o tym, jak zostałam technofeudalną niewolnicą

 Otóż na jednego z maili dostałam wiadomość, że mam zapełnioną pamięć w bodajże dziewięćdziesięciu procentach z jednoczesną propozycją odpłatnego poszerzenia pamięci w chmurze. Zdecydowałam się. To samo zrobiłam z mailem używanym do głupot (przesyłanie zdjęć, zakupy online, itp.) - to druga subskrypcja. Trzecią jest streaming filmów, który wzięłam ponownie. Jednym słowem, popadłam w sidła technofeudalizmu, współczesnego niewolnictwa.

***

Dzień zawodowo poświęcony na dalszą realizację deadline'ów, oglądanie danych, zastanawianie się nad dalszym ich przetwarzaniem, szukanie  rozwiązań problemów klientów. Wreszcie mam czas pozastanawiać się także w pracy. Zaczęłam sobie zapisywać w kalendarzu kolejne zadania do wykonania; jak twierdzi mój młodszy syn - na tym właśnie polega zarządzanie. Mam satysfakcję, gdy z tego kalendarza wykreślam kolejne wykonane zadania.

Po pracy miałam już prawie, prawie smażyć dziecku cycka z kuraka, ale przypomniało mi się, że pokazywałam mu, jak to się robi i po prostu delegowałam to zadanie wprost na syna. Ze skrzynki na listy wyciągnęłam dwa od mojej snailmailowej koleżanki z jueseju  oraz prezent od rządu w postaci Poradnika Bezpieczeństwa. Byłam na zastrzyku w przychodni i u kosmetyczki zrobić hennę.  Oczywiście pół godziny na bieżni przy tempie szybszym o dziesięć procent od stosowanego przez ostatnie kilka dni. Poszłabym pomalować włosy, ale moja fryzjerka do połowy lutego jest na urlopie. 




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

tym paru znajomym czytelnikom

wczoraj

ale śniegu