a jednak, wbrew oczekiwaniom, dostałam walentynkę (edit.)
od niego. Z jednej strony miłe uczucie, połechtanie ego (próżności własnej) - znak, że coś znaczyłam/nadal znaczę; z drugiej strony - zawód, bo bez odpowiedzi na moje konstatacje, nie odpisałam więc i nie zamierzam odpisać. Walentynka bez ani jednego słowa, więc zostawiłam ją w ciszy. Tu nie ma dialogu, rozmowy (czy trudnej, czy łatwej), było tylko moje mówienie jak grochem o ścianę. Czasem przeglądam stare wpisy o miłych chwilach i zastanawiam się wtedy, czy "pudrowałam gówno". Może aż tak to nie, chwile były rzeczywiście miłe, ale było to wybiórcze ujmowanie tematu z jednej tylko strony. Rozmawiałam z przyjaciółką, która jest DDA i ona powiedziała coś takiego, że musiałoby się coś poważnego zadziać, żeby alkoholik rzucił picie, w przypadku jej ojca był to dopiero jego udar. I gadałyśmy też o tym, że są zawody, w tym zawód L., w których stres ludzie rozładowują przez alkohol.
Co do rozmowy z przyjaciółką, ja przyznałam się jej, że przed zerwaniem kazałam postawić sobie tarota. Myśli nienazwane wtedy się kłębiły we mnie od dłuższego czasu, a tarot je - jakby to ująć - zebrał razem do kupy, wróżka absolutnie nie kazała mi iść w żadną stronę, ale po nim zobaczyłam wszystko wyraźnie i podjęłam decyzję.
***
Na nadchodzący tydzień mam plan umówić się do fryzjera, chciałabym dalej rozjaśniać włosy, ale jeszcze nie wiem, co fachowiec na to. I myślę sobie, że jest to standardowa reakcja kobiety na zmiany w życiu - zmiana we włosach.
Komentarze
Prześlij komentarz
Po kilku miesiącach przerwy ponownie włączam możliwość komentowania.
Tamta decyzja była świadoma — potrzebowałam ciszy i przestrzeni dla siebie po zakończeniu związku, którego końcowy etap to trudne doświadczenia z osobą popadającą coraz głębiej w nałóg.
Dziś jestem w innym miejscu, dlatego wracam do dialogu.
Jeśli chcesz coś tu zostawić — opinię, refleksję, swoje doświadczenie — będzie mi miło.
Zostawiam sobie jednocześnie prawo do moderowania tej przestrzeni tak, żeby pozostała bezpieczna i sensowna.