137/2026
Wczoraj w trakcie oglądania finału Eurowizji po prostu odpadłam, zasnęłam po piątej piosence i obudziłam się akurat, aby obejrzeć, jak się dowiedziałam następnego dnia, zwycięską "Bangaranga". Zwlekłam się tylko, by przenieść swoje zwłoki do łóżka w sypialni. Spałam prawie piętnaście godzin.
Kiedy oboje z synem na tyle się obudziliśmy, wymieniliśmy poglądy (ja sprawdziłam nagłówki na Pudelku, on komentarze na Twitterze i oczywiście oglądał całość).
Skacząc wczoraj po kanałach telewizyjnych natrafiłam na dokument o Biblii, który sprawił, że mam ochotę bardziej zgłębić temat: otóż w Biblii jest wiele opisów miłości w różnych wydaniach. Przykładowo - o czym nie dowiedziałam się z lekcji religii - Dawid, pogromca Goliata, był biseksualny i nie przeszkadzał mu w uwodzeniu status mężatki, zaś córki Lota po opuszczeniu Sodomy i Gomory, w braku innych mężczyzn, spiły winem ojca i go zgwałciły, by zajść z nim ciążę, a kazirodztwo zostało uznane przez Boga, bo w efekcie aktu seksualnego urodziły się dzieci. Zdobywanie takiej wiedzy przez katechetów było piętnowane, pamiętam dobrze, bo gdy religia była jeszcze w salkach katechetycznych, przyznałam się do czytania "Gdy Słońce było bogiem" Kosidowskiego. A tu po prostu do tematu trzeba podchodzić jak do wierzeń starożytnych Greków w Zeusa i Herę.
Na dziś nie mam żadnych planów, choć myślałam, żeby obejrzeć w kinie "Diabeł ubiera się u Prady 2", na razie jest to kwestia podjęcia decyzji o wyjściu z domu.
Poza tym po bardzo trudnym okresie w pracy i dojściu do siebie po relacji z L. (bo przecież to nie był związek) postanowiłam przywrócić możliwość komentowania na blogu.
Fajnie, że można komentować. Ciekawa jest erozja znajomości z L w Twojej narracji - pamiętam, gdy byłam z B., jak pisałaś wtedy, że to taki dobry i dojrzały związek. Czasami się pewnych rzeczy po prostu nie widzi.
OdpowiedzUsuńDziękuję. Dobrze wiem, że nazywałam tę relację "związkiem" na wyrost. W którymś wpisie napisałam wprost, że może "pudrowałam gówno", żeby wyglądało lepiej.
UsuńW sumie, jak się dłużej zastanawiam, to sprawa nie jest taka jednoznaczna. Jak pisałam wcześniej, dużo dobrego wyniosłam z tej relacji, coś tam dowiedziałam się o sobie, przede wszystkim, że potrafię sie komunikować z mężczyzną, czego zabrakło w małżenstwie. Był taki film zdaje się "Słodko-gorzki" i ten tytuł to jest chyba najlepsze określenie tamtej relacji. A że relacja przestała mi wystaczać, nie rozwinęła się? - życie.
UsuńCzekałam w poradni dwie godziny na wizytę lekarską i zastanawiałam się nad tym (overthinking często mi doskwiera) - ta relacja była bardzo fajna do pewnego momentu, ja czuję, że ja dojrzale się w niej zachowywałam i on był fajny, i pewnie dlatego tak wtedy napisałam, tak po prostu wtedy czułam. Ale skończyła się głównie przez brak perspektyw na rozwój (tak samo jak Tobie zaczął mi dokuczać brak wspólnego spędzania czasu, dopóki mieszkał zagranicą, to jeszcze go jakoś sobie tłumaczyłam), alkohol, a dokładnie sytuacja sprzed Bożego Narodzenia, o której nie chcę pisać, były gwoździem do trumny. Zresztą nie chcę o nim pisać źle. Może to ja kolejny raz idąc schematem, źle wybrałam osobę do związku. Dlatego teraz ułożyłam sobie "tabelki w Excelu" i nie chcę nikogo, kogo wybiorę za szybko w sumie na podstawie zdjęcia.
UsuńJa miałam tak w relacji z B. Na początku było fajnie, później okazało się, że on ma jakieś bariery, których ja nie sforsuję, a nie potrafię ich ignorować i zaczęły się tarcia. Gdyby nie ostatnia akcja, mogłabym mimo wszystko powiedzieć na temat tego związku prawie same dobre rzeczy. A tak, nadal jest niesmak.
Usuń