ostatnie dwa tygodnie

 to był bardzo intensywny czas.

Dzięki temu nie miałam za dużo czasu na zastanawianie się nad swoim życiem miłosnym.

Co raczej wyszło mi na dobre.

Przed zakończeniem małżeństwa z eks robiłam rocznie ponad czterdzieści tysięcy kilometrów rocznie plus długie godziny gadania do ludzi.

Małe dzieci, pies, kot.

Wspólne wszystko.

Wiecznie na euforycznym podminowaniu.

Teraz jeżdżę tyle co do pracy i na zakupy, praca nie jest tak wyczerpująca.

Do tego to ja podjęłam decyzję o rozstaniu, miałam czas się do niej przygotować.

Więc przeszłam rozstanie dużo lepiej, właściwie trochę rozmyślania w czasie okołoświątecznego urlopu w domu.

I spokój.

***

Dzień zawodowo poświęcony na deadline'y styczniowe. Trochę rozwiązywania nowych zagadnień. Kilkanaście telefonów. Po pracy domowy krupnik wspólnie z dzieckiem, pół godziny na bieżni. Mam wrażenie, że po dziesięciu dniach regularnych spacerów na bieżni lepiej utrzymuję ciepłotę ciała. Teraz seriale i czytanie.







Komentarze

Popularne posty z tego bloga

tym paru znajomym czytelnikom

wczoraj

ale śniegu