piosenka na dziś i o opiece naprzemiennej

 piosenka na dziś to zapętlona wersja koncertowa Męskiego Grania "I ciebie też, bardzo"


Dosłownie czuję tę bijącą energię!
Dla tych, którzy nie znają tej piosenki, oto wersja oficjalna:


Refren
"wiem, że nie chcę się już dłużej bać
nie chcę tańczyć do melodii, które znam
jestem wolny"

to słowa o odchodzeniu od wyuczonych schematów, które nie zawsze są dla nas dobre. Słuchając tej piosenki, poczułam że mogłabym być z L., gdyby tylko jego zachowanie w pewnych tematach mi nie szkodziło. Jak jedzenie, które człowiek je ze smakiem, a po posiłku dostaje zgagi. 

Baj dy łej, tylko czy ja w obecnym momencie chcę być z kimś? 

Czuję też szczęście, że mogę sobie siedzieć w cieple i bez bólu i po prostu wsłuchiwać się w tekst i mruczeć pod nosem melodię. "zielona trawa, dobre dni".

***

W biurze wszyscy chyba już się przyzwyczaili do widoku mojej osoby w słuchawkach na głowie, w każdym razie nawet szef nic nie mówi na ten temat. Ja jestem bardziej skupiona na pracy i czuję się jak na poniższym obrazku:

co oczywiście nie jest wyłączną prawdą, bo w sprzyjających okolicznościach (w sensie, gdy nie mam noża na gardle w postaci terminowej pracy, telefonów co minuta, ponaglania mnie do roboty i rozmowa jest na interesujące mnie tematy) ludzi nawet lubię. Latami uważałam się za introwertyka, tymczasem po odkryciu w wieku lat czterdziestu paru nowego pojęcia, doszłam więc do wniosku, że bliżej mi do skrzyżowania  sapio- i demiseksualnej ambiwertyczki.

***

Dzień spokojny, wypełniony muzyką. Odlajkowałam wszystkie obserwowane modelki na IG. Jakiś czas temu stwierdziłam, że jestem "przeterapeutyzowana" coachami z Internetów i podobnie przestałam obserwować wszystkie profile, które wciąż mówiły o terapiach. W zasadzie więc zostało mi tylko kilka profili z memami, Świetlan Maps, jajanatinderze i profile artystyczne. 

Czytałam o zmianach w przepisach odnośnie opieki nad dziećmi po rozwodzie i chęciach większego angażowania w nią ojców. Jestem na tak. Ostatnio często zastanawiałam się, gdzie bym dzisiaj była, gdybym miała opiekę współdzieloną. Dzieci twierdzą, że ich punktu widzenia lepszy dla nich był stały dom, ale z punktu widzenia rodzica sprawiedliwy jest podział opieki na pół. Na pewno nie byłabym wyłączona z życia zawodowego w takim zakresie, jak byłam, nie musiałabym jeździć do biura w nocy, gdy dzieci śpią, a praca zdalna nie była modna, a eks nie przypieprzałby się do mnie, że w wakacje zostawiam dzieci same w domu na czas pobytu w biurze i nie wnioskowałby o odebranie mi dzieci ze względu na chorobę, samemu nie występując równocześnie o opiekę. Może panowie zmuszeni prawem przestaną narzekać na sfeminizowane sądy (prawda jest taka, że choć trend w ślimaczym tempie się odwraca, wciąż zwykle kobiety występują o opiekę nad dziećmi, panowie rzadko, ale jak już o tę opiekę występują, to zwykle ją dostają).




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

matki boskiej pieniężnej

weekend

trochę o progeniturze plus weekend edit.