ja jako element procesu

Jak pewnie się zdążyłam kilka miesięcy temu pochwalić, poprosiłam o postawienie sobie tarota na ten rok.

I właśnie czuję, że albo wróżka jak psycholog wstrzeliła się w mój osobisty "cykl życia produktu" (czyli etap życia), albo karty faktycznie coś "widzą".

Zawodowo jestem w najlepszym możliwym miejscu, jak na firmę w której pracuję. Dużo współpracuję z ogarniętymi klientami, wspomagam się nowoczesną techniką, ostatnie zmiany w prawie sprawiają, że wydaje się, że praca będzie teraz przebiegać w mniejszym chaosie i może skończy się wreszcie uciążliwe i niekończące się klepanie danych "z palca", moje uwagi są akceptowane w podjemowaniu biznesowych decyzji, bez rozpraszaczy emocjonalnych w postaci nieprzewidywalnego partnera-alkoholika jestem super stabilna, więc czuję po prostu, że jestem elementem procesu, a nie tylko przetwarzam dane z przeszłości. Mam poczucie kierunku. Czuję efekt "wow!". Najlepszy czas w moim życiu.

***

Wczoraj całe popołudnie spędziłam u kosmetyczki. Zrobiłam sobie hennę, stopy i paznokcie. Zamówiłam więcej barwinków (przyszły dzisiaj, ale dzisiaj nie sadzę, bo leje jak z cebra) i herbatę o smaku słony karmel (faktycznie czuć solony karmel). Klientowi ofertę ma przedstawić nowy audytor, jako że ponoć według tarota mam poznać nową osobę do związku poprzez pracę, traktuję to jako szansę. No i obojętne mi, kto fizycznie mnie kontroluje, zwłaszcza że dotychczasowy audytor cierpi na przerost formy nad treścią i jest bardzo oficjalny w kontaktach. We'll see. W sumie wróżba mną steruje, bo skoro według wróżki mam poznać kogoś przez pracę, to tym bardziej zarzuciłam randkowanie via portale. Daje to też inny efekt, bo jestem po prostu spokojna o swoją przyszłość i bardzo dobrze mi się z tym spokojem żyje. Lekko. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

tym paru znajomym czytelnikom

wczoraj

ale śniegu