mamy po 20 lat

 Wielkanoc mija mi przy rytmie i melodii piosenki śpiewanej przez Halinę Benedyk. Lato 1987, ja 10 lat, jeszcze PRL-owska telewizja, festiwal w Opolu. Żyjemy "na bogato", bo rodzice w zeszłym roku "dostali" trzypokojowe mieszkanie, mamy z bratem nawet własny pokój. Ta piosenka to nie jest tylko historia o dwudziestolatkach. To jest historia o tym momencie w życiu, kiedy jeszcze wszystko wydaje się możliwe. Kiedy człowiek nie liczy ryzyka, tylko emocje. Kiedy bardziej się czuje niż kalkuluje. Refren zostaje w głowie na lata. Bo to nie jest tylko wspomnienie młodości. To jest przypomnienie, że kiedyś było się odważniejszym, prostszym, bardziej „tu i teraz”. Czuję ostatnio tę radość życia.


Oczywiście komuna nie była taka różowa, ostatnio byłam w kinie na "Pod znakiem wrony", rzecz dotyczy stanu wojennego i to był film z gatunku tych przerażających.

W mojej ostatniej czterdziestce życia zostańmy jednak przy tematach sprawiających radość.
Dziś słońce, niebo niebieskie, ma być dwadzieścia stopni ciepła. Wczoraj bardzo fajna Wielka Sobota z dziećmi, rodzicami i bratem z rodziną. Dobre jedzenie w ilościach nie do przejedzenia. Pięć godzin nieprzerwanych rozmów kilku pokoleń: Boomerzy, Gen X, Millenialsi,  Zetki i Alfa. I w tym wszystkim – jakieś proste poczucie, że jest dobrze.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

trochę o progeniturze plus weekend edit.

błąd w myśleniu? - znowu refleksje - dużo wątków

trochę się zniechęciłam do poszukiwania tego jedynego