podoba mi się konwencja filmu-snu). Do tego obejrzałam wszystkie tegotygodniowe odcinki mojego tureckiego serialu. Następnego dnia zaplanowałam odświeżoną wersję "Dnia świra" (klasyk, który chcę obejrzeć z dzieckiem) oraz "Ministranów" - pokaz przedpremierowy.
Wracając z kina wzięłam dziecku kubełek z KFC - dali do tego frytki, które ja zeżarłam. Mea culpa.
Przez to wszystko przestałam się przejmować przymusowym postojem w pracy.
Może jutro przed kinem porobię trochę prania.
też bym chciała frytki, ale mi nie wolno...
OdpowiedzUsuńOj, tam... wolno, wolno. Same wybieramy :) Ja akurat w nosie mam kalorie i figurę. Przecież frytek nie jada się co dzień (akurat frytki jakoś nie są dla mnie atrakcją).
OdpowiedzUsuńMiłego dzionka!
Substancja bardzo mi nie poszła, już jakiś czas temu, a kina w sieciówkach jeszcze wcześniej, jak wszystkiego o czym piszesz doświadczyłam 😒
OdpowiedzUsuń