nocny manifest i znowu mail

  W nocy z niedzieli na poniedziałek miałam bardzo wyrazisty sen, że mówię oto:

"Jestem zodiakalnym Wodnikiem, numerologiczną piątką. Kocham wolność i swobodę. Uwielbiam być w ruchu, nawet jeśli oznacza to ruch umysłu. Jak kocham, to za to, że ktoś jest, a mój pierwszy partner tego nie rozumiał."

***

W poniedziałek ze dwanaście godzin pracy zawodowej, w sumie nawet nie wiem dokładnie ile, bo trochę wieczorem pracowałam w domu aż do skończenia zadanej sobie roboty. Potem tak nabuzowana, że nie mogłam zasnąć. Długo w nocy czytałam "Nieznośną lekkość bytu", aż wreszcie świadomie odłożyłam czytnik, zamknęłam oczy w ciemnościach i czekałam na sen.

Dzisiaj, nauczona doświadczeniem, nie brałam roboty z biura na czas wolny do domu - po pierwsze nikt mi za to nie płaci, jest to wyłącznie mój sposób na ograniczanie sobie przepływu głupich myśli o tym, czy L. napisze, że się zmienił i pracuje nad sobą; po drugie - ani jeden klient tego i tak nie doceni; po trzecie - powinnam pracować nad tym, by być wydajniejszą osobą w godzinach pracy i wszelkie zaległości wyprowadzać kiedy jestem w biurze. Po południu sprawdziłam tylko służbowego maila, zobaczyłam, że pierwsi moi klienci przysłali mi hasła do połączenia naszych oprogramowań oraz po konsultacji z Chatem GPT napisałam maila z wytycznymi do koleżanki pracującej dla innego klienta. 

Na szczęście i wczoraj, i dzisiaj zrobiłam marsz na bieżni. 

***

A L. napisał dzisiaj, że "nigdy nie zapomni, co dla niego zrobiłam".

Nie wiem, co dokładnie ma na myśli - czy opiekowanie się nad nim, kiedy miał drugą operację, czy przywiezienie go do mnie, kiedy miał trzecią operację i prosił by po niego przyjechać z pieluchami dla dorosłych, czy beztroskie randki w Scheveningen.

***

Miałam dzisiaj spotkanie z klientem, tym od audytu. Gadka szmatka, miało być tylko o tematach zawodowych, a powiedział między innymi, że od pół roku jest na wylocie od żony i właśnie wynajął sobie mieszkanie. Ja odpowiedziałam, że też wszystko mi się dobrze układa, a szczęścia w miłości brak, że pogoniłam alkoholika ponad miesiąc temu.

W trakcie tej wymiany zdań przyszło mi do głowy, że teraz w zasadzie moglibyśmy się spiknąć, ale równocześnie pojawiła się nagła myśl w głowie: czy ja w ogóle teraz pragnę drugiej osoby w swoim życiu? Teraz - mam wrażenie - jestem całością, nie mam braków, nie potrzebuję nikogo, by mnie uzupełniał, nie nudzę się ze sobą. 

Poza tym stare porzekadło mówi: "Gdzie się mieszka i pracuje, tam się ch*jem nie wojuje". 

Ale potencjalnie mam dwóch kandydatów pasujących do wróżby - obaj związani ze środowiskiem zawodowym, kiedyś blondyni, poważnie traktujący kobiety. 

Komentarze

  1. A to nie tak, że właśnie kiedy czujemy się całością - dopiero jest dojrzały związek? właśnie wtedy, kiedy nie jesteśmy zależni od drugiej osoby, kiedy nie uzależniamy naszego poczucia szczęscia od bycia z kimś, ponoć wtedy związek jest zdrowy, partnerski a nie współzależny.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Komentarze są moderowane. Anonimowe komentarze, komentarze osób bez własnych, aktywnych blogów i te, które przez autorkę zostaną uznane za zbyt wścibskie i złośliwe oraz te bez optymizmu, nie będą publikowane.

Popularne posty z tego bloga

matki boskiej pieniężnej

trochę o progeniturze plus weekend edit.

ło kryste panie