w nocy

 obudziłam się z poczuciem wyspania i prawie miałam wstać, by jechać do biura pracować (mam tyle zaległości, że w normalnym trybie wydaje się to nie do nadrobienia), ale pomyślałam, że dzień miałam w planach zacząć od wizyty u dentysty, więc nie pojadę do niego po nieprzespanej nocy i z brakiem makijażu. Na szczęście zasnęłam powtórnie bez problemów.

W pracy trochę uporządkowałam biurko. Dwóch klientów zadzwoniło z pospieszeniem mnie, w tym jeden jak jeszcze byłam u lekarza (byłam grzeczna, choć w środku pomyślałam sobie "nie poganiaj mnie, bo tracę oddech"), zrobiłam ich od razu po przyjściu do biura, ale z zemsty (może po prostu z przekory) zaprogramowałam wysłanie maili z wynikami dopiero w godzinach popołudniowych. Potem dalsze porządkowanie biurka - wpinanie dokumentów do segregatorów i drukowanie na nie nowych etykiet. Nie było dyrekcji, więc nikt nie zawracał głowy gadaniem, w ciszy sobie dłubałam swoje.

Tydzień dobry, trzy dni zeszły na rozwiązywanie problemów klienta, odbyłam USG, omówienie wyników u rodzinnego i stomatologa, byłam na pazurkach i regulacji brwi, codziennie też chodziłam na bieżni. Zarezerwowałam wycieczkę do Toskanii. Ostatnie pięć lat co roku latałam do Holandii, zawsze coś tam zobaczyłam przy okazji. 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

tym paru znajomym czytelnikom

wczoraj

ale śniegu