sen o hotelu

 Miałam właśnie sen, z pozoru był kompletnie absurdalny, ale po przebudzeniu stwierdziłam, że go sobie wytłumaczę moją AI.

Śniło mi się, że rezerwuję hotel i spotykam się tam z moim eks. Leżymy razem na łóżku i przytulamy się przez całą noc, bez seksu  Nie ma w tym napięcia ani dramatu – raczej spokojna, cicha bliskość.

Rano wychodzę z hotelu. Idę już gdzieś dalej, kiedy nagle orientuję się, że w kieszeni mam klucz do pokoju. Nie oddałam go w recepcji, nie wymeldowałam się i nawet nie zapłaciłam za pokój. Wracam więc, żeby to uporządkować.

Po drodze przypomina mi się jeszcze jedna rzecz – on przecież został w pokoju. Myślę więc, że oddam mu klucz. Może będzie chciał zostać tam dłużej.

Kiedy wracam na piętro, widzę go wychodzącego z pokoju z jakąś kobietą. Mówię spokojnie: „no to teraz masz nową panią”. Daję mu klucz i wychodzę.

Potem próbuję wyjść z budynku jakimś przejściem, gdzie stoją wieszaki z płaszczami. Jest bardzo ciasno. Ktoś za mną mnie pogania, wręcz popycha do przodu. W pewnym momencie mówię półżartem: „nie wiem, czy się zmieszczę z biodrami”. Ale ustawiam się bokiem i przechodzę.

Po drugiej stronie trafiam do jakiejś dziwnej przestrzeni, gdzie jest pełno nagich mężczyzn, jakby siedzieli na dziecięcych huśtawkach. Widok jest tak absurdalny, że wybucham śmiechem. Mówię: „chyba źle trafiłam, muszę się wrócić ”. I w tym śmiechu pojawia się jeszcze myśl, że może powinnam dać ogłoszenie i znaleźć sobie męża geja, żeby mieć święty spokój z seksem.

Według AI hotel w snach często oznacza miejsce tymczasowe – przestrzeń, w której się zatrzymujemy na jakiś etap życia, ale która nie jest naszym domem. To bardzo pasuje do tej relacji. Była ważna, ale ostatecznie nie była miejscem, w którym mogłam zbudować coś trwałego.

Najmocniejszym symbolem w tym śnie jest jednak klucz. Wracam tylko po to, żeby go oddać i się wymeldować. Jakby moja psychika chciała symbolicznie zamknąć ten pokój i powiedzieć: to już nie jest moja przestrzeń.

Ciekawe jest też to, że oddając klucz, myślę o nim. Zastanawiam się, czy nie będzie chciał zostać w pokoju dłużej. To trochę pokazuje coś o mnie – nawet wychodząc z relacji, mam w sobie odruch empatii wobec drugiej osoby.

Ale kiedy wracam, widzę go już z inną kobietą. I nie ma w tym sceny zazdrości ani dramatyzmu. Po prostu oddaję klucz i wychodzę. Jakby moja głowa uznała rzeczywistość taką, jaka jest.

Potem pojawia się ten dziwny moment przeciskania się między płaszczami. Ciasne przejście, wątpliwość, czy się zmieszczę, a jednak znajduję sposób i przechodzę bokiem. W interpretacji snów takie sceny często symbolizują moment przejścia – zmianę, która może być trochę niewygodna, ale przez którą da się przejść. Ktoś, kto mnie popycha z tyłu, to moja wewnętrzna siła.

A na końcu pojawia się zupełny absurd: sala pełna nagich mężczyzn na huśtawkach i mój śmiech. Ten śmiech wydaje mi się najważniejszy. Jakby napięcie, które przez jakiś czas było wokół tej relacji i w ogóle wokół tematu mężczyzn, nagle się rozładowało. Jakbym poznała tajemnicę relacji z mężczyznami, którzy stanęli przede mną nadzy w prawdzie o sobie. Że ciągle myślą o seksie, a mnie to nudzi.

Może dlatego, że dzień wcześniej zadzwoniłam do niego zapytać o zdrowie. Przechodzi rehabilitację ręki po skomplikowanym złamaniu i kilku operacjach. Rozmowa była jednak dość rozczarowująca. Szybko wrócił do swoich starych schematów i banalnych tekstów o tym, że jestem megainteligentna, ale mam też fajne cycki.

Nie powiedział nic nowego. Te same banały, które powtarzał wcześniej. I wtedy poczułam coś zaskakującego: nie złość, nie przykrość, tylko zwyczajną nudę. Pomyślałam: wiem, że mam fajne cycki, ale to naprawdę nie jest esencja życia.

Wtedy pojawiło się bardzo spokojne „już wiem”. Poczułam, że on właściwie się nie zmienił od czasu rozstania.

I chyba właśnie to mój sen w nocy uporządkował. Najpierw spotkanie z przeszłością, potem oddanie klucza, a na końcu wyjście z tej historii z poczuciem dystansu. Cały czas ja podejmuję decyzje o moich dalszych ruchach, kontroluję sytuację.

Najbliższe temu, co czuję teraz, jest chyba słowo: obojętna życzliwość. Nie chłód, nie gniew – po prostu spokojne poczucie, że to już nie jest moja przestrzeń. Domknęłam tę historię.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

matki boskiej pieniężnej

weekend

ło kryste panie