chyba już tylko

w wyjątkowej sytuacji napiję się alkoholu - takie mam przemyślenia po sytuacji z L. i obejrzeniu filmiku, który zamieściłam tu na blogu w zeszłym tygodniu. Jeden drink, a skutki w mózgu utrzymują się przez kilka miesięcy. Teraz, na wszelki wypadek, do jego imienia i nazwiska w kontaktach w telefonie dodałam adnotację "czynny alkoholik" - gdyby coś mi impulsem wpadło do głowy i chciało mi się z nim kontaktować.

Przeglądając maile wpadłam na tarota z początku 2019, mowa tam, że może w moim życiu pojawi się mężczyzna "ciepły i opiekuńczy, taki przyjaciel". L. poznałam w okolicach listopada. Mimo wszystko, nie żałuję znajomości i czasu jej poświęconego, byłam mocno poraniona przez eks i potem Mr. Biga, a dzięki L. otworzyłam się na miłość.

W tyrce pracowicie, dziś maksymalne skupienie, bo wydziubywałam dane z programu do arkusza w Excellu, aż czuję lekki, napięciowy ból głowy. 

P.S.  Miałam w domu darowane trzy butelki bimbru, wylałam do kibla.

Komentarze

  1. Też się na alko obraziłam, ze trzy lata temu, jak poczytałam, jakie siano z mózgu nam robi, jak na zdrowie wpływa i portfel drenuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i dobrze, że zrezygnowałaś z alkoholu. Traktuję to jako lekcję na przyszłość, by bardziej zważać na czerwone flagi.

      Usuń
  2. Też staram się ograniczyć alkohol. Przy czym nie będę sobie odmawiać od czasu do czasu. Czemu L był czynnym alkoholikiem? Jak często i ile pił?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak często i ile pił to raczej pytanie bezpośrednio do niego, o ile będzie szczery w tym temacie ze sobą.

      Usuń
    2. Dla mnie za dużo. Cały problem w tym (choć nie mam do siebie żalu, bo żyliśmy 2000 km od siebie), że nie zauważyłam wcześniej.

      Usuń
  3. U mnie w domu alkohol gości sporadycznie. Tak było też u moich rodziców ; na ogół nie stały w barku butelki z winem czy innymi trunkami. Pojawiała się czasem okazja, np. odwiedziny gości, to rodzice zaopatrywali się doraźnie. Taki model funkcjonuje też w moim obecnym domu. Czasem sobie pozwalam na grzane piwko albo wino.

    Mam znajomą, starszą panią, inteligentną i wykształconą kobietę, która przez sześć lat nie miała pojęcia, że jej partner to alkoholik. Bardzo skutecznie się ukrywał, nawet gdy zamieszkali razem.
    Mnie rozpoznanie alkoholizmu R. utrudniał mój brak powonienia i jego przekonujące bajeczki. Nie zawsze umiałam się zorientować, że jest pod wpływem... Dopiero gdy poznałam go już lepiej i miałam porównanie w różnych momentach...
    Pozdrawiam i życzę spotkania kogoś właściwego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już nie pamiętam, kiedy ostatnio kupowałam alkohol dla siebie, mam a szafce kilka butelek wina, ale otrzymanych w charakterze podarunku. mam silne postanowienie nie pić alkoholu w samotności i duże szanse na powodzenie, bo syn z którym mieszkam twierdzi, że chce przeżyć swoje życie świadomie i dlatego nie pije w ogóle, a okazje w towarzystwie zdarzają się nader rzadko, bo wszędzie poruszam się samochodem. Co do rozpoznania alkoholika - ja też już z doświadczenia wiem, że potrafią się doskonale ukrywać z nałogiem. Dziękuję za życzenia, jestem pogodnej myśli w tej sprawie.

      Usuń
  4. Ja to zaliczam takiego zgona po alko, że jak mam wypić i tak umierać cały następny dzień to musi być naprawdę warto i jakaś epicka impra ;) A że daaaawno na takiej nie byłam to i daaawno nie piłam ;) Ale od czasu bezalkoholowe piwo wypiję :) Plus odkąd biorę leki na adhd to już kompletnie mnie od alko odrzuciło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie :) Mnie też nigdy nie bawiło picie do zgonu. Nawet w ostatnie święta podałam bezalkoholowego grzańca, myślę, że nikt się nie zorientował.

      Usuń

Prześlij komentarz

Komentarze są moderowane. Anonimowe komentarze, komentarze osób bez własnych, aktywnych blogów i te, które przez autorkę zostaną uznane za zbyt wścibskie i złośliwe oraz te bez optymizmu, nie będą publikowane.

Popularne posty z tego bloga

tym paru znajomym czytelnikom

wczoraj

ale śniegu