w majówkę edit.

 weszłam na pełnej adrenalinie wywołaną wysokim natężeniem pracy zawodowej w ostatnim czasie. W czwartek zasnęłam zaraz po dziewiątej wieczorem, by obudzić się kompletnie wyspana koło trzeciej rano, kiedy to moje dziecko dopiero kładło się spać. Zeszłam do salonu, siadłam przy kawie i włączonym tv. Czekałam, aż na dworze zrobi się ciepło, by wyjść do ogrodu sadzić barwinki.  W głowie tłum myśli o pracy, weszłam nawet na pracowego maila, by  napisać i zaprogramować wysłanie wiadomości od razu rano w poniedziałek (uznałam, że to będzie przesada wysyłać maila do dostawcy klienta w dzień wolny od pracy). Do ogrodu wyszłam dopiero przed jedenastą. Pracowałam z przerwami ponad trzy godziny, posadziłam czterdzieści sadzonek, było trudno, bo sadziłam je w miejscu ze żwirkiem na agrowłókninie, musiałam więc odgarniać żwir z miejsca nasadzenia i ciąć materiał. Dłonie z wysiłku aż mi się po pracy trzęsły, widocznie mam w nich słabe mięśnie. Mam nadzieję, że w tym trudnym miejscu roślinki się przyjmą. 

Praca fizyczna, mimo że powolna, przyniosła mi spokój w głowie i spowolniła przepływ myśli. Wiem już, co mam poprawić w kluczowym raporcie, ale jestem spokojna, bo mam dwa tygodnie na to. 

Pogoda fajna, cieplutko, niebieskie niebo, ciepło słońca, więc otworzyłam wszędzie okna, by do domu powpadało ciepłe powietrze i ogrzało pokoje. Dobry dzień.

Jutro L. ma urodziny, myślę o tym od jakiegoś czasu, zastanawiam się, czy złożyć mu życzenia.

P.S. Jakiś ptak od dwóch dni obija mi się dziobem o szyby w oknach.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

tym paru znajomym czytelnikom

wczoraj

ale śniegu