czas mija spokojnie
mimo że w moim otoczeniu rozpękły się kolejne dwie pary. Jednak, jak to mówią, co chatka, to zagadka. Część otoczenia zawodowego usiłowało wmówić mi sparowanie się z połówką jednego z nich, wczoraj nawet padło: "O, ubrałaś się dla Jacusia*", na co ja odrzekłam (była to druga taka uwaga, więc już miałam w sobie przemyślanego mistrza ciętej riposty) "Tobie to tylko jebnąć. Jacuś jeszcze nie ma rozwodu". Niestety, tak myśli pokolenie boomerów - że kobieta bez mężczyzny nie da rady, jak gadam z bratem, to tylko mnie ostrzega pół żartem, pół serio "nie wspominaj przy mamie o tym i o tym, bo jeszcze zacznie cię na siłę żenić".
Tymczasem bardzo dobrze mi solo, o portalu randkowym w ogólenie myślę, nawet nie ze względu na to, że nie chcę wychodzić z bańki komfortu (chyba, że pod kątem zdecydowanej większości przegrywów z mojej okolicy), ale po prostu na obecną chwilę z różnych względów nie widzę zastosowania mężczyzny w swoim osobistym życiu. Ja się ze sobą nie nudzę i nie jest mi smutno, ani samotnie. Czasem nachodzi gorzki moment, gdy myślę sobie, że inaczej się z eksmężem umawiałam, nie miałam jego dzieci wychowywać samotnie, ale w 99,9% humor mam doskonały, czasem puszczam sobie na cały regulator muzykę w aucie i wtedy życie staje się jeszcze piękniejsze. Słońce, jak przystało na to marcowe, wali po oczach, niebo się błękici. W weekend zamierzam wyjść do ogrodu, pasuje przyciąć hortensje i może coś tam jeszcze porobić.
*imię zmienione